Film „MindGamers” – recenzja

 

  • tytuł: MindGamers
  • tytuły robocze: DxMDeus Ex Machina
  • premiera kinowa: 28 marca 2017 (USA)
  • premiera festiwalowa: 4 października 2015 (Grimmfest – UK)
  • reżyseria: Andrew Goth
  • zwiastun »

 

Fabuła / Opis:

Grupa młodych studentów, należących do organizacji naukowej, zwanej DXM, otrzymuje zadanie przywrócenie mobilności ofierze wypadku, która złamała kręgosłup. Zespół naukowców, próbując rozwiązać problem, niespodziewanie odkrywa coś, co wykracza poza zadanie i może być przełomem w rozumieniu połączenia komputera z ludzkim mózgiem. Czy uda się stworzyć pierwsze oprogramowanie transferujące między ludźmi ponad przeciętne umiejętności motoryczne?

 

MINDGAMERS – RECENZJA / OPINIA

 

Film „MindGamers”, w reżyserii Andrew Gotha, to produkcja austriacka, ale z brytyjską obsadą i ekipą. Nic nowego, podobnie było z recenzowanym przeze mnie ostatnio niemiecko-brytyjskim „S.U.M.1”.

Najlepszą metaforą dla problemu tkwiącego w „MindGamers” jest eksperyment, który został zrealizowany przy okazji jego premiery. Obraz wyświetlono wówczas jednocześnie w Los Angeles i w Nowym Jorku, a widzowie, przez cały seans, mieli na głowach headsety, za pomocą których naukowcy mapowali ich fale mózgowe tworząc porównanie wyników uczestników obu pokazów. Ujawnione po filmie rezultaty nie pokazały niczego wyjątkowego, o ile w ogóle były dla kogokolwiek zrozumiałe. I taki też jest ten film.

Koncept sam w sobie jest interesujący. Grupa naukowców pracuje nad technologią umożliwiającą połączenie umysłów i stworzenie wzajemnej świadomości zasilanej przez specjalny komputer. Pozwala to, między innymi, na natychmiastowe przekazywanie umiejętności zawartych w jednym mózgu, do drugiego. Pamiętacie wgrywanie sztuk walki do głowy Neo w „Matriksie”? Mamy tu do czynienia z czymś podobnym, jednak twórcy poszli o krok dalej. Możliwości systemu potrafią sprawić, że obiekt testu może odzyskać sprawność motoryczną poprzez połączenie z kimś, kto ją posiada.

Całość zaczyna się jak naprawdę ciekawe kino science-fiction, którego twórcy chcą zaprezentować względnie świeże i ekscytujące pomysły. Niestety wszystko to rozbija się o realizację. Scenariusz jest wyjątkowo rachityczny i żeruje na widzu, który nie jest w stanie nadążyć za tym, co i w jaki sposób dzieje się na ekranie.
Pierwszoplanowe postacie, jakie występują w „MindGamers”, są ostro przerysowane z filmów w stylu „Hackers” z 1995 r. Jest znajdujący się w centrum uwagi geniusz, są dwie natchnione (na różny sposób) dziewczyny, grubawy nerd i punk. Widzieliśmy to wielokrotnie, ale ok. Bohaterowie różnią się od siebie i tworzą całkiem ciekawy kolektyw. Być może nawet moglibyśmy ich polubić, ale w przeciwieństwie do wspomnianego „Hackers”, gdzie poświęcono odpowiednią ilość czasu na zbudowanie postaci na ekranie, tutaj nie zdążymy nawet zapamiętać imion większości z nich.

Z tego grona, najlepiej wypada główny bohater, o dosyć dziwnym imieniu Jaxon, którego zagrał Tom Payne. Nie ma co się rozpisywać, Payne jest niezłym aktorem i potrafił wykrzesać ze swojej roli tyle życia, że tę kreację ogląda się z (umiarkowaną) przyjemnością. Reszta aktorów odtwarzających członków jego zespołu prezentuje przeciętny poziom, ale też nie można zignorować faktu, że scenariusz nie dał zbyt wielkiego pola do popisu.

Po drugiej stronie barykady, mamy czarne (a raczej szare) charaktery „MindGamers” i tutaj prym wiedzie oczywiście wspaniały Sam Neil. To niestety nie jest „Ukryty Wymiar”, ale Neil robi co może, aby uratować graną przez siebie postać Kreutza. Nie mam żadnych zastrzeżeń, co do jego gry, dzięki której film nie stał się totalnym fiaskiem.
Pozostaje jeszcze jedna postać kobieca – En.o.ch, która została w filmie zaprezentowana w popisowo pretensjonalny sposób. Zawsze kiedy Melia „mam jedną parę łachów” Kreiling pojawiała się na ekranie, dostawałem szczękościsku (ten został mi do dzisiaj). Gdybym wypijał setkę wódki za każdym razem kiedy skręcało mnie podczas scen z jej udziałem, to zapewne nie byłbym w stanie napisać tej recenzji. Autorzy zapomnieli, że beznamiętna, to nie znaczy tajemnicza.

Ten problem dobrze oddaje zresztą całą „głębie” filmu, która wydaje się być jedynie sugerowana. To zawsze temat śliski, jak podłoga w hipermarkecie. Czy to my nie jesteśmy odpowiednio inteligentni, czy też to film jest po prostu kiepski, a jego wielowarstwowość to fasada? Czy „MindGamers” każe nam się zastanowić nad czymś nowym? Ostatecznie nie pada daleko od o wiele lepiej zrealizowanego i przemyślanego „Matrixa” czy nieco zapomnianego, ale bardzo dobrego „eXistenZ”. Sami musicie ocenić, czy to dla Was powielanie schematów, czy interesująca i oryginalna propozycja.

Dzieło dotyka też problematyki zabawy ludzką świadomością w kontekście religii, co z pozoru wydaje się być dosyć ambitne, ale ostatecznie wcale nie jest. Jeżeli ktoś ma ochotę dokonać egzegezy „MindGamers”, to życzę powodzenia. Według mnie w przypadku tego filmu nie ma  żadnego podkładu dla jakiejkolwiek głębszej analizy.

Omawiany film jest momentami poszatkowany. Ujęcia, ich miejsce i czas przeskakują jak w słynnym „Memento” Christophera Nolana, ale tamten film miał w sobie żelazną logikę, konstrukcję i uporządkowanie, które pozwalały ułożyć sobie wszystko w głowie. W „MindGamers” panuje chaos. Film  aż do samego końca nie daje nam żadnych wskazówek, co w cwany sposób wręcz zmusza widza do kolejnego seansu.
O wiele lepiej dzieje się w warstwie formalnej. „MindGamers” to film ładny. Nie jest to pozycja wysokobudżetowa, ale zadbano, aby wszystko prezentowało się co najmniej przyzwoicie i w taki też sposób zostało nakręcone.

Gorzej jest natomiast, kiedy twórcy próbują wzbogacić różnorodność filmu, łącząc ze sobą wiele elementów i zabiegów, nie bacząc na spójność całości. Są takie momenty podczas klimaksu, że trudno odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to jeszcze „Matrix”, czy już „Step Up” (serio), lub czy to jeszcze film, czy już teledysk.

Muzyka autorstwa Bena Fowlera, szału nie robi. Jest trochę dub stepu, trochę eksperymentalnej elektroniki przywodzącej na myśl „Blade Runnera 2049” (ale w minimalnym stopniu) i trochę motywów trip-hopowych… Takie to momentami przypadkowe, o ile nie byle jakie i nieprzemyślane. Najlepiej wypada połączenie współczesnych motywów z muzyką klasyczną, które pojawia się pod koniec filmu, ale to zaledwie mały fragment.

Mój stosunek do „MindGamers” jest ambiwalentny i taką też muszę wystawić ocenę – 2 alieny.
Koncept jest interesujący, ale realizacja udała się tylko w małej części. Scenariusz bywa momentami rozpaczliwy. Nie wiadomo, co się dzieje i nie wiadomo, co zrobić żeby się dowiedzieć. To nie jest „True Detective”, w którym znajomość „Króla w Żółci” mogła nam pomóc szybciej rozgryźć intrygę. Tutaj nie ma się do czego odnieść. Mamy tylko ten film i jeżeli on sam nie stanowi dla widza wyjaśnienia, to opcje się kończą. Są takie fragmenty „MindGamers”, w których nic nie ma sensu i nie zyskuje go nawet po kolejnych seansach.

Film zachęca widzów do wymiany opinii, do dyskusji i rozkładania go na części, ale jednocześnie nie daje wystarczającej ilości narzędzi, aby taka dyskusja mogła się w pełni rozwinąć. Czy mamy do czynienia z alternatywną rzeczywistością, czy z alternatywną linią czasu, czy może z czymś jeszcze innym? Z czym zostawiają nas twórcy, kiedy film dociera do napisów końcowych? Długo będziecie się zastanawiać.

Czy są jakieś plusy? Są. Przez większość czasu „MindGamers” cieszy oko. To ładnie nakręcone dzieło, z przyjemnymi i klimatycznymi ujęciami. Obraz nie straszy bylejakością planu, co często się zdarza w mniejszych produkcjach. Udział Sama Neila i Toma Payne’a, to zdecydowanie atuty, zwłaszcza w przypadku tego pierwszego aktora.
Moja ocena sugeruje Wam, że film „można zobaczyć” i zachęcam, aby to uczynić, bo być może spojrzycie na „MindGamers” z innej perspektywy. To jak z recenzjami filmu „Alien Covenant” autorstwa moich redakcyjnych kolegów Guliego i Templara. Mamy odmienne zdanie na temat całokształtu, ale na wiele tych samych elementów patrzymy w podobny sposób.
Różnica tkwi w tym, jaką wagę każdy z nas nadaje tym negatywnym i tym pozytywnym aspektom. Może być również tak, że plusy „Mindgamers” okażą się dla Was na tyle duże, iż obejrzycie to dzieło z przyjemnością. Mnie pozostawiło z kwaśnym grymasem.

 

OCENA :


Jonesy

 

 

SCIENCE FICTION 2017 – WSZYSTKIE FILMY SF >>

Trailer / Zwiastun

Zobacz także:

Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę:
[Głosów: 13 Średnia: 4.1]
Komentarze (0)
Dodaj komentarz