Opowiadanie SF: „Ostatni pionier”

12

 OSTATNI PIONIER

Rozdział IV

 

Dawida zbudził ból, planeta przywitała swojego gościa solidnym kacem. Gdy usiadł na koi, świat zawirował. Frost poczuł mdłości. Ostatnio takiego samopoczucia doświadczał bardzo daleko stąd – na Ziemi, gdy meteorolodzy informowali o gwałtownym spadku ciśnienia. Zareagował natychmiast i wystrzelił z pryczy do wskaźnika stabilizatora atmosfery kopuły. Na szczęście nie było przyczyn do niepokoju, igloo było tak samo szczelne, jak jeszcze parę godzin temu. Zatem doświadczał tylko pierwszej migreny w nowym świecie.

 

Zaaplikował sobie zastrzyk ze środkiem przeciwbólowym i opadł ponownie na koję. Nie interesowało go, która jest godzina. Teraz, gdy zapewnił sobie bezpieczeństwo nie spieszno mu było do zakładania skafandra i realizowania nakreślonego przez speców planu. Dopóki nie przejdzie mu ból, nie zamierzał nawet kiwnąć palcem, a jeżeli komuś na Ziemi się to nie podobało, to mógł przylecieć tutaj i go popędzić.
A właśnie – przypomniał sobie – wczoraj powinien wysłać raport na statek-matkę. Na Ziemi nie wiedzieli jeszcze, czy udało mu się bezpiecznie wylądować i zapewne wielu ludzi z niecierpliwością oczekiwało od niego jakiegokolwiek znaku życia. Cóż, będą musieli poczekaj jeszcze trochę – pomyślał i ponownie zamknął oczy.

 

Sen po solidnej dawce środków łagodzących ból nie był długi, ani głęboki. W dodatku nieustannie wydawał się przeplatać z jawą, jakby Dawid majaczył w chorobie. Momentami zdawało mu się, że cała jego mini-baza naziemna lekko drży, że chwieją się maszty podtrzymujące kopułę. Był też pewien, iż słyszał przedziwne niskie i tępe odgłosy, jakby przesuwanych zwał ziemi. Miał wrażenie, jakby obóz znalazł się w centrum niecki, której brzegi piętrzyły się ku niebu, a sypki, kryształowy żwir zsypywał się z pagórków ku namiotowi. Lekceważył te doznania biorąc je za niezrozumiały zlepek obrazów i dźwięków, jaką uraczył go mózg podczas snu.

 

Gdy się ocknął nie czuł już męczącego bólu. Wnętrze kopuły przykrywała jedwabna, błękitna warstwa lśniąca światłem pobliskiej gwiazdy. Wokół bazy panowała błoga cisza, więc Dawid pokręcił tylko z niedowierzaniem głową na wspomnienie przedziwnych sennych doznań. Postanowił, że następnym razem poważnie się zastanowi przed zaaplikowaniem takiej dawki leków.

 

Najwyższy czas zabrać się do pracy.

 

W żołądku czuł pustkę, więc przekąsił chemiczne świństwo obdarowujące minerałami, ale stanowiące tylko imitację żywności. Następnie sprawdził ponownie generator mocy i prawidłowość procesu recyklingu odpadów. Rzucił okiem na szklarnię – gdzie dojrzewał już kilkucentymetrowy, jasnozielony trawnik. W końcu wysłał również raport na statek, wiszący na orbicie i spragniony radiowych danych. Teraz nie pozostało Dawidowi nic innego, jak przywdziać niewygodny skafander i wyjść na zewnątrz. Musiał przede wszystkim sprawdzić prawidłowość rozmieszczenia holorejestratorów.

Przedarł się przez wąski rękaw śluz i spojrzał przed siebie. W tym momencie zdębiał. Przed bazą wyrosło długie na kilkadziesiąt metrów pole usiane tymi dziwnymi główkami roślinności, tak dobrze znanymi z projekcji 26. Pojawiły się znikąd i jak gdyby nigdy nic stały na gładkich tułowiach wbitych głęboko w żwir.

 

Dawid obszedł bazę dookoła. Rośliny stworzyły niemal idealny krąg, w którego centrum tkwił obóz. Frost czuł powracający ból, tym razem jednak wywołany kłębowiskiem myśli, które rodziło się w głowie.
Nie wiedział skąd się wzięły te organiczne twory, ani w jaki sposób dojrzały w tak krótkim czasie. Rozrost był imponujący i pozostawiał daleko w tyle dokonania człowieka w zakresie manipulacji genetycznych przyśpieszających dojrzewanie roślinności. Gdyby udało się rozszyfrować tego przyczynę, misja Dawida nabrałaby ogromnego znaczenia.

 

Frost na szybko próbował wyjaśnić przyczynę pojawienia się pola tylko wokół bazy, a jednocześnie z jej pominięciem. Żadna łodyga nie wyrosła bowiem bliżej namiotu niż kilka kroków. Może to tylko zbieg okoliczność – myślał – a może wynik innego nieznanego mu czynnika? To jego przylot mógł wywołać taką reakcję. Może w ten sposób rośliny zareagowały, na któryś z pierwiastków przywiezionych z Ziemi?
Tyle pytań i wszystkie bez odpowiedzi. Tutaj – sam jeden – mógł tylko snuć domysły. Wyjaśnienie tego fenomenu postanowił pozostawić fachowcom na Ziemi. Gdy prześle raport naukowcy będą mieli twardy orzech do zgryzienia.

 

Dawid zbliżył się do pierwszego rzędu roślin i tak jak na projekcji – dotknął jednego z zamkniętych szczelnie okwiatów, przypominającego makówkę jakiegoś gigantycznego ziemskiego maku. Łodyga, na której się opierała i która sprawiała wrażenie mocnej i stabilnej, nadspodziewanie łatwo ugięła się pod naporem ludzkiej ręki. W centralnym punkcie korony organiczna błona była najcieńsza i światło tutejszej gwiazdy łatwo przedzierało się przez nią, podświetlając ukryte we wnętrzu kryształki nasion. To one stworzyły zapierającą dech w piersiach, barwną kurtynę, jaką zapamiętał z projekcji.

 

Postanowił zabrać jeden z okazów do laboratorium. Wypiął przecinak z bocznej kieszeni i przeciął giętką łodygę tuż nad żwirem. Dziwna reakcja – zaraz po przecięciu, łodyga schowała się w ziemi, jakby uciekała od zadanego bólu. Całe pole natomiast zakołysało się złowrogo, jakby odczuło ból po stracie jednego kwiatu. Dawid aż odskoczył z wrażenia.

 

Możliwe – pomyślał – że każda roślina była połączona z całością niewidoczną – bo schowaną pod powierzchnią – organiczną, gigantyczną formą czegoś na kształt korzenia, czy też grzybni substratowej. Podobne formy występowały na Ziemi w postaci wielkich połaci grzybów, rozpościerających się pod powierzchnią na setki hektarów, a tylko gdzieniegdzie przebijających się do światła w postaci skupiska strzępek. Być może podobny – tak potężny, żywy organizm skrywał się również pod powierzchnią UM-006. Tylko szczegółowe badania mogłyby obalić tę tezę. Ciekaw był wyników z laboratorium.
Wrócił do bazy i zabezpieczył pierwsza pobraną próbkę.

 

Resztę dnia spędził pracując na zewnątrz. Maszyny, które rozstawiły sieć rejestratorów, wypełniły swą misję i teraz stały bezczynnie, czekając na ewentualne wytyczne z Ziemi. W tej chwili były jedynie bezużyteczną kupą kwarcowo-kompozytowego szmelcu.
Pojawienie się roślin skomplikowało całą zaplanowaną operację. Roślinny wyrosły miejscami zbyt blisko czujników rejestratorów. Rozwinięte maszty naszpikowane elektroniką trzeba było złożyć i przesunąć dalej, poza pole. Całą pracę Dawid musiał wykonać już sam. Dokonał nawet pierwszego holozapisu i przesłał go na matkę, która z kolei automatycznie przesłała go na Ziemię. Tam spece mieli zbadać jakość projekcji i w przypadku zastrzeżeń przesłać odpowiedni program korygujący. Jeżeli wszystko było w porządku – to już następnego dnia miał powstać pierwszy oficjalny holozapis.

 

Dawid powrócił do namiotu wieczorem, gdy tutejsze słońce zdążyło już zniknąć za pobliskimi szczytami. Ponownie, jak dzień wcześniej, był potwornie zmęczony. Zapełnił żołądek chemiczną papką. Mała higiena osobista i kojący powrót do koi. Przypomniał sobie o próbce kwiatu w laboratorium, lecz nie miał już najmniejszej ochoty i przede wszystkim siły, aby zrobić wstępną analizę. Na wszystko miał przyjść czas jutro, kiedy nie planował opuszczania namiotu.

 

Czytaj dalej – rozdział V >>

Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę:
[Głosów: 14 Średnia: 4.1]
Zobacz także
12 komentarze
  1. CMDR Kethrax

    Bardzo dobre opowiadanie, świetnie się czyta, przygoda! :)

  2. Jake

    Przynudzanie opisami krajobrazu i zaczynanie od tychże opisów przestało być modne jakoś w roku 1887.

    1. Marcin Świątkowski

      Dziękuję za opinię :). Zapomniałem wspomnieć na wstępie, że jestem z przeszłości i niedługo tam wracam ;).
      Zaznaczę, że modę traktuję może nie lekceważąco, ale jednak z dużym dystansem. Co innego gdybym pisał dla zysku ;). Sądząc po ocenach opowiadania, na szczęście nie wszystkich zanudzam :).
      „Ostatni pionier” jest wyjątkowo opisowym opowiadaniem, ale myślę, że z ciekawym przesłaniem. Jake – Tobie polecam inne moje opowiadania, jak np. „Tym, których to zainteresuje”. Pozdrawiam!

  3. licho

    Podział na kilkuzdaniowce zniechęca. Coś „gryzie” w tekście, odrzuca czytelnika. Przynajmniej ja mam takie odczucie. Będę przyglądał się tej stronce… Ale życzę powodzenia i samozaparcia. Pisanie to trudny proces.

    1. Marcin Świątkowski

      Bardzo dziękuję za opinię, życzenia i zrozumienie :). Jestem świadom tych zgrzytów zawartych w tekście, w wielu miejscach nie czyta się po prostu płynnie niestety. Pracuję nad tą naturalną płynnością swoich tekstów. Natura mi tego nie dała, zatem nadrabiam pracą :).

  4. Malgorzata

    Świetne opowiadanie, ciekawy pomysł…pozdrawiam :)

    1. Marcin Świątkowski

      Bardzo się cieszę, że się spodobało :). Pozdrawiam również!

  5. mirek

    taak, ciekawe

  6. D.

    Dobre opowiadanie. Mam jednak jedno zastrzeżenie, ale tyczące się do wszystkich opowiadań: może by tak zrezygnować z nudnych, sztampowych i płaskich amerykańskich nazwisk, a spróbować czasem osadzić akcję wśród chociażby rodaków?:)

    1. Marcin Świątkowski

      Pozostaje mi tylko przyznać się do nadmiernego 'zamerykazowania’ moich pierwszych opowiadań – cóż, to chyba pozostałości efektu szczenięcej fascynacji kinem SF spod znaku Hollywood. W późniejszych opowiadaniach się opamiętałem :), niedługo wszystkie będą dostępne na Alien Hive.

  7. Tomek

    połączenie Matrixa z hmmm… Solaris? świetne :) pozdrawiam

    1. Marcin Świątkowski

      Dziękuję.
      Przyznam się szczerze, że inspiracją nie były wspomniane tytuły, lecz pewien odcinek „Z archiwum X” i książka „Fungus” H.A. Knighta :).

Dodaj komentarz

Klikając "Wyślij komentarz" wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych wpisanych w formularz komentarza w celu publikacji, moderacji i udzielenia odpowiedzi na komentarz zgodnie z Regulaminem Serwisu i Polityką Prywatności.