W chwili, kiedy piszę tę recenzję, film „Obcy: Romulus” zarobił już ponad 340 milionów dolarów, a jego ocena na Rotten Tomatoes wskazuje aż 80% pozytywnych opinii. Jest to bez wątpienia sukces komercyjny. Droga do niego była wyboista. Zanim przejdę do recenzji nowego Obcego, cofnę się nieco w czasie.
W 2017 roku, pięć lat po premierze “Prometeusza”, odbyła się premiera filmu “Obcy: Przymierze”. Wówczas wydawało się, że czeka nas jeszcze jeden, a może nawet dwa filmy o Obcych w reżyserii Ridleya Scotta i że w końcu dowiemy się, jak “Prometeusz” łączy się z filmem “Obcy: Ósmy pasażer Nostromo”. Jednak, jak to często bywa w Hollywood, cyferki się nie zgodziły. „Przymierze” nie okazało się wielką klapą. Przy budżecie oscylującym między 97 a 111 milionów dolarów, film Ridleya Scotta zarobił 240 milionów. Fox i jego biurokraci, wsłuchując się w głosy widzów, uznali jednak, że prequele Scotta za bardzo oddaliły się od oczekiwań fanów, a jego filozoficzne tropy prowadzą serie donikąd. Zamiast więc kolejnych filmów o Obcych, przez następne siedem lat nie mieliśmy żadnego.
Jeszcze przed premierą “Przymierza”, bo w 2015 roku, zaczęto mówić o “Obcym 5” w reżyserii Neila Blomkampa. Wiadomość ta bardzo zelektryzowała fanów serii, ponieważ Blomkamp pokazał już wcześniej, że potrafi robić dobre filmy sci-fi. Dodatkowo “Alien 5” miał być zbliżony w formie i treści do pierwszej i drugiej części “Obcego”, a nawet opowiadać o losach tych samych bohaterów. Ostatecznie nic z tego projektu nie wyszło. Konkurująca z pomysłem Blomkampa seria prequeli Scotta wciąż trzymała się dobrze. Później, po 2017 roku i niewystarczającym wyniku finansowym “Przymierza”, pojawiły się wątpliwości w wytwórni, czy w ogóle warto kontynuować serię o Obcych w tym duchu. W końcu przejęcie Foxa przez Disneya zakończyło ten dylemat.
Dopiero w 2022 roku ogłoszono Fede Alvareza reżyserem nowej części o Obcych. Był to jednak rok, kiedy wciąż szalała pandemia i losy kina jako takiego były niepewne. Dlatego początkowo mówiono tylko o premierze filmu jedynie na platformach streamingowych. Wraz z rosnącym zainteresowaniem fanów i coraz lepiej wyglądającym filmem w procesie postprodukcji – decydenci mocniej wierzyli w jego sukces, co finalnie przełożyło się na premierę kinową.
Recenzja filmu „Obcy: Romulus”
W poniższej recenzji postaram się unikać „twardych” spoilerów, ale ostrzegam, że w dalszej części tekstu mogę ujawnić niektóre elementy filmu.
Główną bohaterką filmu „Obcy: Romulus” jest Rain, grana przez Cailee Spaeny. Rain to młoda kolonistka na planecie LV-410, która zamieszkiwana jest przez społeczność żyjącą z górnictwa. Planeta wyposażona jest w potężne maszyny terraformujące, co stanowi bezpośrednie nawiązanie do drugiej części „Obcego”. Mimo że na LV-410 można swobodnie oddychać, warunki życia są dalekie od ideału. Zanieczyszczenie powietrza, choroby i trudne warunki pracy odbijają się na zdrowiu mieszkańców.
Rain jest sierotą – w filmie wspomniane jest, że jej rodzice zmarli właśnie z powodu złych warunków pracy. Na planecie nie ma nikogo bliskiego ani perspektyw na przyszłość. Towarzyszy jej jedynie android Andy, zaprogramowany przez ojca Rain, by się nią opiekować. W rzeczywistości to jednak Rain częściej opiekuje się Andym niż on nią.
Zmęczona trudami życia na LV-410, Rain stara się uzyskać zgodę na podróż do systemu Yvaga, który pozostaje niezależny od korporacji Weyland-Yutani. Tam terraformacja została już zakończona, a Rain mogłaby pierwszy raz w życiu zobaczyć wschód i zachód słońca. Jej marzenia zostają jednak brutalnie zniszczone przez bezdusznych korporacyjnych biurokratów. Ze względu na braki kadrowe Rain nie ma żadnej szansy na opuszczenie kolonii.
Wówczas kontaktują się z nią starzy znajomi – grupa młodych kolonistów, podobnie jak ona urodzonych na LV-410. Informują ją o tajemniczym statku kosmicznym, który pojawił się na orbicie planety. Na jego pokładzie znajdują się kapsuły kriogeniczne, które umożliwiłyby im ucieczkę do systemu Yvaga, nawet przy użyciu zwykłego statku transportowego. Rain zgadza się na tę ryzykowną akcję. I tak rozpoczynają się wydarzenia w filmie „Obcy: Romulus”.
Fabuła i akcja
Fabuła w filmie „Obcy: Romulus” jest prosta, co nie znaczy, że jest zła. Dostarcza emocjonującej akcji, choć gdzieś po drodze zagubił się wątek sci-fi. O ile prequele były pełne kontrowersyjnych pomysłów i otwierały wiele nowych możliwości dla uniwersum „Obcego”, tak „Alien: Romulus” jest bardzo konserwatywny. To w zasadzie walka grupy młodych ludzi o przetrwanie. Owszem, pojawia się kilka wątków sci-fi i nawiązań do poprzednich części, w tym do „Prometeusza”, a także jedna kontrowersyjna istota, która jest zupełną nowością. Jednak patrząc globalnie, ten film nie wnosi wiele do uniwersum – to raczej kameralna historia osadzona w świecie „Obcego”, której brakuje epickości „Prometeusza”.
„Alien: Romulus” wzorowany jest na dwóch pierwszych częściach serii. Niektórzy recenzenci wskazują, że pierwsza połowa filmu ma wiele wspólnego z pierwszą częścią „Obcego”, natomiast druga bardziej nawiązuje do „Obcego: Decydujące Starcie”. Rzeczywiście, jest tu wiele stylistycznych podobieństw. Moim zdaniem jednak druga połowa jest znacznie bardziej udana i lepiej oddaje ducha „Aliens”. Większość moich zastrzeżeń dotyczy pierwszej połowy. Choć nadal jest ona poprawna, najmocniejszym jej elementem jest okres przed lądowaniem na Romulusie. Pomysł na kolonię oraz wprowadzenie bohaterów naprawdę się broni. Jednak od momentu lądowania na Romulusie jakość filmu zaczyna słabnąć.
Film nabiera tempa w drugiej połowie trwania. Widzimy tutaj spektakularne sceny akcji, przestronność bazy kontrastująca z klaustrofobicznym klimatem pierwszej połowy oraz dramatyczne sceny i walkę o przetrwanie w bazie zmierzającej ku zagładzie. A rozwiane włosy głównej bohaterki w niektórych scenach to wręcz żywcem przeniesione kadry z 1986 roku. Styl reżysera i jego pomysł na montaż zdecydowanie lepiej pasują do widowiskowej akcji drugiej połowy filmu, natomiast pierwsza, bardziej „horrorowa” część, przez swoje tempo nie potrafi w pełni wprowadzić odpowiedniego klimatu.
Akcja w „Obcy: Romulus” jest naprawdę dobra i za to trzeba oddać pokłony Fede Alvarezowi. Film oferuje kilka nowych, bardzo kinetycznych pomysłów. Akcja jest dobrze rozplanowana na cały film – nie ma przegadanych momentów, jak np. w „Przymierzu”, gdzie ekscytujące wydarzenia mają miejsce na początku i na końcu, a środek wydaje się wycięty z innego formatu. W „Alien: Romulus” akcja jest równomiernie rozłożona, co sprawia, że film trzyma w napięciu od początku do końca.
Aspekt wizualny
Seria „Obcy” wyróżnia się tym, że w przeciwieństwie do produkcji Marvela, które muszą trzymać się jednolitego stylu, może swobodnie eksperymentować wizualnie. Każdy film oferuje coś innego: pamiętamy mroczny, retrofuturystyczny świat pierwszego „Aliena”; chłodny, niebieskawy hi-tech w „Aliens”; gotycki klimat „Alien 3”; surrealistyczny styl „Alien 4”, a także bardziej realistyczne podejście w „Prometeuszu” i „Covenancie”.
O „Alien: Romulus” mówiło się, że to wizualny miks dwóch pierwszych części serii. Choć rzeczywiście niektóre kadry i scenografia są niemal żywcem przeniesione z tych klasyków, film zachowuje swój unikalny styl wizualny. Dominują w nim czerwienie i retrofuturystyczny look. Całość jest dość mroczna, a technika nie jest zbyt nowoczesna, co różni go od „Prometeusza”, gdzie technologia odgrywała bardziej dominującą rolę. Styl retrofuturyzmu w nowym Obcym nadaje każdej scenie dodatkowej głębi, bo scenografia przyciąga uwagę i zachęca do przyglądania się szczegółom. Czasami widać nowocześniejsze technologie, szczególnie w nowszych kwartałach bazy, co dobrze oddaje różnice technologiczne, jakie zaszły między budową pierwszej a drugiej części kompleksu.
Aktorzy
Wszyscy najbardziej zachwycają się Davidem Jonssonem jako androidem Andym, więc od niego warto zacząć. Rzeczywiście, jest to postać najbardziej interesująca, ale warto zadać pytanie: czy to zasługa aktora, czy może scenariusza, który skupia się na nim, traktując resztę postaci po macoszemu? Faktem jest, że w jednej postaci łączy się pocieszny, niezbyt bystry Andy oraz wyjątkowo inteligentny, opanowany i zdeterminowany android Weyland-Yutani. Dodatkowo, relacja Andy’ego z Rain i jego przywiązanie do niej stanowią ważny element jego charakteru. Andy jest też kluczowym uczestnikiem największego konfliktu w grupie – jest szczerze znienawidzony przez Bjorna (Spike Fearn), aroganckiego i antyspołecznego członka ekipy.
Główną bohaterkę Rain gra Cailee Spaeny, wschodząca gwiazda kina. Im więcej oglądam wywiadów z aktorami „Romulusa”, tym bardziej przekonuję się, że to ona jest twarzą tej grupy, ma zdecydowanie najwięcej uroku i wydaje się, że też talentu. Rain nie wyróżnia się niczym specjalnym z grupy bohaterów i w pierwszej połowie filmu jest dość bezbarwna. Ot, zagubiona dziewczynka w kosmosie. Natomiast druga połowa filmu należy zdecydowanie do niej. Wchodzi w buty Ripley z „Aliens” i radzi sobie całkiem nieźle, grając bardzo kinetycznie.
Pozostali aktorzy nie zapadają szczególnie w pamięć, choć wspomniany wcześniej Bjorn wyróżnia się w negatywny sposób, szybko wzbudzając niechęć widzów. Z pozostałej trójki mamy Tylera (Archie Renaux), który wpisuje się w stereotyp męskiego lidera wyprawy; jego siostrę Kay (Isabela Mercedes) – słodką, ale niezbyt przygotowaną na walkę z Obcym; oraz Navarro (Aileen Wu) – początkowo zdystansowaną i cyniczną, z chłodnym podejściem do sytuacji, aż do momentu, gdy straciła nad sobą kontrolę.
Jak dotąd wszystkie wspomniane aspekty tego filmu były pozytywne. Są jednak dwa obszary, które nie wypadły tak dobrze.
Muzyka
Przez cały film coś mi nie grało w oprawie muzycznej. Były momenty, kiedy na twarzy pojawiał mi się uśmiech, zwłaszcza gdy z głośników rozbrzmiewała elektronika lub ambientowe nawiązania do muzyki z poprzednich części. Niestety, zbyt często pojawiała się sztampowa muzyka orkiestrowa à la wielkie Hollywood, bardziej pasująca do „Władcy Pierścieni” niż do serii o Obcym. Dla mnie była to najsłabsza ścieżka dźwiękowa w całej serii, co odejmowało filmowi i niektórym scenom trochę mocy. Mimo to, film bronił się na tak wielu płaszczyznach, że ostatecznie tę muzykę mogłem zaakceptować.
Napięcie, tajemnica, mystery
Choć akcja w „Alien: Romulus” jest naprawdę dobra i film nie ma słabych momentów, wszystko dzieje się zbyt szybko, szczególnie na początku. Ważnym aspektem serii o „Obcych” było zawsze umiejętne budowanie napięcia. Długie ujęcia, ukazujące obcy, niezbadany świat, okraszone doskonałą muzyką. W pierwszej części filmu zanim pojawi się Obcy, mija dobra połowa. W drugiej części, choć akcja toczy się dynamicznie, samo lądowanie i eksploracja kolonii Hadley’s Hope trwają długo. Widzowie nie mają tego za złe, bo razem z bohaterami dokładnie eksplorują przestrzeń. Ich zmysły są wyostrzone, bo oczekują czegoś nowego i niebezpiecznego.
Ten potencjał został trochę zmarnowany w „Alien: Romulus”. Bohaterowie, zanim napotkają cokolwiek, co pchnie akcję do przodu, powinni spędzić więcej czasu w bazie, byśmy mogli lepiej ją poznać. To powolne odkrywanie i budowanie napięcia to element, który świetnie wykorzystano choćby w grze „Alien: Isolation”. Oczywiście, film i gra to zupełnie inne formy, ale ten proces odkrywania mógłby trwać dłużej. Od momentu startu z kolonii do pierwszego kontaktu z facehuggerami akcja rozwija się zbyt szybko, co sprawia, że nie mamy okazji w pełni zanurzyć się w filmowej atmosferze. Reżyser powinien zrezygnować z części scen akcji, a zamiast tego rozbudować wprowadzenie.
„Alien: Romulus” trwa niemal tyle co „Przymierze”, a jednak „Przymierze” wydaje się dłuższe, głównie dzięki lepszemu budowaniu napięcia i eksploracji przestrzeni.
Podsumowanie
Film „Alien: Romulus” bardzo mi się podobał, dlatego obejrzałem go już pięć razy w kinie. Wiele zarzutów innych recenzentów i widzów dotyczyło recyklingu starych elementów z serii, zarówno wizualnych, jak i fabularnych. Mnie to w ogóle nie przeszkadzało. Wychodzę z założenia, że jeśli coś jest dobre, to czemu tego nie kopiować? Ale w rzeczywistości nigdy nie dostajemy idealnej kopii. Ten film ma swój unikalny charakter i styl, a fabuła, mimo że miejscami podobna, zawiera nowatorskie wątki i rozwiązania.
„Obcy: Romulus”, po tym jak Ridley Scott skierował serię ku niezbadanym rejonom w swoich prequelach, musiał być bardziej tradycyjny. Mimo to Romulus oferuje wystarczająco dużo nowości, by oglądało się go z ciekawością. Moje zastrzeżenia dotyczą natomiast ubogiej warstwy science fiction. Moglibyśmy dowiedzieć się bowiem więcej o badaniach i projekcie prowadzonym przez korporację.
Pomimo że Fede Alvarez jest reżyserem znanym z horrorów, ten element w „Romulusie” nieco zawodzi. Akcja na początku rozwija się zbyt szybko, przez co trudno o odpowiednie budowanie napięcia, ale druga, bardziej „akcyjna” część filmu zdecydowanie wypada na plus.
Kolejną rzeczą jest muzyka, która mogłaby być nieco bardziej „alienowa”. Trzecią rzeczą był brak tajemnicy wynikający poniekąd z nieubłaganego tempa tego filmu. Gdyby te trzy elementy były uzupełnione, mówiłbym wręcz o filmie idealnym. „Alien Romulus” filmem idealnym nie jest, ale nadal zasługuje na to, aby zobaczyć go w kinach.
W Uniwersum z Obcymi, Yautja, Mala’kaks / Space Jockey … źle się dzieję książki, gry, komiksy utrzymują jeszcze to uniwersum jako tako bo te z Marvela też słabo Gabriel Cruz dawał radę ale go uśmiercili reszta taka se. W filmach jeszcze gorzej jakiś pseudo naukowiec który chce się bawić z obcym wężem z LV-223 i inni teraz ci z Romulus Rain, Andy którego trzeba restartować którego nęka Bjorn, który obrywa i pada Hicks też oberwał kwasem i przeżył ale to był twardziel Marine. Tyler od gier i magazynów bo nie ma strzelnicy nie ma Marines, Marshals w Jackson Star więc można tylko w grach być żołnierzem, policjantem :) Kai która jest w ciąży ale nie powiedziała z kim może była pijana było kilku nie pamięta, po wstrzyknięciu se czarnej mazi rodzi dziecko które rośnie bardzo szybko szybciej niż Obcy który wyszedł z Navaro, oczywiście jest zły i biały :) Więc jest to banda głupich, młodych, uciekinierów równie słabych jak ci koloniści z Przymierze daleko im do postaci typu Amanda Ripley, Zula, Alec Brand, Machiko, Glass, Herc Mondo, Chris, Peter O’Neal, Lisa Reid, Galgo, Angela Foster, kapitan Paget, Roth i inni gdzie była wola walki z Obcymi, WY … Obcy z ogonem długim jak u królowej podobnie jak w filmie AvP
Do tego stacja WY opuszczona obok świata z miastem kolonią Jackson Star gdzie rządzi WY i nikt się nie interesuje nie ma Marshals, Marines, WY Commando, WY PMC w składzie WY Grunt, Elite, Engineer, Brute, Hazmat żołnierze i naukowcy Combat Androids, Security Drones czyli pełen serwis ale tylko w grach, komiksach, książkach gdzie WY są potęgą.
PS Ma być Badlands akcja w przyszłości z siostrami tylko że grożono bojkotem jeśli znowu dadzą niską kobietę pokonującą Predatora więc Dan mówi że to Predator ma być bohaterem jak w grach, komiksach tylko w nich Yautja / Predators walczyli z Obcymi, Bad Blood Yautja, Enggineers, Borgia, WY, Combat Androids … pożyjemy zobaczymy Prey to dla mnie takie 5 /10 maksimum.
Prequel serial Alien: Earth Obcy na Ziemi przed Alien jeszcze nie ustalili ile lat najpierw było 2092 teraz 2120 może zmienią na 2121 lub 2122 ale w tedy był by spin off na ziemi w tym samym czasie co Alien lub 2123 to spin off sequel Alien i prequel Aliens.
Najbardziej mnie zniechęca obsada i opis postaci Alez Lawther z Freak Show jako żołnierz :) wolał bym aktorów typu Ben del Toro, Jon Berthal, Jack Huston, Ben Barnes, Tom Pelphey, Clive Standen, Denzel i John Washington, Bokeen Wodbine, Jared Abramson Alex Ludwig z młodszych Nick Hamilton Owen Teague, Jake Sim z To.
Główna bohaterka kobieta oczywiście bo nie mogą dać twardego mężczyzny Wendy z ciałem dorosłej i umysłem dziecka :)
Tim Olyphant jako mentor Wendy a może raczej niańka chociaż Tim dobrze pasuje na żołnierza
Po co marnować siły kosmiczne na strzeżenie kolonii, która umiera? W dodatku nie da się z niej fizycznie uciec, a do pracy zwyczajnie zmusi cię odcięcie od podstawowych zasobów. Nie ma zupełnie podstaw, by wydawać kasę na jednostki, które by się tu nudziły za pieniądze korporacji! Mężczyzna z jajami byłby w serii chyba większym zaskoczeniem niż Alien prowadzący przedszkole albo uniwersytet. A może nawet hospicjum… ;) A jego fanatyzm wynikałby nie z instynktu przetrwania, a na przykład z pobudek religijnych…
W sumie jestem za, choć to musiałby być to osobnik, któremu męskie cechy do czegoś się tu przydają. Tylko do czego? Dałby Alienowi z liścia? Pokonałby go na szczęki w starciu z amerykańską, wyhodowaną na gumie do żucia kwadratową szczęką? A może zadusiłby go jedną ręką jak kocię? Bo w sprycie czy przebiegłości albo woli przetrwania, czy umiejętnościach do tego potrzebnych, wszystkie normalne matki świata wygrywają. I świadczy o tym cała historia ludzkości. Gdzie mężczyźni głównie giną w otwartych bitwach, a wszystko inne spoczywa na barkach kobiet. Naprawdę trzeba mieć pomysł na taka postać, skoro zwykła rozwałka nie wchodzi w grę w przypadku Aliena. W ogóle pomijając już zawieszenie niewiary i założenie, że coś, co ma w sobie kwas o takiej mocy, można zatrzymać przy pomocy drzwi czy kamizelki na podkoszulce, a nie czystej chemii i broni długodystansowej, albo bardzo specjalizowanej. Co zresztą totalnie pokpiło Weyland-Yutani. Jak się bada tak nieprzewidywalne i niebezpieczne formy życia, to warto by mieć jakąś broń ostateczną. I niekoniecznie zaraz atomówkę… ;)
W sumie oczekiwania możesz mieć, bo w zasadzie cała obecna franczyza, włączając Predatora, Obcego i AVP, także komiksy Marvel Comics czy Dark Horse Comics. Można z tego już coś rozsądnego sklecić. Tylko znów, pytanie, czy w filmie? Bo lore i rozbudowane uniwersum można raczej wprowadzić w serialu. Na przykład tym planowanym dla FX. Jak to zrobić w filmie akcji?
Podobnie z męskim bohaterem. Rozwiązaniem byłby następny crossover, na przykład z Wolverine. Tylko jak to zrobić, nie obrażając rozumu widza? W ramach Deadpoola? ;) Można by też pójść w wątek, który wydawało mi się, że pociągną w Romulusie. Ulepszenia rasy ludzkiej przy pomocy dżemu ze świni… Znaczy z Obcego! ;) Ale w udaną genetykę poszło tylko w 4 Alienie i to też z mizernym skutkiem, pomijając nieudane próby i końcowy efekt, który z Ripley przekoksa nie uczynił. A mógłby to być prawdziwy wyścig zbrojeń, jako że rasa obcych usprawnia się genetycznie z każdą asymilacją, niczym Borgowie. Co więcej, nikt jeszcze tym tropem nie poszedł, bo jakoś zawsze spotykamy „czyste rasowo” Alieny, a nie jakieś Predalieny… ;) Też prawdziwe pole do popisu, przynajmniej w dziale efektów specjalnych…
Dla mnie najbardziej kluczowe jest oparte na biologii rozwiązanie trapiącej serię dziury fabularno-logicznej w postaci procesu rozmnażania i rozwoju. Dlaczego Alien w ogóle potrzebuje żywiciela? W dodatku tak specjalizowanego i rzadkiego w kosmosie jak człowiek? Albo coś, co oddycha gazem i ma mniej więcej podobną budowę narządu oddychania? Co zrobi Alien inteligentnej ośmiornicy? Albo wielorybowi?
Dlaczego w ogóle dopuszczono do tak absurdalnie szybkiego wzrostu, mimo potrzeby żywiciela? Nie ma tu skrótów fabularnych. Jest czysta kpina z inteligencji widza. Rozumiem, że jak na początku, mały Alien chowałby się po kątach, będąc zagrożonym przez większe formy życia i raczej bezbronnym. A nie w pełnej formie wyskakiwał po kilku minutach i atakował, kogo popadnie jako szczytowy drapieżnik. Do wzrostu potrzeba czasu i pożywienia. Tymczasem Obcy nawet nie okrada lodówek, nie poluje, nie zjada trupów (jakie pole do popisu w horrorze!), ani nawet nie specjalnie bawi się w kanibalizm. Ponoć trawi nawet metal, więc powinien, chociaż zjadać lodówki nawet pozostawiając ich zawartość, która mogłaby być niezbyt odżywcza dla formy życia opartej na krzemie. Głupie to jak tapeta w motylki!
W dodatku żaden praktycznie powstały z jaj stwór, poza robakami i światem mikro, nie potrzebuje już żywiciela, tylko pożywienia i czasu. Nawet zakładając odmienną anatomię i obcość, to tylko utrudnienie w pozostaniu szczytową formą. Co jak się ludzie skończą? Ile żyje taki Alien w naturze? Przecież wieczny nie jest? Kolonia wymiera, pozostają przetrwalniki. Koniec sukcesów!
No i te przetrwalniki! Skoro w Przymierzu można było (skądinąd rozsądnie), à la TLOU, zarazić się Obcym przez zarodniki, dlaczego Alien nie poszedł tą drogą? Na to naprawdę maseczki mogłyby nie pomóc… ;)
Co się udało:
-Scenografia nawiązująca do analogowego klasyka
-Efekty i ujęcia kosmosu
-klimatyczny początek
-Relacja Android-człowiek, choć historia pochodzenia sztuczniaka i aktualizacji softwareu dość pretekstowa i pozbawiona sensu.
Co nie poszło:
-Sztampowa i szczątkowa fabuła
-Całkowity brak psychologii postaci
-w końcówce próby zaskakiwania widza na siłę i epatowanie krwawą mielonką by przykryć brak pomysłów.
Dla fanów 6/10 i dla reszty 4/10.
W zasadzie nie spodziałbym się skomplikowanej fabuły po zachowawczym filmie akcji i to w dodatku takim spin-offie serii. Android miałby sens po jakimś powstaniu à la dżihad buteriański, i zerwaniu łączności z firmą. No i też trudno nazwać obarczenie córki obowiązkiem opieki nad niedorozwiniętym „bratem” jakąś tam formą ochrony czy pomocy. Raczej brzemieniem. To już „Rain Man”, chociaż liczyć potrafił… ;)
Tu w dodatku pozostaje kwestii tego, że wszyscy wiedzą, kim jest Andy (taka skomplikowana gra słów jak dla Amerykanina) ;), a pani urzędniczce w ogóle nie wydaje się to podejrzane, że jakaś tam paniutka posiada prywatną własność jej firmy…
Scenografia, fakt, ujmująca. Te stacje dysków czy monitory, super. Retrofuturyzm pełną gębą i szczun dla poprzedników. Zresztą easter eggów jest tam sporo i mrugnięć okiem do fana serii. To mi się akurat bardzo podobało!
Psychologia postaci? A coś ty niby chciał? Jakiej psychologii wymaga spier… przed potworem? Każdy chce przeżyć, udaje mu się lepiej lub gorzej, w przypadku Aliena raczej to tylko kwestia szczęścia. Ludzie są tu w ogóle raczej prości (najmądrzejszymi tu postaciami są oba androidy, w tym szacun za reinkarnację Iana Holma!!!), w końcu czego wymagać od kolonistów i górników, mających proste życie i proste marzenia? Na co ci ta głębia mrocznych charakterów? To nie jest thriller psychologiczny, a prosta rozwałka z elementami horroru i to też nie psychologicznego, tylko slash i gore… Po co nadawać bogaty rys postaci służącej jako żywiciel obcego?
Końcówka rzeczywiście odstaje na niekorzyść. O ile całość była w miarę spójna i logiczna, to myślałem, że pójdzie w ogóle w innym kierunku i to ta laska w ciąży zostanie szczurem laboratoryjnym, ale takim bardziej udanym. Może nawet królową? Gdyby film osadzić wcześniej, można by też w ogóle na tym poprzestać i uczynić tą stuningowaną laskę matką Ripley. Wtedy wiedzielibyśmy, skąd z niej taka twarda laska… ;) No ale trzeba było z jumpscarem i po hollywoodzku i wyszło do dudy. Stwór zjadł mamusię i dobrze. Ale urósł trochę zbyt szybko. Fajnie, że nawiązano do inżyniera. I Nosferatu. Problem w tym, że nie wiem, dlaczego typ się rozpadł. I dlaczego ta jego ssawka nie wydzielała kwasu, co rozwiązałoby problem szyby w hełmie. Zakładając oczywiście, że tak kurczowo się biedaczek trzymał i nie mógł się posłużyć łapą… ;)
Mam nadzieję, że sprzątanie na pokładzie i jego łatanie udało się jednak lepiej niż w przypadku Aliena 3. I że laska jednak doczeka zasłużonej emerytury w niezależnym układzie. Oraz gromady dzieci z Andym przeprogramowanym na idealnego partnera z BBC… ;)
Dla mnie jako fana Obcego ten film jest niestety porażką. Początek zapowiadał się naprawdę dobrze, ale wraz postępem fabuły było tylko gorzej. Gdzie tu są jakieś elementy horroru, które głównie tworzą klimat Obcego? Ta śmieszna „aleja” z facehuggerami? Ten slenderman na końcu? Zero napięcia i zero klimatu. Ogólnie odnoszę wrażenie, że reżyser sam nie wiedział jaki ma być ten film. Czy bardziej jak jedynka, a może trochę jak dwójka? Czerpał po trochu z każdej z części przez co odnosi się wrażenie, że wszystko tu jest rozwodnione i nijakie.
To już chyba wolałem Przymierze, bo przynajmniej wiadomo było, że to gniot. Tutaj jest o tyle trudniej, o widać że coś starano się zrobić, ale ewidentnie nie wyszło
Ten film w ogóle wygląda jak taka trochę wojna scenarzystów. Ogólnie jako fan Obcego doceniam. Znacznie lepszy od Prometeusza i Przymierza. Oczywiście nie licząc budżetu i zdjęć, co przekłada się i na jakość obrazu, i dźwięku i jakość aktorstwa. Ale bez przesady, to trochę hołd dla poprzedników, bez próby wyrwania się z kanonu i udawania lepszego. Dobre rzemiosło z paroma udanymi momentami, i mrugnięciami oka do fanów serii. Pomijam, że to raczej spin-off…
Gorąco polecam obejrzenie tego filmu w kinie z efektami 4DX.
Przy zaangażowaniu wszystkich zmysłów, włącznie z powonieniem jest bardziej niż dobrze!
Kawał świetnej rozrywki.
Nie ma to jak Prometeusz,albo predator
Świetna recenzja
Film średniak i nic więcej, wątpię że ten film będzie hitem komercyjnym
Tylko do tej pory film zarobił 314 milionów dolców i jest na drugim miejscu wśród wszystkich filmów z serii Alien pod względem zarobków…. Średniak powiadasz? No nie bardzo. To dobry film, sprzedał się znakomicie.
Jak oddadzą tworzenie obrazów AI to wtedy dopiero możemy spodziewać się czegoś konkretnego, nie sztampowego i to z szerszego uniwersum czyli Obcy-Inzynierowie-Yautia i Główny Sprawca. A tak to mamy akt ratowania upadającego Holybrud odgrzewanym kotletem. Świetna recenzja słabego filmu.
Film jest całkiem przyzwoity, a na AI raczej nie licz. Nikt jej nie odda pod opiekę księgowości w Disneyu, a to ona decyduje o całokształcie takich produkcji, niestety. Nikt też nie pozwoli AI na rozwinięcie skrzydeł w tym temacie, choć jako użytkownik wiem, że efekty byłyby powalające, szczególnie przy budżecie Disneya…
350 milionów a i tak film słaby odgrzewany kotlet ze słabymi postaciami a raczej ofiarami kolejny klon Ellen Ripkey bez silnych twardych mężczyzn. Mogli zrobić porządną wierną ekranizacje komiksowego AvP z Machiko i innymi czy książki i gry Alien Isolation, komiksów Alien Bunt, Opór, Ratunek z Amandą Zulą, Alekiem Brandem i innymi ale lepiej nie iść na łatwiznę i nieudolnie kombinować.
Słaby Captain Marvel zarobił 1,131, 416, 446 ale okazało się że Disney kupował bilety zrobili słabą kontynuację, jeśli Romulus ma mieć kontynuację to ja dziękuję
A co proponujesz nowego w uniwersum? Alien będzie się wyskakiwał z dudy? Co tu jeszcze przełomowego można wymyślić, poza innym rozłożeniem akcentów i trochę odmienną fabułą czy realiami? To jest franczyza. Franczyza posiada ograniczenia i to dużo większe, niż by ci się mogło wydawać, choćby ze względu na prawników. Niczego nie zmienia tu fakt, że praktycznie całość obecnie należy do Disneya. To nawet potęguje problem…
Po co nam ekranizacja świetnej skądinąd gry? Oddasz jej immersję i klimat na filmie? Powodzenia. Następny Ridley Scott w najlepszej formie startuje po laury Hollywood! Tu masz rzemiosło. Przyszedł pan i wedle zaleceń zrobił film, który na siebie zarobił. Bardzo dobrze, bo jest przez to szansa, że powstaną następne, a nie znów zostaną uwalone na kilka lat jak po tych ostatnich wynurzeniach Scotta! W dodatku udało się przez większość filmu zachować logikę, spójność i nawet mrugnąć parę razy okiem do fanów serii. Całkiem udany średniak, jak na mój gust…
Od kiedy to we franczyzie Aliena występują silni mężczyźni? Jaki jest sens ich wprowadzenia (poza kompleksem małego ptaszka, który to możesz okazać równie dobrze na ulicy, kupując sobie głośny motor) ;), skoro warunki fizyczne w konfrontacji zarówno z Alienem jak i predatorem nie dają nic? Może gdyby jeszcze ktoś wykorzystał jakąś zwykle mało atrakcyjną seksualnie postać z zakresu wyczynowych wspinaczy czy ultramaratończyków, to może okazałoby się, że Alien jest cienki na długich dystansach i dawałoby to jakąś tam przewagę. Ale nic takiego nie zaszło i nawet nie zasugerowano takiej możliwości!
Co zresztą powinny doskonale uświadomić realia współczesnego pola walki, gdzie np. oddziały specjalne wykorzystuje się bardzo oszczędnie i ostrożnie. Ponieważ ich wartość i wyszkolenie może zostać przekreślona natychmiast przez jednego drona lub jedną kierowany pocisk paliwowo-powietrzny. Mięśnie i walka w zwarciu nie znaczą obecnie nic. Znaczenie może mieć tylko zawieszenie niewiary i tylko dlatego z grubsza broni się na przykład finałowa walka w „Aliens” kiedy królowa, zamiast pluć kwasem na Ripley i jej ładowarkę, walczy ryjem i łapami. W dodatku to ponoć inteligentne bydlę…
Romulusa niech lepiej zostawią jak jest, i dadzą szansę komuś innemu. Na innym świecie, w innych realiach, w końcu to nie był chyba pełnoprawny wątek, tylko spin-off. Można takich tłuc na pęczki, co oczywiście księgowi Disneya wezmą pod uwagę. Może serial jest tu nadzieją, bo bardzo by mnie ucieszył taki „Mandalorian” albo „Boba Fett” w uniwersum Obcego. Można by naprawdę pokazać tu szczegóły uniwersum i rozrysować porządną sieć zależności, takie prawdziwe lore. Problem w tym, czy ktoś tego rzeczywiście chce? Bo trzeba by rzecz oddać entuzjastom, a nie księgowym i siewcom „tolerancyjnych” idei, wkładanych do głów subtelnie, niczym macka rozpłodowa facehuggera, oraz w tym już zapłodnionym umyśle, pięknie z czasem rozkwitających, jak jego późniejszy wylęg… ;)
Film bardzo mocny, kwestia gustu, ale robi ogromne wrażenie, mimo pewnym powielaniem.