Serial „Star Trek: Stacja Kosmiczna” / Deep Space Nine (DS9)

 

  • Produkcja: Rick Berman, Michael Piller
  • Lata emisji: 1993-1999
  • Ilość sezonów: 7
  • Ilość odcinków: 176
  • Ilość odcinków na sezon: 26 (prócz sezonu 1, który miał ich 20)

 

 

 

 

 

  • Fabuła:

Tytułowa Deep Space 9 to imponujących rozmiarów stacja kosmiczna, wybudowana przez Kardasjan na orbicie okupowanej przez nich planety Bajor. Po wycofaniu się sił okupacyjnych, rząd tymczasowy planety postanowił poprosić Federację o objęcie posterunku na stacji, co miało zagwarantować bezpieczeństwo mieszkańcom stłamszonej okupacją planety.
Pobliski tunel przestrzenny, zamieszkiwany przez tajemnicze i czczone przez Bajoran jako bogowie istoty, nadawał stacji ogromne znaczenie strategiczne. DS9 staje się teatrem wojen, konfliktów oraz wielu innych nietypowych sytuacji, dotychczas pomijanych w serialach Star Trek.

 

Pierwszy sezon serialu spotkał się ze sporą krytyką, zwłaszcza ze strony zatwardziałych fanów starszych seriali w uniwersum ST. Ciężko im było przestawić się bowiem na nowy styl i odmienną tematykę zaproponowaną w DS9. W porównaniu do obsypanego nagrodami „Next Generation”, nowy serial wywracała świat Trekowców do góry nogami.

Zamiast bowiem legendarnych podróży w nieznane, twórcy DS9 postawili zakotwiczyć na stacji orbitalnej i umieścić na niej większość akcji. Widzowie oczekujący przepychu podróży kosmicznych, przygód na nowych, nieznanych światach, musieli obejść się smakiem.
Ponieważ siła przyzwyczajeń jest ogromna, nie może dziwić zatem fala krytyki, która spadła na serial po emisji pierwszych kilkunastu odcinków. Serialowi zarzucano ślamazarne tempo narracji, brak wyrazistej pointy w kolejnych epizodach, czyli – nazywając to po imieniu – nudę. W obecnych realiach w tym momencie zakręcono by kurek i zgaszono światło. Serial jakoś doczołgałby się do końca sezonu, a potem słuch szybko by o nim zaginął.

Lata 90-te rządziły się jednak nieco innymi prawami. Oglądalność serialu była daleka od oczekiwań producentów, ale utrzymywała się na minimalnym akceptowalnym przez wytwórnię poziomie, co – przy pewnych zmianach w scenariuszu i sprzyjających wiatrach – dawało nadzieję na lepsze jutro. Zdecydowano się zatem na kontynuację.

źródło: http://io9.com/tag/star-trek-deep-space-nine

Serial „Star Trek: Stacja kosmiczna” dość szybko zyskał nieliczną grupę swoich zwolenników. Tam gdzie jedni widzowie widzieli wady, inni zaczęli dostrzegać bowiem potencjał na zupełnie nowe i intrygujące rozdanie w Trekowym uniwersum. Statyczność miejsca rozgrywania fabuły otworzyła nowe możliwości. Decyzja o rezygnacji z kosmicznych przygód, uchyliła drzwi dla przedstawienia bardziej „przyziemnych” i niewygodnych problemów, z którymi bano się zmierzyć i celowo unikano w innych serialach spod znaku ST.

Przede wszystkim zatem postanowiono pokazać Federację od jej wnętrza, jednocześnie rezygnując z budowania jej idealistycznego obrazu. Jak się zatem okazało Federacja miała swoje wady, których odkrywanie często było równie interesujące jak eksploracja nowych światów. Twórcy DS9 zaryzykowali, postanowili wyjść z warp, zatrzymać rozpędzony statek kosmiczny i spojrzeć za siebie. Decydentom należą się brawa za chęć eksperymentowania i odwagę, by pokazać inne oblicze kultowej serii. Nowy pomysł mógł skończyć się klapą porównywalną do sytuacji serialu „Stargate: Universe”. Tak się jednak nie stało w dużej mierze dzięki decyzjom o ożywieniu serii w kolejnych jej sezonach.

Serial zatem modyfikował. Scenarzyści wymyślili wspaniałego wroga – potężne Dominium, prowadzone przez rasę Zmiennokształtnych i zagrażające całej galaktyce. Wybudowano nowy rodzaj okrętu bojowego ‘na trudne czasy’, czyli Defianta, na którego przeniesiono akcję sporej części odcinków ostatnich sezonów. Obie wspomniane decyzje były więcej niż trafne i tchnęły nowe życie w serial niebezpiecznie zmierzający w pewnym momencie ku fantastyczno-naukowej wersji polskiego „Klanu”.

Kolejną doskonałą decyzją, było sprowadzenie z czeluści kosmosu wojownika znanego z „Next Generation” – Worfa, dzięki któremu mieliśmy niebywałą przyjemność bliższego poznania zarówno tej interesującej postaci, jak i intrygującej rasy Klingonów. Wiele odcinków DS9 skupionych było na dokładnym przedstawieniu tej rasy inspirowanej kulturą i wierzeniami Wikingów. To właśnie dzięki „Deep Space 9” Klingoni zajęli należne im miejsce na piedestale najciekawszych ras uniwersum ST.

źródło: http://moviepilot.com/posts/3290063

Dzięki zabiegom mającym ratować wskaźnik oglądalności, serial „Star Trek: Stacja kosmiczna” stał się uniwersalny, jak żaden inny serial w Trekowym świecie. Twórcom należą się słowa uznania, iż mimo wielu rewolucyjnych i „militarnych” zmian, podyktowanych stricte aspektem finansowym mającym przyciągnąć przed telewizory zwolenników tradycji, DS9 zachował swój unikalny klimat kameralnej space opery przez wszystkie 7 sezonów emisji. Widz zasiadając przed telewizorem nie wiedział czego dokładnie może się spodziewać w danym odcinku. Mógł obserwować zarówno ciekawą rozprawkę filozoficzną lub lekką w odbiorze historyjkę z romansem w tle, a nawet środek działań wojennych, w których ważyły się losy konkretnych światów czy całej galaktyki.

Wśród 176 odcinków serialu znalazło się sporo absolutnie genialnych, niepowtarzalnych, czy niezwykle poruszających. Serial potrafił zapierać dech, ale i wyciskać łzy. Były bitwy, dylematy moralne, romanse, pytania o istotę człowieczeństwa, jak i o podwaliny terroryzmu, poznawaliśmy specyfikę każdej z wielu przedstawionych w serialu ras. „Star Trek Stacja kosmiczna” uczył tolerancyjności i zrozumienia dla odmienności, jednocześnie wielokrotnie fascynował sposobem przedstawienia zawiłości ludzkiej psychiki.

Najbardziej ekscytujące odcinki serialu były skupione na globalnych konfliktach i zachowywały ciągłość fabularną. Gdyby złączyć parę takich seryjnych epizodów w jedną całość, myślę, że obroniłyby się nawet jako produkcje pełnometrażowe. Przyznam się, że obgryzałem paznokcie oglądając bitwę o stację z klingońską flotyllą, inwazję Dominium z udziałem Kardasjan, bitwę o Ziemię, jak i ostateczne starcie z flotyllą Zmiennokształtnych.

Inną pozytywną, poruszającą stroną serialu były wątki rodem z opery mydlanej. Dzięki nim mogła zrodzić się mocna więź widza z poszczególnymi bohaterami, a ich problemy osobiste potrafiły poruszyć odpowiednie struny u odbiorców. Naturalnie nie zawsze trafiano z wątkami i motywami, część wydawała się przerysowana, część nie potrafiła złapać za serce. Jednakże wiele z nich było więcej niż udanych, stających się cechą charakterystyczną całego serialu i zasługujących na podkreślenie grubym markerem. Do nich należy zaliczyć chociażby iskrzące relacje między Odo a Kirą oraz Worfem a Dax, oryginalne połączenie nienawiści przy jednoczesnym szacunku i wręcz podziwu dla wroga między Kirą a Gul Dukatem, czy też wielokrotnie poddawana próbie przyjaźń doktora Bashira z O’Brienem.

źródło: http://odetojoandkatniss.files.wordpress.com/2013/10/deep_space_nine_crew.jpg

Życiowe role w serialu zagrali – fenomenalny Rene Auberjonois jako Odo, którego postać miała przejąć powinność androida Date’y z „Next Generation” w odkrywaniu zawiłości istoty człowieczeństwa, Nana Visitor (Major Kira) – niezłomna bojowniczka o wolność swojej planety i ludu oraz demokrację, równość i sprawiedliwość we wszechświecie, a także Marc Alaimo jako Gul Dukat – tragiczna i bardzo intrygująca postać Kardasjanina zapędzonego w „kozi róg” szaleństwa przez swoje chore i niespełnione ambicje.
Kapitan Sisko (Avery Brooks) był dość kontrowersyjny i wzbudzał mieszane uczucia, ale wywoływał emocje, co dobrze świadczy o postaci i grze aktorskiej. Był zatem JAKIŚ, nie wpadł w czeluści nijakości. Osobiście natomiast mocno irytował mnie syn kapitana – Jake. Tak przewidywalnej i papierowej postaci nie powinno być w serialu tej klasy.

Serial miał swoje słabe momenty i wady, wynikające głównie  z niezbyt właściwego rozłożenia akcentów poszczególnych elementów tematyki. Moim zdaniem zbyt wiele czasu emisji poświęcono bowiem na przedstawianie zagmatwanych cech rasy Ferengi, których ambasadorem był Quark (czy tego chciał czy nie), notabene rewelacyjnie zagrany przez Armina Shimermana. Ferengi, mający kojarzyć się z mieszkańcami Bliskiego Wschodu (Żydami, Fenicjanami lub Arabami), kultywujący znaczenie pieniądza i tradycji, chorobliwie wręcz patriarchalni, mający genetyczną smykałkę do interesów – byli rasą oczywiście godną nieco szerszej prezentacji, ale w kolejnych sezonach odcinki im poświęcone stawały się wręcz męczące. Co za dużo, to niezdrowo – szczególnie, gdy tematyka nie jest zbytnio frapująca. Przyznam się, że gdy odświeżałem sobie serial, pomijałem wiele odcinków na temat Ferengi.

Innym mocno przeciągniętym wątkiem było pojawienie się w serialu wirtualnej, rozśpiewanej postaci Vica Fontaine’a (James Darren), którego wygenerowany komputerowo klub pełnił rolę oazy spokoju dla utrapionych umysłów głównych bohaterów. Aż 8 epizodów z jego udziałem, zaowocowało u mnie podświadomą awersją i pomijaniem odcinków. Ciężko mi było bowiem strawić wprowadzany przez niego klimat ‘klubów miłosnych’ rodem z serialu „The Love Boat”.

Poważną bruzdą na jakości serialu jest pierwsza połowa 7 sezonu, gdy dość nieudolnie próbowano zastąpić charyzmatyczną J.Dax jej nowym ‘cukierkowatym’ wcieleniem. Odcinki były wówczas wyjątkowo ciężkostrawne, nudne, banalne i dłużyły się w niewyobrażalny sposób. Naprawdę mało kogo mogły interesować osobiste i często trywialne rozterki Ezri Dax, granej przez młodziutką Nicole De Boer.

Na szczęście scenarzyści w porę się opanowali i końcówka ostatniego sezonu była znów bardzo wciągająca. Na szczególne wyróżnienie zasługuje ostatni 1,5 godzinny odcinek serialu, który powinien być wzorem dla każdej wytwórni, jak w odpowiedni sposób wziąć pod uwagę oczekiwania widzów i z należnym szacunkiem dla stworzonych postaci zakończyć długo emitowany serial.

źródło: http://www.treknews.net/2015/04/10/why-the-cardassians-are-treks-best-alien-race/

Muszę się przyznać, że do oglądania „Stacji kosmicznej” wracam systematycznie co parę lat i za każdym razem ekscytuje się lub wzruszam w tych samych momentach. Sentyment do tego serialu pozostanie do końca życia i zapewne jeszcze niejednokrotnie będę miał przyjemność odświeżania sobie losów Sisko, Kiry i reszty załogi stacji.
W powyższym stwierdzeniu zawarłem odpowiedź na wcześniej postawione pytanie – czy serial ten wytrzymałby próbę czasu? Myślę zatem, że tak, ale przy mocnym znaczeniu czynnika zwanym – sentyment. Młodzi wielbiciele fantastyki, którzy nie mieli przyjemności obcowania z serialem w latach jego emisji – mogą mieć pewien problem by teraz w niego ‘wejść’ i poczuć jego specyfikę. Sposób budowania narracji nie będzie odpowiadał dynamizmowi dzisiejszym produkcji, trzeba wziąć na to poprawkę i uzbroić się nie tylko w cierpliwość, ale także i w wyrozumiałość. Zapewniam jednak, że gdy poczujemy więź między nami a bohaterami oraz wejdziemy w specyfikę wykreowanego świata – w serial powinniśmy łatwo wsiąknąć.

W przeciwieństwie do moich nieudanych prób ponownego przymierzenia się do np. „Next Generation”, czy pierwszych serii ST z Williamem Shatnerem w roli Kirka, DS9 wypada lepiej i ponadczasowo. Być może wynika to z uniwersalnej tematyki tego serialu oraz/lub z pewnej naturalności zarówno w grze aktorów, jak i ze sposobu kreacji relacji międzyludzkich, w tym na linii  przełożony – podwładny, co we wcześniejszych produkcjach wielokrotnie charakteryzowało się niewiarygodnością, przerysowaniem i sztucznością.

„Star Trek: Stacja kosmiczna” uznaję za nieśmiertelny serial o ponadczasowej, uniwersalnej tematyce, w którym sposób prezentacji bohaterów, daje im szansę na stanie się fikcyjnymi członkami rodziny dla wielu widzów. „Deep Space Nine” wyróżnia się na tle innych seriali SF bogatą i przedstawioną w rewelacyjny sposób fabułą. Melanż więcej niż dobrych scenariuszy, doskonałej gry aktorskiej i efektów komputerowych, które nie rażą nawet dekadę po premierze, zaowocował serialem przez wielu uznawanym nie tylko za najlepszy w historii serialowej sagi, ale i jeden z najlepszych w historii telewizyjnego science-fiction. Parę bez wątpienia nudnych i zbędnych odcinków, przez jakie trzeba przebrnąć podczas oglądania wszystkich sezonów, absolutnie nie może zatrzeć bardzo pozytywnego odbioru tego serialu.

 

OCENA: 8,5 / 10

Dr. Gediman

źródła foto:
logo serialu – http://sidcity.net/2012/12/18/alexander-siddig-confirmed-for-creation-las-vegas-convention/
plakat – http://www.watchepisodes1.tv/star-trek-deep-space-nine

Zobacz również:

Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę:
[Głosów: 5 Średnia: 5]
Komentarze (5)
Dodaj komentarz
  • Green

    Jeśli mówimy o SF, znacznie wartościowszym serialem jest ST: The Next Generation, czy ST:The Original Series. Deep Space Nine potrafi przykuć uwagę ciekawymi postaciami i ciągła fabułą (w przeciwieństwie do epizodycznego charakteru pozostałych Treków), ale to jest w istocie serial obyczajowy z elementami dramatu wojennego (to określenie zazwyczaj jest mocno na wyrost, bo tylko parę epizodów potrafi sprostać wadze problemowej). Szczególnie boli, że w ostatnich sezonach główny wątek serii stacza się w swoją karykaturę, tę samą zbrodnię popełniając na paru kluczowych postaciach.

    • Dr. Gediman

      Właśnie jestem w trakcie odświeżania sobie po latach ST: The Next Generation i oczywiście jest to serial wartościowszy, głębszy w poruszanej tematyce odnośnie istoty człowieczeństwa i ludzkiej eksploracji kosmosu niż opisywany Deep Space Nine. Zresztą podobnie jest z Original Series. Niemniej nie gloryfikowałbym z samego założenia The Next Generation, gdyż ten serial z trudem opiera się próbie czasu. Tematyka jaką porusza jest naturalnie ponadczasowa, ale stworzenie dość nadętej załogi, arystokratów bez skaz, którym bliżej do idealnych posągów niż do zwykłych ludzi, powoduje, że serial ciężko przetrawić współczesnemu widzowi.
      Co ciekawe ST:TNG od czwartego sezonu też stopniowo zamienia się w serial obyczajowy i zaczyna w nim mocno brakować odcinków, które potrafią sprostać wadze problemowej tak udanie jak chociażby w dwóch pierwszych sezonach.
      Niemniej obie serie TNG i TOS są ikoną gatunku SF. Dla mnie po latach zdecydowanie lepiej ogląda się jednak ST: DSN, m.in. ze względu na wspomniane już ciekawsze postacie.

  • Walter

    Czy wzostanie zamieszczona tutaj wzmianka o serialu The x Files?Równie bardzo ekscytującego serialu science-fiction ,z pogranicza UFO i tp

    • AlienHive.pl

      Wiele seriali SF zasługuje na więcej niż wzmiankę, mamy nadzieję, że stopniowo będziemy powiększać ten dział.

      • Anonim

        Dodał bym też Stargate, Farscape i Alf.