Książka „Obcy – Wyjście z Cienia” Tim Lebbon – [Recenzja]

0

Ellen Ripley – postać kochana przez większość miłośników serii Alien, zawieszona gdzieś w twórczym limbo, pomiędzy jednym niezrealizowanym scenariuszem piątego „Obcego”, a drugim. Na kartach książki „Obcy – Wyjście z Cienia” zorganizowano kanoniczny powrót bohaterki do świata Ksenomorfów, umiejscowiony czasowo między pierwszymi dwoma filmami. W tej recenzji, postaram się odpowiedzieć na pytanie, czy warto było wyciągać bohaterkę z krio-snu?

 

Książka Obcy: Wyjście z Cienia (Alien: Out of the Shadows) – Recenzja / Opinia

 

O powieści „Obcy – Wyjście z cienia” pisałem już przy okazji mojego tekstu o alternatywnych sequelach „Alien”. Zdecydowałem się wtedy nie zdradzać całej fabuły w razie „gdyby książka miała zostać jakimś cudem wydana w Polsce”. Cud się wydarzył i wydawnictwo Vesper wypuściło polski przekład tej powieści na początku 2023 roku. Jest to piąta wydana przez nich książka o Obcym po adaptacjach oryginalnych czterech filmów z serii. W planach jest już wypuszczenie w przyszłym roku „Morza boleści”, kontynuacji „Wyjścia z cienia”, więc Vesper nie zwalniają, a nasze kolekcje będą puchnąć.

Z przyjemnością zabieram się do recenzji „Wyjścia z cienia”, ponieważ wcześniejsze przekłady książek z tej serii utrzymywały wysoki standard. Ponadto możliwość sięgnięcia po powieść o Obcym w polskim tłumaczeniu zawsze jest doświadczeniem odświeżającym i sprawia mi dużo frajdy.
Książka „Alien: Out of the Shadows” to pierwsza część trylogii autorstwa trzech pisarzy: Tima Lebbona, Jamesa A. Moore’a i Christophera Goldena. Całość została stworzona pod egidą 20th Century Fox, a przedstawione historie są uznane jako kanoniczne.

Powieść rozpoczyna się w roku 2159 (37 lat po „Alien” i 20 lat przed „Aliens”) na stacji kosmicznej Marion orbitującej przy księżycu Lv-178.  Na księżycu znajduje się kopalnia trymonitu, z którą utracono kontakt. Dwa niewielkie statki z górnikami zbliżają się do stacji, jednak dochodzą z nich niepokojące sygnały. Załoga Marion, korzystając z kamer zainstalowanych na pojazdach Samson i Delilah, staje się świadkiem makabrycznych scen, w których pasażerowie padają ofiarą Obcych, wykluwających się z wcześniej zainfekowanych ludzi. W wyniku tych wydarzeń Delilah uderza w Marion, uszkadzając stację i w efekcie skazując ją na nieuchronny spadek w kierunku Lv-178.
Mija 77 dni, podczas których załoga Marion pod kierownictwem głównego inżyniera Chrisa Hoopera desperacko usiłuje znaleźć wyjście z sytuacji, utrzymując potwory zamknięte na pokładzie przycumowanego w doku statku Samson. W międzyczasie ich sygnał SOS przechwytuje prom kosmiczny Narcissus, na pokładzie którego dryfuje Ellen Ripley. Android Ash, widząc kolejną szansę na dostarczenie Obcego korporacji Wayland-Yutani, potajemnie wgrał swoje S.I. do komputera pokładowego i zmienił kierunek podróży Narcissusa w stronę Marion.

Tak, Tim Lebbon zaszalał…
Albo wykazał się niebywałą odwagą, albo całkowicie stracił zmysły – takie wnioski nasuwają się, gdy czytamy krótki opis fabuły „Wyjścia z cienia”. Jak można znaleźć sens w tym pomyśle? Czy to możliwe, żeby całość nie wyszła absurdalnie?
Ellen Ripley wybudzona 20 lat przed wydarzeniami z „Aliens”, uczestniczy w skomplikowanej misji, której następnie kompletnie nie pamięta? Ash, który wgrał się do komputera pokładowego? Brakuje tylko zombie Dallasa i ducha Parkera wypytującego się o podwyżkę.

Niemniej jednak, gdy czytelnik już ochłonie i poświęci się lekturze, odkryje, że Tim Lebbon to nie amator, a „Obcy – Wyjście z cienia” to nie jest tanie fan fiction, na które pozornie wygląda. Ponadto, jak dowiedziałem się z wywiadu przeprowadzonego z autorem, ogólny koncept był mu narzucony z góry przez 20th Century Fox. a dokładniej: umiejscowienie akcji między pierwszym, a drugim filmem oraz udział Ripley i Asha. Lebbon zrobił zatem tyle, ile mógł, aby nadać temu wszystkiego przyzwoity kształt.

Polska okładka "Alien: Out of the Shadows" w pełnej krasie

Od premiery polskiego wydania powieści minęło już sporo czasu, myślę zatem, że wielu z was już lekturę ma za sobą. Niemniej i tak profilaktycznie powstrzymam się od nadmiernych spoilerów w dalszej części tekstu. Na pewno jednego można domyślić się nawet bez czytania – Ripley przeżywa, trafia z powrotem na pokład Narcissusa i traci pamięć względem wszystkiego, co wydarzyło się na Marion oraz Lv-178.  Jak do tego doszło, nie zdradzę, acz muszę skomentować, że dzieje się to wszystko w lekko naciągany, acz w miarę solidnie uzasadniony sposób.

W książce „Obcy – Wyjście z cienia” otrzymujemy paletę nowych postaci, oprócz Ellen Ripley (oraz Jonesy’ego) i pozbawionego fizycznej postaci Asha. Głównym bohaterem powieści jest Chris ‘Hoop’ Hooper, inżynier który został postawiony w obliczu dowodzenia resztą załogi w kryzysowej sytuacji i po tym, jak jego przyjaciółka i była kochanka – kapitan Jordan – ginie podczas uderzenia Delilah w Marion.

Oprócz niego poznajemy pilota Lachance’a, łącznościowca Baxtera, inżynierów Powella i Welforda, oficera naukowego Sneddon oraz lekarki Kasyanov i Garcię. Mamy zatem całkiem sporo postaci. Więcej niż pamiętamy z Nostromo. Ile te postacie pożyją, tego nie zdradzę, ale można domyślić się, że grono to będzie się kurczyć z każdą stroną powieści.

Postacie nie są wyjątkowo wyraziste, brakuje im czaru i unikalności pasażerów Nostromo, czy kompani Kolonialnych Marines z „Aliens”. Nie są to jednak kompletne wydmuszki. Zdecydowanie najlepiej wypada Hoop, który stanowi niejako połączenie Dallasa z Hicksem. Jest on przykładem zwykłego faceta, który chciałby mieć święty spokój. Postawiono go jednak  w sytuacji, w której od jego decyzji zależy życie reszty załogi. To, co zbliża go do postaci Hicksa, to nie tylko brawurowość i zimna krew, ale przede wszystkim relacja, jaką rozwija z Ripley. Hooper staje się postacią, którą łatwo czytelnikowi polubić i zacząć jej kibicować.

Akcja książki „Obcy: Wyjścia z cienia” dzieje się głównie w dwóch lokalizacjach –  na pokładzie Marion oraz na terenach kopalni. Na LV-178 bohaterowie schodzą głęboko pod ziemię, gdzie odnajdują wrak statku kosmicznego obcej rasy (nie Ksenomorfów, ale z nimi na pokładzie). Jest to w pewnym sensie lustrzane odbicie sceny znalezienia statku Space Jockey’a. Odkrywamy kolejnych kosmitów z tajemniczą i bogatą historią, którzy napotkali na swojej drodze Ksenomorfy i padli ich ofiarą. Opis odkryć załogi Marion na ukrytym tysiące lat pod ziemią obcego statku, jest dosyć ujmujący. Tim Lebbon nie stara się jednak wchodzić zbyt głęboko w tworzenie tła fabularnego dla tego znaleziska, co uważam za dobre rozwiązanie. Bardzo podoba mi się zdanie podsumowujące krótką zadumę na temat osiągnięć i kultury znalezionej pod ziemią obcej cywilizacji:

„Wnioski były oszałamiające, ale również zbyt groźne, by się nad nimi zastanawiać”.

Lebbon opisuje dokładnie tyle, ile bohaterowie widzą własnymi oczami, nic ponadto. Nie wszystko musimy wiedzieć, najczęściej lepiej pozostawić niedopowiedzenia i pozwolić wyobraźni pracować. Autor oszczędza nam niepotrzebnych wyjaśnień w stylu „Prometeusza”, dzięki czemu ten fragment książki jest naprawdę tajemniczy i intrygujący. Akcja tocząca się na pokładzie Marion jest klaustrofobiczna i przygnębiająca.

Czy bez spoilerów mogę napisać coś o Ripley i Ashu?
Myślę, że tak. Muszę pochwalić Tima Lebbona za dobre oddanie charakteru bohaterki serii. W dialogach możemy odnaleźć humor i cięte riposty typowe dla Ellen Ripley, nawet opisy jej ukradkowych uśmiechów i podejrzliwych spojrzeń są bardzo bliskie temu, jakie pamiętamy z kreacji Sigourney Weaver. Autor zadbał również o to, aby pojawił się obligatoryjny (jak się okazuje) wątek ‘romantyczny’. Znamy to filmów. Czy to na linii Ripley-Hicks, Ripley-Clemens (a nawet Ripley-Obcy jeśli liczyć kontrowersyjną scenę z „Alien: Resurrection”), czy też Ripley-Dallas (z czego w filmie zrezygnowano, ale „Wyjście z cienia” to potwierdza), bohaterka zawsze zawracała w głowie okolicznym przedstawicielom płci męskiej. Nie inaczej jest w przypadku Hoopa.

Co ciekawe, to nie jedyna Ripley, która jest częścią „Wyjścia z cienia”. W wyniku przebytych traum, w sytuacjach stresowych (a jest ich wiele), Ellen ma wizje związane ze swoja córką Amandą. Każda z nich jest inna, ale w każdej Amanda jest żywicielem Obcego i umiera. Psychologiczne piętno, jakie czas spędzony w krio-śnie oraz starcia z Obcymi odcisnęły na Ripley, jest tutaj znacznie głębsze, co prowadzi do poważnych konsekwencji pod koniec książki.

 

Oryginalne wydanie „Wyjścia z cienia” („Out of the Shadows”) miało mieć premierę jeszcze w 2013 r., ale przepchnięto ją na 2014 r. Praca nad książką musiała mieć miejsce między 2012, a 2013 rokiem. Zwracam na to uwagę, ponieważ ceniona gra „Alien: Isolation”, w której główną bohaterką jest właśnie Amanda Ripley, wyszła w podobnym czasie. Z wywiadu z autorem dowiedziałem się, że Tim nie wiedział nic o powstającej grze, ale uważam, że obie historie bardzo zgrabnie koegzystują w kanonie. Akcja „Izolacji” toczy się w 2137 roku, 22 lata przed „Wyjściem z cienia”. Gdyby tylko Ripley to wiedziała… Po lekturze zrozumiecie, dlaczego to jest tak istotny element powieści, nawet jeśli nie został celowo wprowadzony.

Fragment książki Tima Lebbona

 

W kwestii Asha – pomimo braku cielesnej formy, jest on jeszcze bardziej przebiegły i zdeterminowany. Zaryzykuję stwierdzenie, że stał się bardziej przerażający niż kiedy zaatakował Ripley na pokładzie Nostromo i niemal rozszarpał Parkera, który próbował mu przeszkodzić.

Mogę zaryzykować stwierdzenie, że książka „Obcy: Wyjście z cienia” mogłaby być osobną historią z udziałem jedynie nowych postaci, których jest tutaj całkiem sporo.
Czy wprowadzenie Ripley i Asha było tylko kaprysem nic nie wnoszącym do tej historii?
O ile ze strony 20th Century Fox mógł to być nieprzemyślany kaprys, tak autor książki stanął na głowie, aby uczynić to możliwiej najbardziej strawnym dla czytelnika. Oczywiście ten zabieg fabularny może wydawać się próbą łatwego zwabienia fanów i sprzedania większej ilości książek. Jednak Tim Lebbon zrobił to w sposób na tyle wiarygodny, że obecność Ripley nie razi. Ellen nie jest tu tylko maskotką, ale przechodzi wewnętrzną przemianę bardzo dobrze rozpisaną przez autora. Wprawdzie, ostatecznie bohaterka idzie na straty ze względu na utratę pamięci, to jednak sam proces jej adaptacji do dramatycznych realiów jest interesujący. Obecność Asha to również więcej niż tylko prosty fan service.

Mimo pochwał, obecność Ripley nadal wydaje się być trochę na siłę, zwłaszcza umiejscawiając akcję między „Alien”, a „Aliens”. Skoro już jednak taka książka powstawała, to nie ma co nad tym ubolewać, tylko lepiej wyciągnąć ile się da, a da się sporo dobrego. Zresztą, łatwo krzywić się na takie pomysły z obecnej perspektywy, 44 lata po premierze pierwszego filmu, ale co gdyby to właśnie „Wyjście z cienia” nakręcono wtedy, w połowie lat 80? Jak byśmy oceniali ten film i czy byłby to taki klasyk, jak „Aliens”? Tego się nie dowiemy.
Wróćmy zatem do wersji książkowej.

 

Tim Lebbon to dobry i doświadczony pisarz (oprócz Obcego i Predatora, ma na koncie również dzieła ze świata Star Wars). Powieść „Obcy: Wyjście z cienia” czytało mi się bardzo dobrze. Autor nie przynudza. Dobrze poprowadzone zostały zwłaszcza momenty akcji. Czujemy tempo i intensywność tych wydarzeń. Śmierć każdej postaci ma odpowiednią wagę i dramaturgię. Bohaterowie to nie worki ze słomą, ich rysy psychologiczne mają swoje miejsce na kartach powieści. Puls opowieści utrzymany jest w przyjemnym rytmie, za każdym razem kiedy odkładałem książkę, myślałem już o momencie, kiedy wrócę do lektury i poznam dalszy ciąg losów tych bohaterów. To kanoniczna opowieść, ale nawet jeśli potraktować ją jako wysokobudżetowe fan fiction, to po prostu jest to dobra lektura.

Warto też wspomnieć, że omawiana powieść zdecydowanie jest horrorem, być może nawet w większym stopniu niż w przypadku dotychczasowych filmów. Uczucie strachu towarzyszyło mi przez cały czas lektury. Przedstawianie śmierci postaci jest brutalne i sugestywne. Lebbon w dobry sposób bawi się też samą obecnością Obcych w eterze, kreowaniem świadomości tego, że one gdzieś tam są, obserwują, planują i zaatakują wtedy, kiedy nikt nie będzie na to przygotowany.

Czy mamy zatem powrót ‘idealnego organizmu’ z pierwszego filmu, czy też Ksenomorfów, stanowiących mięso armatnie i pękających po kilku strzałach jak w obrazie Camerona? Obcy u Lebbona są inteligentniejsze i bardziej przerażające niż Ksenomorfy z „Aliens”, acz często, w większym stopniu działają w nieskoordynowany sposób i w popłochu. Co ciekawe, z jakiegoś powodu Ksenomorfy z powieści nie są w większości przypadków zainteresowane porywaniem ludzi w celu późniejszego zapładniania. Są brutalne i mordują wszystkich, którzy znajdą się na ich drodze. Czy to oznacza, że zabrakło Królowej? Nie zepsuję wam tej niespodzianki.

Poza tym, Tim Lebbon dosyć wybiórczo kształtował tu kanon pierwszego filmu. Z jednej strony chętnie skorzystał z istniejącej we wczesnej wersji scenariusza, ale ostatecznie odrzuconej opcji romansu Dallasa z Ripley, a z drugiej strony pewna wypowiedź Ellen świadczy o tym, że autor za kanon traktuje tylko wersję kinową filmu, zatem Ripley nigdy nie znalazła zakokonowanych Bretta i Dallasa na pokładzie Nostromo (co dla mnie jest absolutnie kanoniczne). Osobiście uważam, że lepiej zostawić tę kwestię po prostu bez komentarza, ponieważ do fabuły niewiele to wnosi.

Jednak z mrocznych grafik w książce

Książka „Obcy – Wyjście z cienia” to dosyć mroczna i momentami przygnębiająca opowieść o utracie złudzeń i nadziei oraz o przytłaczającej paranoi. Jednocześnie, ostatnie skrawki nadziei przebijają się w postaci Chrisa Hoopera, faceta, który w najgorszych chwilach widzi jakiś sens i drogę wyjścia. Tim Lebbon wykreował bardzo sugestywne uczucie beznadziei, które kojarzy mi się trochę z ostatnim aktem „Izolacji”, kiedy Sevastopol leci ku swojej zagładzie w kierunku gazowego giganta, wszyscy przyjaciele Amandy po kolej stają się ofiarą Obcego, androidów lub ludzi, a jej ‘bilet do domu’, czyli statek Torrens, również okazuje się ostatecznie ślepym zaułkiem. Lebbon prezentuję interesującą perspektywę w swojej historii i choćby z tego powodu, warto przeczytać „Wyjście z cienia”.

 

Na zakończenie, chciałbym jeszcze napisać kilka słów o polskim wydaniu tej książki. Wydawnictwo Vesper robi dobrą robotę. Książka ma twardą oprawę oraz unikalną okładkę autorstwa Macieja Kamudy, którego ilustracje możemy również znaleźć wewnątrz książki. Za przekład odpowiada Maciej Wacław (tłumaczył wcześniej nowe polskie wydania „Obcego 3” i „Obcy: Przebudzenie”) i jego również mogę pochwalić za doskonałą pracę, powieść czyta się po polsku bardzo dobrze, a do tego czuć, że Maciej ma odpowiednią wiedzę i nie ma tu żadnych baboli wynikających z nieznajomości tematu.

Podsumowując, „Wyjście z cienia” to powieść specyficzna, pełna dosyć śmiałych i kontrowersyjnych wyborów fabularnych, ale dobrze i ciekawie napisana, wciągająca i w odpowiedni sposób przerażająca. Jeżeli brakuje Wam Ellen Ripley i jesteście ciekawi, co przytrafiło jej się między „Alien”, a „Aliens” w tej, uznanej za kanoniczną historii, to myślę, że warto spróbować i szykować na kolejne tomy trylogii, bo drugi został już zapowiedziany na przyszły rok.

Przy okazji, jeśli nie macie problemu z angielskim, polecam też audio dramę na podstawie tej powieści. Obsada składa się między innymi z Laurel Lefkow w roli Ripley (głos łudząco podobny do Sigourney), Andrei Deck, którą znamy z roli Amandy w „Alien: Isolation” oraz samego Rutgera Hauera w roli Asha.

 

OCENA:

Jonesy

 

 

  • Tytuł książki: Obcy – Wyjście z Mroku
  • Autor: Tim Lebbon
  • Tłumaczenie: Maciej Wacław
  • Wydawnictwo Vesper, 2023

 

KSIĄŻKI SAGI OBCY >>

 

Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę:
[Głosów: 5 Średnia: 5]
Zobacz także
Dodaj komentarz

Klikając "Wyślij komentarz" wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych wpisanych w formularz komentarza w celu publikacji, moderacji i udzielenia odpowiedzi na komentarz zgodnie z Regulaminem Serwisu i Polityką Prywatności.