Alternatywne sequele filmu „Alien” / „Obcy – ósmy pasażer Nostromo”

3

Ile sequeli ma film „Alien”? Odpowiedź na to pytanie nie jest pozornie taka prosta, jak może się wydawać. Z jednej strony, oczywistym, filmowym sequelem jest „Aliens” Jamesa Camerona. Z drugiej jednak, w ramach różnych mediów, zrealizowano więcej historii bezpośrednio kontynuujących wątki pierwszej części sagi i większość z nich ma swoje miejsce w oficjalnym kanonie Obcego. Postanowiłem zebrać razem wszystko to, co mogłoby z różnych względów konkurować o miano „Alien 2”.

 

Seria Obcy jest pod wieloma względami wyjątkowa, między innymi ze względu na fakt, że każdy film w jej ramach jest inny. Kolejne sequele biorą jakieś pojedyncze elementy z poprzedników i wcielają je w zupełnie nową konwencję. W przypadku Aliens, James Cameron wykorzystał postacie Ripley i Obcego, a całą resztę stworzył od podstaw. Nie każdy reżyser ma tyle odwagi, żeby w tak dużym stopniu odciąć się od pierwowzoru, który w dodatku odniósł ogromny sukces. Jednak w tym przypadku ryzyko się opłaciło. Paradoksalnie, to samo stało się w przypadku filmu Alien 3, co już Camerona zabolało do żywego.

„Aliens” to film inny od Alien pod niemal każdym względem, a jednocześnie to idealny element układanki, która tworzy całość filmowej sagi o Obcym. Często zastanawiałem się, co by się stało, gdyby za kontynuację zabrał się mniej utalentowany, lub celujący w bardziej bezpieczne rozwiązania reżyser/scenarzysta. Co byłoby gdyby producenci Giler i Hill chcieli kuć żelazo póki gorące i zachęceni łatwymi zyskami, chcieli jak najszybciej wypuścić na rynek sequel? W tamtych czasach, czyli na początku lat 80-tych, mogło to się skończyć tragicznie. Oczami wyobraźni, widzę napisany na szybko sequel pod tytułem „Alien 2”, w którym Obcy w jakiś sposób trafia na Ziemię. Nie jestem zbyt oryginalny. Włosi byli pierwsi…

 

Film „Alien 2: On Earth (1980)

 

O „Alien 2: On Earth” (lub „Alien 2: Sulla Terra”) pisał już krótko mój redakcyjny kolega Rublev w swoim artykule na temat filmowych podrób Obcego. Ta włosko-amerykańska koprodukcja powstała ekspresowo na fali sukcesu „Alien”, zanim jeszcze tę nazwę zarejestrowano jako znak towarowy, aby zabezpieczyć ją przed tego typu praktykami. „Alien 2: On Earth”, mimo że reklamowany jako kontynuacja, był nią nieoficjalnie. Film ten napisał i wyreżyserował Ciro Ippolito. Chciałbym zamieścić tutaj jakiś fun fact o tym włoskim reżyserze, np. że to ukryty skarb we Włoszech, twórca, który rozwinął potem skrzydła jako bardzo zdolny filmowiec, ale zaczynał chałturami, itd. Niestety nie – „Alien 2: On Earth” do dziś pozostaje najbardziej znanym filmem Ippolito, mimo że brał on udział w wielu produkcjach filmowych latach 80-tych, zarówno jako producent, reżyser, scenarzysta, czy nawet aktor.

Sam wspomniany film nie jest dosłownym sequelem „Alien”. Wynikło to bardziej z ograniczeń prawnych i budżetowych, których twórcy nie mogli ominąć, niż z chęci dokonania ambitnych zmian w stylu Camerona.
Fabuła jest ciekawsza niż mogłoby się wydawać. Na Ziemię powraca bowiem statek kosmiczny, ale okazuje się, że załogi nie ma na pokładzie. W zamian, wraz z nim dostaje się na naszą planetę coś „obcego”. W tym czasie, Thelma (której zdarza się doznawać wizji) oraz jej mąż, Roy, spotykają się ze znajomymi, aby dokonać eksploracji pewnej jaskini. Jedno z nich, Burt, znajduje błękitną skałę i zabiera ją ze sobą. Thelma ma przeczucie, że stanie się coś złego i ostrzega męża, ale on to ignoruje. Jill, kolejna z kompanów, zostaje zaatakowana przez stwora, który wyłania się z błękitnego kamienia. Rozumiecie dokąd to zmierza…

OK, zaczęliśmy dziwnie od przedstawienia sequela, który w świetle prawa naturalnie nie jest pełnoprawną kontynuacją pierwszego filmu o Obcym i trudno powiedzieć, aby jakiekolwiek elementy dzieła Scotta zostały w nim rozwinięte. Bardziej pasuje tutaj popularne określenie – duchowy spadkobierca.

Stwory, które pojawiają się w filmie, są różnymi wariacjami na temat Facehuggerów i Ksenomorfów oraz innego rodzaju potworów, przypominających choćby poczwary z „The Thing”. Ponieważ całość kończy się dosyć mrocznie, nie będę zdradzał zakończenia, w razie gdybyście mieli ochotę na seans.
A jeśli macie, to zapraszam:

Przez lata, „Alien 2: On Earth” dorobił się miana kultowego (jako film sam w sobie, a nie udawana kontynuacja Obcego) i niewykluczone, że stanowił główne źródło inspiracji dla klasyka, którym jest „Zejście”, a to już spore osiągnięcie.

Mógłbym jeszcze wspomnieć o innej włoskiej podróbie – „Alien Contamination” – tym razem w reżyserii legendarnego wśród fanów horroru, Luigiego Cozzi. Jednak zostawmy świat tworów, które bardzo chcą być „Obcym 2”, ale nim nie są, na rzecz dzieł faktycznie będącymi kontynuacjami „Alien”, mimo że nie sugerują tego tytułami.

 

Gra „Alien: Isolation” (2014)

 

Gra „Alien: Isolation” chyba najbardziej ze wszystkich zasługuje na miano alternatywnego, oficjalnego sequela „Alien”. James Cameron wziął z „Alien” Ripley, ale cały otaczający ją świat skonstruował na nowo. „Isolation” natomiast bierze to, co zostało i wypełnia tę przestrzeń czymś nowym.
Jest rok 2137 rok, 15 lat po wydarzeniach z „Ósmego Pasażera”. Odnaleziona zostaje czarna skrzynka z Nostromo i przetrzymywana jest na stacji kosmicznej Sevastopol. Córka Ripley, Amanda, dostaje propozycję uczestnictwa w podróży, aby dowiedzieć się, co stało się z jej matką.
Większość z Was zna tę grę bardzo dobrze, lub widziała bardzo średnią, ale istniejącą serię The Digital Series.

Chciałbym zwrócić uwagę na fakt, z jakim powodzeniem „Isolation” stawia ołtarzyk pierwszemu filmowi, jednocześnie bez robienia z siebie karykatury. Nadal jesteśmy 42 lata przed wydarzeniami z „Aliens”, zatem technologia jest zdecydowanie bliżej tej, którą znamy z „Alien”, ale z elementami postępu. Twórcy gry, Creative Assembly, korzystali z terabajtów materiałów z produkcji pierwszego filmu, aby stworzyć otaczający gracza świat, który nie tylko wizualnie koresponduje z „Ósmym Pasażerem”, ale nawet brzmi jak on. Powiem szczerze, że dopiero „Alien: Isolation” uświadomiło mi w pełni, jak unikalne są dźwięki w pierwszym Obcym, wydawane przez komputery, maszyny, statek, itd. Jesteśmy zatem wrzuceni do świata z oryginału, ale widzimy również te 15 lat, które minęły. Nie są to może drastyczne różnice, ale realistyczne i tak właśnie wyobrażam sobie rozwój technologii między „Alien” i „Aliens”.

Amanda Ripley wygląda i brzmi trochę jak Ellen, ale nie do końca. Jak to u potomkini, geny są przemieszane, ale wyraźne na tyle, aby nabrać nas w ferworze akcji, że gramy filmową Ripley… bo de facto gramy, o czym przypominają nam wszystkie inne postacie, które zwracają się do nas w ten sposób. Tutaj nie używa się imion ;).

Pamiętam, że kiedy dowiedziałem się te prawie 10 lat temu, że bohaterką nowej gry o Obcym będzie Amanda, to przewróciłem oczami. Kolejny, wymuszony zbieg okoliczności – córka Ripley, ta która później będzie uśmiechać się do nas ze zdjęcia twarzą Elisabeth Inglis w specjalnej edycji „Aliens”, wpadła w życiu na Obcego. Zanim jej matka została odnaleziona, zanim odkopano wrak na Acheronie. To zbieg okoliczności tańszy niż rodzice Newt jako pierwsze ofiary Obcych zaraz przed upadkiem Hadley’s Hope. Jak się okazało, Creative Assembly wymyślili to niezwykle sprytnie i, co najważniejsze, bardzo wiarygodnie. Łatwo można było się w tym zagrzebać i wylądować z produkcją pełną nieuzasadnionego fan service’u, Tymczasem, rozwiązania fabularne w grze bronią się całkiem nieźle.

Nazywam tu omawiane dzieła alternatywnymi sequelami „Alien”, trochę tak jakby jeden miał zastąpić drugi, ale w rzeczywistości zarówno „Alien: Isolation”, jak i „Aliens” mogą być kontynuacjami w równym stopniu i jedna nie wyklucza istnienia drugiej. To nie jest opcja pod tytułem ‘Neil Blomkamp i usuwanie Alien 3 i Resurrection z kanonu’. Tutaj nic nie wchodzi sobie w paradę i między innymi za to należą się olbrzymie brawa dla Creative Assembly.

Wszyscy ci, którzy jeszcze nie zagrali w omawianą grę, powinni to nadrobić natychmiast! Ci z Was, którzy nie grają w gry i nie mają zamiaru, mogą ewentualnie pokusić się o seans „The Digital Series”. Jest to twór słaby (acz oficjalny), ale niektórym może przypaść do gustu taka forma prezentacji:

 

Książka „Alien: Out Of The Shadows” (2014)

 

„Isolation” miało swój własny ciąg sequeli w formie komiksów, ale po wydarzeniach z tej gry, w chronologii wydarzeń nadal pozostają 42 lata do przechwycenia kapsuły ratunkowej z Ellen Ripley na pokładzie. Może dałoby się tutaj jeszcze coś wcisnąć? Coś, co byłoby w jeszcze bardziej bezpośredni sposób powiązane z pierwszym filmem. Może coś z Ripley? Ale jak? Przecież to szalony pomysł. Przecież to nie ma sensu, nie da się zrobić…

Tak się składa, że wszystko się da! Tak przynajmniej założył Tim Lebbon, autor książki Alien: Out of the Shadows, która przedstawia nam dosyć odważną opowieść o tym, co działo się z Ellen Ripley zanim obudziła się na stacji Gateaway.

Jest rok 2159, czyli 37 lat po wybuchu Nostromo, a 20 lat przed „Aliens”. Na planecie LV-178 znajduje się kopalnia trimotniutu należąca do Weyland-Yutani. Orbitujący w pobliżu statek Marion traci kontakt z górnikami. Po dwóch dniach, z planety wyruszają dwa statki, a ich pasażerowie nadają komunikat o potworach, które mordują załogę. Jednemu z pojazdów udaje się zadokować, ale drugi rozbija się o Marion, poważnie go uszkadzając. W międzyczasie, sygnał SOS, wysłany przez załogę, odbiera Narcissus, w którym dryfuje Ellen Ripley. Czego ani ona, ani nikt nie inny nie wie – Ash, zanim został rozczłonkowany i spalony, wgrał swoje SI do pamięci statku ratunkowego. Dowiadując się o obecności Obcych, android zmienia kurs w kierunku Marion. Tymczasem jego załoga, postanawia wykorzystać zbliżającego Narcissusa, aby wydostać się ze swojego statku, uszkodzonego kolizją, który niedługo spłonie w atmosferze LV-178.

Mógłbym napisać więcej, ale w razie gdybyście mieli ochotę przeczytać powieść w oryginale, lub gdyby książka miała zostać jakimś cudem wydana w Polsce, powstrzymam się. Niemniej, nie będzie raczej sekretem, że Ripley zostaje obudzona ze swojego snu, bierze udział w walce z Obcymi, przeżywa i ląduje z powrotem w Narcissusie, sama. Do tego w „Aliens” nie pamięta tych wszystkich wydarzeń.

Można powiedzieć, że Tim Lebbon ostro zaszalał ze swoim pomysłem i musiał być wyjątkowo przekonujący, skoro wydawnictwo Titan przystało na jego pomysły. Wydania tego wydawnictwa należą do ścisłego kanonu Obcego, co oznacza, że na „Out of the Shadows” autor musiał dostać akceptację z samej góry – decyzyjnego działu FOX-a.

Górnicza planeta we władzy W-Y, Ash jako wirus i przebudzona Ripley… to wszystko brzmi tak szalenie, że aż niedorzecznie, a jednocześnie, na swój sposób, fajnie. Jak wyszło? Opinie są podzielone. Recenzenci chwalili styl autora i dobre oddanie charakteru Ripley, ale krytykowali kaprys umieszczania tej postaci w książce i dosyć wymuszony pomysł na usunięcie tych wydarzeń z pamięci bohaterki.

Na podstawie „Out of Shadows” powstała doskonała audio drama (czyli forma audiobooka z podziałem na role) ze świetną obsadą (dalibyście sobie rękę uciąć, że Ripley podkłada sama Sigourney Weaver). Możecie całości posłuchać na YouTube po kliknięciu poniższego obrazka:

Audycja Alien Out Of The Shadows Tim Lebbon Book 1

 

Prawie wszystkie książki wydawane przez Titan są uwzględnione w kanonie, a zatem można całkowicie oficjalnie powiedzieć, że Ripley miała przystanek podczas swojej podróży na pokładzie Narcissusa. Tym samym, czyni to powieść napisaną przez Tima Lebbona, jedną z oficjalnych, bezpośrednich kontynuacji „Alien”. Pod wieloma względami „Out of the Shadows” bardziej zasługuje na miano „Alien 2” niż „Alien: Isolation” ponieważ pojawiają się w nim zarówno Ripley, jak i (poniekąd) Ash, a do tego dzieje się wcześniej niż „Aliens”, zatem według chronologii czasowej, jest to kontynuacja bliższa materiału źródłowemu niż film Camerona.

Oczywiście są to rozważania czysto teoretyczne, ponieważ wyjściowym i definitywnym sequelem „Alien”, był, jest i zawsze będzie „Aliens”. Niemniej, jako historia kanoniczna, „Out of the Shadows” ma swoje miejsce na linii czasu serii o Obcym.

 

Ile sequeli ma film „Alien” / „Obcy – ósmy pasażer Nostromo”?

 

To zależy od tego, jak na to spojrzymy. Jedni powiedzą, że tylko jeden – „Aliens”. Drudzy stwierdzą, że przynajmniej dwa, bo liczy się każda kanoniczna historia, w której pojawia się Ripley, co czyni „Out of the Shadows” pełnoprawnym dalszym ciągiem „Ósmego Pasażera”. Jeszcze inni przyznają, że obecność Ellen nie jest koniecznością, zatem bezpośrednią kontynuacją jest również „Alien: Isolation”. Znajdą się też tacy, którzy powiedzą, że „Alien 2: On Earth” ma swoje prawa, bo de facto, powstał przed jakimkolwiek faktycznym sequelem „Alien”. Na koniec, gdzieś w oddali, rozlegnie się cichy okrzyk tych, którzy nie uznają żadnej kontynuacji pierwszego „Obcego”. Każda z tych grup ma po trochu rację. Przy takiej ilości opcji i, jak widać, dosyć luźnym podejściu „opiekunów” Obcego przy wietrzeniu kanonu, to od nas ostatecznie zależy, ile tych sequeli zaakceptujemy.

Dla mnie, głównym sequelem „Alien” jest „Aliens”, ale za równie pełnoprawny uważam „Alien: Isolation” ze względu na to, w jak zgrabny sposób oba te dzieła kontynuują wątki lub/i stylistykę pierwszego filmu, uzupełniając się nawzajem w roli kontynuatora. „Out of the Shadows” to fajna opowieść, przypominająca trochę fan fiction w stylu seriali sci-fi z lat 90-tych, w których robiło się to, co tylko się chciało. Wprawdzie uważam użycie tutaj postaci Ripley za wymuszone i zwyczajnie nie warte naginania jej historii, ale przynajmniej nie zrobiono z tego filmu. Na chwile fan-serivce’owej słabości, książka jest jak znalazł. Jeśli chodzi o „Alien 2: On Earth” to jest to dla mnie ciekawostka i interesujące ujęcie tematu zbliżonego do Obcego. Nic kanonicznego, ani nic takiego (nawet w mojej głowie), co w jakikolwiek inny sposób konotowałoby z serią. Jednak jako „kontynuacja duchowa” może się podobać.

W każdym razie, jeśli szukacie innego podejścia do bezpośredniej kontynuacji wątków z pierwszego „Obcego”, to macie kilka opcji do wyboru, a do tego każda z unikalnego medium. Nic, tylko korzystać.

 

 

Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę:
[Głosów: 6 Średnia: 5]
Zobacz także
3 komentarze
  1. Jarek

    Nie wiem czy wiecie, ale jest taki film włoskiego reżysera Bruno Mattei z 1989 r pt Terminator II (tyle że nie ma nic wspólnego z Terminatorem a wręcz przeciwnie jest włoską podróbką filmu Aliens). Tytuł to pełna zmyłka. Jest tu wiele scen żywcem wziętych z filmu Aliens Camerona, a tylko końcówka nawiązuje do Terminatora. Przekonajcie się sami.

  2. ropcia

    Moim ulubionym alternatywnym sequelem jest komiks Aliens: Apokalipsa. Nie mamy tutaj żadnych postaci znanych z filmów. Punktem wyjściowym jest jedynie krotka retrospekcja, w której widzimy, ze WY mial materiały z ladowania na LV-426 i odkrycia wraku statku kosmicznego. Dlaczego uważam go za sequel? Ponieważ nie ingeruje w żadna inna kontynuacje. Klimatem oddaje ducha jedynce. Wygląd statków i skafandrów. Ale największym atutem komiksu jest to czego żadna inna kontynuacja nie ma, czyli oddanie klimatu twórcy Obcego, H. R. Gigerowi w postaci miasta Space Jockeyow. Tak jak uwielbiam najbardziej sceny z odkrycia statku, tak tutaj uwielbiam przenieść sie do tajemniczego miasta na krańcu kosmosu. Jeżeli miał by kiedykolwiek zostać zekranizowany jskis komiks, to Aliens: Apokalipsa jest moim faworytem nr 1.

  3. chrumcio

    „Alien 2: On Earth” aż se z ciekawości oblukam :)

Dodaj komentarz

Klikając "Wyślij komentarz" wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych wpisanych w formularz komentarza w celu publikacji, moderacji i udzielenia odpowiedzi na komentarz zgodnie z Regulaminem Serwisu i Polityką Prywatności.