Opowiadanie SF: „Ostatni pionier”

12

 OSTATNI PIONIER

Rozdział V

 

Frost musiał zweryfikować swoje plany znacznie szybciej niż się tego spodziewał. Zanim jeszcze wzeszła gwiazda stał przed namiotem odziany ponownie w skafander. Ze snu wyrwał go szum dobiegający z zewnątrz i tym razem był pewien, że nie jest to efekt marzeń sennych.

 

Na dworze panowała szarówka, a pole roślinności skrywała gęsta mgła. Odgłos szumu nadal był donośny i dobiegał uszu Dawida mimo tłumiącego skafandra. Była to przedziwna mieszanina przeplatających się dźwięków, jakby spotęgowane ocieranie każdego ziarnka piasku o sąsiedni przy przesypywaniu potężnej hałdy sypkiej ziemi. Frost podświadomie czuł, że źródło odgłosów znajdowało się we mgle, więc ruszył przed siebie.

 

Parę kroków wystarczyło, aby dostrzegł ruch. Biała zawiesina gęstniała przy samym gruncie, zatem pierwsze, co zdołał dostrzec, to bulwiaste makówki roślin. Wrażenie było zaskakujące i zachwycające zarazem. Wydawało się, że kielichy odłączyły się od podtrzymującej ich łodyg i zaczęły samodzielnie unosić się nad ziemią. W dodatku każdy z nich poruszał się wzdłuż niewidocznego toru o kształcie okręgu. Nie był to ruch synchroniczny, czy w jakikolwiek inny sposób poukładany. Każda roślinna główka krążyła w ramach swojej ciasnej przestrzeni, jakby była osobnym i niezależnym tworem. Nie zważając na ruchy sąsiadów poruszały się po okręgach z różną częstotliwością – szybciej, bądź wolniej; zgodnie ze wskazówkami zegara lub przeciwnie. Dawid pojął w tej chwili źródło dźwięku. Przy tak chaotycznym ruchu – kielichy często uderzały i ocierały się o siebie. Wystarczyło ten delikatny szmer powielić o ilość łodyg, jakie pojawiły się wczoraj wokół namiotu, a uzyskałoby się właśnie taki donośny szum – głos tutejszego lasu.

 

Na Ziemi tak gwałtowny ruch jakiejkolwiek roślinności wywoływany jest tylko czynnikiem zewnętrznym – najczęściej wiatrem. Obecnie jednak panował spokojny, bezwietrzny poranek. Cóż zatem za demonstrację obserwował i co ją wywołało? Słyszał wprawdzie o roślinach potrafiących przemieszczać się samodzielnie przy zachowaniu normalnego rozrostu, ale ten taniec kielichów przeczył chyba jakimkolwiek założeniom znanym nauce.

 

Pole w jednej chwili przestało szumieć. Okwiaty momentalnie zatrzymały się w pozycji wyjściowej, jakby ktoś odłączył zasilanie i w efekcie czas stanął w miejscu. Dawid rozglądnął się, szukając przynajmniej jeszcze jednej tańczącej makówki. Mgła jednak zgęstniała i niewiele mógł dostrzec. Nie potrafił nawet znaleźć bazy, z której przed chwilą wyszedł – jakby rozpłynęła się w mlecznej zawiesinie. Krążył między oparami, dotykając bulwiastych koron i próbując bezskutecznie odnaleźć srebrzystą śluzę wejścia do kopuły tlenowej.
Wtem rośliny ponownie zakołysały się, tym razem poddając się muśnięciu lekkiego powiewu. Mgła rozproszyła się nad głową astronauty. Dawid ujrzał niebo, po którym sunęły granatowe chmury o dziwnie znajomym kształcie. Ku jego przerażeniu jeden z obłoków eksplodował barwami czerwieni i pomarańczy. Dawid wiedział już, co za chwilę miało wyłonić się zza cirrusów.

 

Niebo przeszyła krwista elipsa, ciągnąca za sobą warkocz biało-szarego dymu. Błyskawicznie znalazła się nad doliną i pomknęła dalej ku pobliskim szczytom. Dawid poczuł jak przeszywa go dreszcz paraliżującego strachu. Oto bowiem na jego oczach realizowało się wydarzenie, które już nastąpiło i to ładnych kilkanaście lat temu. Ponownie dolina, znana wszystkim z projekcji 26, miała zostać zrównana przez falę uderzeniową spadającej gwiazdy.

 

Dawid rozglądnął się wokół i mimo już rzadszej, poszarpanej mgły, nadal nie dostrzegał bazy. Co więcej, zmienił się horyzont – Dawid nie znajdował się przy krawędzi krateru, przy którym rozbił obóz, lecz w centrum tej doliny, którą znał na pamięć z projekcji. Spojrzał w lewo, wiedząc gdzie dokładnie spadnie kosmiczny głaz i niestety, nie pomylił się.
Niebo przykrył biały blask impaktu. Dawid instynktownie zaczął szukać niewidzialnego przycisku, który zawsze jest w zasięgu ręki przy odtwarzaniu projekcji holograficznej. Był pewien, że w jakiś niezrozumiały sposób znalazł się ponownie na statku-matce i raz jeszcze odtwarzał projekcję 26.

 

Niestety, tym razem się mylił.

 

Powiew rozpędził mgłę, tak jak to miał zrobić zgodnie z holozapisem. Na horyzoncie pojawiła się mrożąca krew w żyłach ściana uniesionej ziemi i ognia, która pochłaniała w niewiarygodnym tempie dolinę. Przerażony astronauta nie miał gdzie się schować, a ucieczka nie miała najmniejszego sensu.

 

Pobudzone wywołanym huraganem rośliny rozłożyły w końcu masywne płatki i wystrzeliły wysoko w górę tysiące krystalicznych zarodników. Te przejęły barwy kataklizmu i stworzyły przepiękną bordową zasłonę, która niestety za chwilę miała zostać zmieciona, podobnie jak i sam Frost.

 

W tym momencie jednak lekkie i krwiste kryształki nie wirowały długo w powietrzu niesione wiatrem, lecz zaczęły wibrować, obijać się o siebie, po czym gwałtownie opadać w kierunku wystraszonego człowieka. Dawid próbował instynktownie się bronić, wymachując nieskoordynowanie rękami, jakby oganiał się przed rojem natrętnych insektów, lecz nie było to skuteczne. Tysiące nasion uderzało w skafander i natychmiast przywierało do niego, jakby nasączone były lepką żywicą. W oka mgnieniu Dawid stracił możliwość ruszenia nawet ręką, nie mówiąc o próbie zrobienia kroku, a szybę hełmu zasłoniła mu matowa kurtyna, jakby rośliny chciały zaoszczędzić astronaucie oglądania zbliżającego się końca.

 

Frost poczuł szarpnięcie, żołądek podskoczył mu do gardła. Przez jedną chwilę zdawało mu się, że spada, po czym dopadł go tępy ból całego ciała, jakby obsiadające kryształy próbowały go zgnieść. Coś brutalnie wcisnęło astronautę we wszechogarniającą czerń, a on nie miał sił, a nawet motywacji, aby z tym walczyć. Świadomość nadciągającej ściany ognia, połykającej dolinę, skutecznie odbierała mu chęć buntu. Poddał się zatem i odpłynął w błogi stan nieświadomości.

 

Czytaj dalej – rozdział VI >>

Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę:
[Głosów: 14 Średnia: 4.1]
Zobacz także
12 komentarze
  1. CMDR Kethrax

    Bardzo dobre opowiadanie, świetnie się czyta, przygoda! :)

  2. Jake

    Przynudzanie opisami krajobrazu i zaczynanie od tychże opisów przestało być modne jakoś w roku 1887.

    1. Marcin Świątkowski

      Dziękuję za opinię :). Zapomniałem wspomnieć na wstępie, że jestem z przeszłości i niedługo tam wracam ;).
      Zaznaczę, że modę traktuję może nie lekceważąco, ale jednak z dużym dystansem. Co innego gdybym pisał dla zysku ;). Sądząc po ocenach opowiadania, na szczęście nie wszystkich zanudzam :).
      „Ostatni pionier” jest wyjątkowo opisowym opowiadaniem, ale myślę, że z ciekawym przesłaniem. Jake – Tobie polecam inne moje opowiadania, jak np. „Tym, których to zainteresuje”. Pozdrawiam!

  3. licho

    Podział na kilkuzdaniowce zniechęca. Coś „gryzie” w tekście, odrzuca czytelnika. Przynajmniej ja mam takie odczucie. Będę przyglądał się tej stronce… Ale życzę powodzenia i samozaparcia. Pisanie to trudny proces.

    1. Marcin Świątkowski

      Bardzo dziękuję za opinię, życzenia i zrozumienie :). Jestem świadom tych zgrzytów zawartych w tekście, w wielu miejscach nie czyta się po prostu płynnie niestety. Pracuję nad tą naturalną płynnością swoich tekstów. Natura mi tego nie dała, zatem nadrabiam pracą :).

  4. Malgorzata

    Świetne opowiadanie, ciekawy pomysł…pozdrawiam :)

    1. Marcin Świątkowski

      Bardzo się cieszę, że się spodobało :). Pozdrawiam również!

  5. mirek

    taak, ciekawe

  6. D.

    Dobre opowiadanie. Mam jednak jedno zastrzeżenie, ale tyczące się do wszystkich opowiadań: może by tak zrezygnować z nudnych, sztampowych i płaskich amerykańskich nazwisk, a spróbować czasem osadzić akcję wśród chociażby rodaków?:)

    1. Marcin Świątkowski

      Pozostaje mi tylko przyznać się do nadmiernego 'zamerykazowania’ moich pierwszych opowiadań – cóż, to chyba pozostałości efektu szczenięcej fascynacji kinem SF spod znaku Hollywood. W późniejszych opowiadaniach się opamiętałem :), niedługo wszystkie będą dostępne na Alien Hive.

  7. Tomek

    połączenie Matrixa z hmmm… Solaris? świetne :) pozdrawiam

    1. Marcin Świątkowski

      Dziękuję.
      Przyznam się szczerze, że inspiracją nie były wspomniane tytuły, lecz pewien odcinek „Z archiwum X” i książka „Fungus” H.A. Knighta :).

Dodaj komentarz

Klikając "Wyślij komentarz" wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych wpisanych w formularz komentarza w celu publikacji, moderacji i udzielenia odpowiedzi na komentarz zgodnie z Regulaminem Serwisu i Polityką Prywatności.