Film „Jurassic World” (2015) – Recenzja

2

Czwarty film z kultowej serii „Jurassic Park” wyraźnie wyłamuje się z dotychczasowego stylu pozostałych części. Twórcy postawili na nowoczesność oraz sprostanie wymogom kina akcji XXI wieku, wychodząc z założenia, że kameralne klimaty są mniej atrakcyjne niż przesycone atrakcjami i fajerwerkami widowiska. Myślę, że przeciętny widz – zwłaszcza młody – powinien być zadowolony z nowego „Parku Jurajskiego”. Jednak fani, którzy przeżyli dinomanię lat dziewięćdziesiątych i darzą ową serię czymś więcej niż zainteresowaniem, mają pełne prawo do narzekań.

 

Jurassic World plakat poster

  • tytuł: Jurassic World
  • reżyseria: Colin Trevorrow
  • scenariusz: Derek Connolly, Colin Trevorrow, Rick Jaffa, Amanda Silver
  • premiera: 12 czerwca 2015 (Polska), 29 maja 2015 (świat)

 

FABUŁA / OPIS

Od tragicznych wydarzeń na Isla Nublar minęły już dwadzieścia dwa lata, jednak chęć eksploatacji Parku Jurajskiego przezwycięża obawy sponsorów przed ponownymi katastrofami. Miliarder Simon Masrani odkupuje od Johna Hammonda instytucję InGen i na nowo otwiera na opuszczonej wyspie park rozrywki. Atrakcje turystyczne i systemy zabezpieczeń zostają gruntownie zmodernizowane i przystosowane do standardów XXI wieku. Nad laboratorium otrzymuje pieczę Henry Wu, genetyk odpowiedzialny za żywe atrakcje w pierwszym parku Hammonda.

Przez nowy „Jurassic World” przewijają się tysiące turystów, jednak z biegiem czasu wskrzeszone dinozaury stopniowo tracą zainteresowanie odwiedzających. By ponownie przykuć uwagę potencjalnych gości, Henry Wu otrzymuje zadanie wyhodowania międzygatunkowej hybrydy, mającej być bardziej atrakcyjnym i przyciągającym elementem prehistorycznej menażerii. Sytuacja wymyka się spod kontroli gdy Indominus rex ucieka z wybiegu i zaczyna grasować po parku, niszcząc wyposażenie oraz zabijając pracowników i inne zwierzęta. Obdarzona niezwykłą inteligencją i sprytem hybryda doprowadza do sparaliżowania parku i zmusza personel do zorganizowania szeroko zakrojonej obławy.

new-jurassicworld-teaser-2

RECENZJA Jurassic World (2015)

Na samym początku chciałbym zaznaczyć, że jako zagorzały miłośnik filmu Spielberga jak i samej serii „Jurassic Park” podchodzę do tego tematu dość emocjonalnie, przez co postawiłem filmowi wysokie wymagania. Zarówno sentyment do nostalgicznej wizji z 1993, będącej obiektem fascynacji rzeszy młodych widzów, jak i samo zamiłowanie dobrego i klimatycznego kina sprawia, że od tego typu produkcji wymagam czegoś więcej niż jedynie rozrywki. „Park Jurajski” stanowił – przynajmniej w mojej opinii – jeden z najbardziej magicznych i pobudzających wyobraźnię filmów w dziejach kinematografii. Niesamowite animacje wymarłych stworzeń w połączeniu z ponadczasową muzyką Johna Williamsa tworzyły audiowizualny majstersztyk, pełen niewypowiadalnego klimatu, dziecięcej tęsknoty oraz swoistej nostalgii. 

Poniższa recenzja może zawierać pewne spoilery, jednak starałem się zminimalizować je do niezbędnego minimum i nie zamieszczać w tekście szczegółowych informacji o losach danych postaci i nie zdradzać ważniejszych wątków.

Gdybym miał opisać film „Jurassic World” jednym słowem, użyłbym określenia „przesyt”. Przerost formy nad treścią jest zdecydowanie największą wadą tego filmu – wszystkiego jest tutaj za dużo, zbyt wiele, za bardzo, za mocno. Producenci wyszli z całkowicie mylnego założenia, że jedynie wielkie widowiska zapewniają filmom oglądalność. Właśnie to boli najbardziej – istnienie czegoś takiego jak magia kina jest obecnie negowane i nikt nawet nie stara się jej wprowadzać, sprowadzając każdy film z potencjałem do rangi blockbustera. 

W jednej ze scen bohaterowie wkraczają do ruin sali wejściowej starego budynku, miejsca finałowej sceny pierwszej części. Ze znalezionego wśród gruzów słynnego transparentu (When dinosaurs ruled the Earth) robią pochodnię, przyświecającą im podczas zwiedzania starego Parku Jurajskiego. Ta scena zdaje się być mimochodem pesymistycznym podsumowaniem całego filmu – stara wizja Spielberga, pełna magii i nostalgii, odchodzi w niebyt wraz z dymem. Jej miejsce zajmuje nowoczesne, przesadnie dynamiczne i dość banalne kino rozrywkowe, pozbawione tego, co w starych filmach było najważniejsze – sentymentalnego zaginionego świata.

jurassicworld-tv-spotStrona wizualna, mimo pozornie świetnej jakości, ma w sobie coś sztucznego i sprawia przesadnie wyraziste wrażenie.

Czy jest więc aż tak źle? Z pewnością mogło być gorzej. Nie jestem aż tak rozczarowany jak się obawiałem, a nawet poniekąd dobrze się bawiłem w kinie. Z całą pewnością jest to dość dobry film rozrywkowy, jednak nie jest niczym więcej. Nie posiada atutów poprzednich części, nawet biorąc pod uwagę fakt, że jedynie pierwsza część była dziełem wybitnym.
Należy dla sprawiedliwości zaznaczyć pewną prawdę życiową – film nakręcony po latach do kultowej serii zawsze będzie czymś gorszym i naciąganym. Niestety, za każdym razem gdy na ekrany wchodzi kontynuacja starego przeboju, znajduje ona coraz to dobitniejsze potwierdzenie. Mimo wszystko można to było zrobić lepiej – większy nacisk nakładając na zgodność z dotychczasowym wyrazem i stylem serii, koncentrując się na samych dinozaurach. 

Koncepcja „Jurassic World” stanowi najbardziej kontrowersyjny temat wśród starych fanów Parku Jurajskiego. Filmowcy wyszli z założenia, że – parafrazując słowa z filmu – dwadzieścia lat temu żywe dinozaury zdawały się być magią i ludzie chcieli je oglądać, teraz zaś chcą czegoś więcej. Już nie wystarczy pokazać na ekranie żywego tyranozaura czy brachiozaura, bowiem widzowie widzieli to już w dziesiątkach innych filmów i temat ten stał się po prostu oklepany.
Gdy Spielberg w 1993 roku ukazał światu niesamowite animacje prehistorycznych zwierząt, wszyscy dosłownie oszaleli. Czegoś takiego jeszcze nie było, tak realistyczne i przekonujące obrazy tych niezwykłych zwierząt poruszyły wyobraźnią całego świata. Teraz zaś nietrudno jest o film z dinozaurami, więc producenci wyszli z założenia, że muszą przekształcić formułę „Jurassic Park”. Same dinozaury już nie wystarczą, bo nie zadziwią widza i nie przykują jego uwagi. Teraz muszą to być zmodyfikowane genetycznie hybrydy, wyposażone w niemal ludzki spryt oraz cały bagaż niezwykłych zdolności.

I właśnie tutaj tkwi sęk tej koncepcji. Fakt faktem, że dinozaury to niezwykle popularny i wyeksploatowany temat, który w dodatku nie budzi już takich emocji jak w latach dziewięćdziesiątych. Jednak cykl „Park Jurajski” jest poświęcony właśnie nim i nie powinno się zmieniać fundamentalnej koncepcji z tak prozaicznych powodów. Dinozaury zawsze fascynowały ludzi i zawsze będą fascynować, niezależnie od ilości filmów o nich. W dodatku jest tyle niezwykłych gatunków, które można przedstawić jako alternatywę dla pomysłu o hybrydach i mutantach. Zwłaszcza, że filmowcy mogą je uatrakcyjnić dla widza – Michael Crichton pisząc książki przykładowo wyposażył niektóre gatunki w jad czy też umiejętność zmiany koloru, co mogłoby znacznie bardziej zaciekawić widza niż wymyślna genetyczna kreatura, będąca jedynie kolejnym hollywoodzkim straszydłem. Natura sama w sobie jest fascynująca, nie trzeba przedstawiać jej dewiacji by osiągnąć efekt.

indominusNajwiększą atrakcją filmu i wspominanym przełomem jest genetycznie wykreowana hybryda – Indominus rex. Stwór w założeniu jest krzyżówką kilku gatunków drapieżnych teropodów, wzbogaconą o niektóre cechy nabyte przy wykorzystaniu genów współczesnych zwierząt. W rezultacie powstała wyjątkowo wielka i jeszcze bardziej wredna maszkara, dysponująca inteligencją o zaskakująco wysokim poziomie oraz całą serią zadziwiających umiejętności. W wyniku hodowli w całkowitej izolacji wskazuje również pewne dysfunkcje psychiczne – agresję i brak tolerancji wobec innych zwierząt w swoim otoczeniu, destruktywność oraz swoistą ciekawość świata. Jej inteligencja okazuje się zaskakująco wysoka, co poniekąd pozbawia ją realizmu i czyni niektóre sceny naciąganymi. Bo niby jakim cudem zwierzę mogłoby zrozumieć, do czego służy chip pod jego skórą czy też wiedzieć, że jest obserwowane za pomocą termowizyjnej kamery? Kombinacja genów dodaje jej jeszcze inną zdolność, o której nie wspomnę by nie zdradzić jednego we zwrotów akcji. 

jphybrideWygląd Indominusa został zaprojektowany całkiem znośnie, aczkolwiek sama koncepcja międzygatunkowej hybrydy diametralnie psuje wizerunek „Parku Jurajskiego”. To właśnie dinozaury stanowią całą magię tej serii, nie zaś potworki rodem z monster-movie. To właśnie w dinozaurach zakochali się widzowie, więc ile zostanie z tej serii, jeśli twórcy zastąpią je genetycznie zmodyfikowanymi istotami?

Jednak i tak mogłoby być znacznie gorzej… Pierwotnie scenarzyści mieli w planach ukazanie krzyżówki dinozaura z człowiekiem, co byłoby wręcz gwałtem na tej serii. Powstały nawet nieszczęsne concept-arty owej kreatury, przy których Indominus rex wydaje się być nieporównywalnie lepszym pomysłem.

Zdarzyła się również rzecz niezwykła, bowiem najnowocześniejsze animacje komputerowe wydają się być w mojej opinii mniej efektowne niż w filmie sprzed 22 lat, a już na pewno efekty specjalne uległy pewnemu przesytowi. W pierwszym „Parku” animacje może nie były perfekcyjne z punktu widzenia dzisiejszej techniki filmowej, jednak w porównaniu do hiperrealistycznych efektów w nowym filmie wydają mi się o dziwo jakby bardziej przekonujące i naturalne.
W „Jurassic World” owe animacje są właśnie zbyt dopracowane, zbyt dokładne i w rezultacie w niektórych scenach wydają się być wręcz gorsze – sprawiają wrażenie kreskówkowych, zwłaszcza przy przesadnie widowiskowych walkach. Nieustannie wzbudzają skojarzenie z grą komputerową, nie sprawdzają się jako wizualizacje prawdziwych zwierząt. Moim zdaniem w starych animacjach większą uwagę poświęcano takim kwestiom jak poruszanie się mięśni pod skórą, co dodawało dinozaurom wyjątkowego realizmu. Przy nowszych filmach kręconych z wszędobylskim blue boxem takie smaczki ulegają zatraceniu, zwłaszcza przy wyjątkowo dynamicznych scenach. A może jest to też kwestia oświetlenia i kolorystyki trójwymiarowych modeli? Może ich zbyt szczegółowa faktura kłóci się z otoczeniem? W każdym razie, dawniej dinozaury miały w sobie więcej magii i nie budziły skojarzenia z grą komputerową.

jurassic-park-3-spinosaurus2Wbrew pozorom, 15-to metrowa celuloidowa kukła prezentuje się znaczenie lepiej niż pretensjonalne nowoczesne CGI

Jest to jedynie moje osobiste odczucie, ale jednak podczas seansu często miałem wrażenie pewnej sztuczności. Niekoniecznie musi być to kwestia samych animacji ale faktu, że filmowcy zminimalizowali użycie kukieł i atrap. W poprzednich częściach ważną rolę odgrywały naturalnej wielkości elektroniczne modele zwierząt, sterowane hydraulicznie. O ile czasem ich kukłowatość raziła w oczy, to jednak w większości scen były one kapitalne – głównie przez swoją fizyczną namacalność, której właśnie brakuje w nowoczesnych animacjach. Komputerowe widoczki budynków i trybun nad „oceanarium” znacznie naturalniej by wyglądały, gdyby wykonano je za pomocą najzwyklejszych miniatur. 

Również design zwierząt oraz sceny z nimi budzą moje zastrzeżenia. W starych filmach każdy dinozaur był pieczołowicie projektowany i na ekranie mogliśmy się wręcz napawać jego widokiem, podczas gdy w szybkich i dynamicznych scenach „Jurassic World” dinozaury wydają się dość nijakie. Może jest to jedynie efekt przyzwyczajenia się do filmów nafaszerowanych efektami specjalnymi, jednak wizualny przepych na ekranie zabija część klimatu typowego dla tej serii. 

Muzyka Johna Williamsa została w tym filmie potraktowana dość po macoszemu. Ponadczasowa czołówka jest zarezerwowana wyłącznie dla scen wielkich, dla wspaniałych krajobrazów i najbardziej niesamowitych widoków, więc wrzucanie jej do przeciętnych sekwencji niszczy jej niezwykły wyraz. Prócz tego w zasadzie nie mam zastrzeżeń co do ścieżki dźwiękowej, jednak wolałbym, by również inne tracki z pierwszego filmu znalazły swój udział w „Jurassic World”. Z wyjątkiem najbardziej znanej melodii Williamsa, muzyka w tym obrazie jest dziełem nowego kompozytora, Michaela Giacchino. Spisał się on całkiem przyzwoicie, jednak po stokroć bardziej wolałbym Williamsa na jego miejscu. 

W „Jurassic World” pojawia się wiele nowych koncepcji. Największą i zarazem najbardziej zbędną jest motyw super-hybrydy, którą spokojnie mógłby zastąpić jakiś nowy gatunek prawdziwego dinozaura. Teraz mamy wreszcie przedstawiony obraz Parku w pełni sprawnego i zalanego 20-to tysięcznym tłumem turystów, na których o dziwo żywe dinozaury robią coraz mniejsze wrażenie. Park Jurajski jest teraz futurystyczny, pełen nowoczesnych technologii, hologramów i szklanych łazików. Pojawiają się również gady morskie w postaci olbrzymiej samicy mozazaura.
Swoją drogą, to jeden z większych błędów logicznych – w jaki sposób genetycy mieli pozyskać DNA morskiego zwierzęcia z zatopionego w bursztynie owada? Cały film obfituje w nowości i motywy wręcz rewolucyjne wobec poprzednich części, tak więc film ten nieco kłóci się swoją stylistyką z poprzednimi częściami. 

raptor-bluePoczątkowo byłem skrajnie sceptyczny wobec wizji tresowanych i oswojonych raptorów, uznając sam pomysł za naiwny i efekciarski. Raptory zawsze były największym zagrożeniem dla ludzi i dostarczały najbardziej emocjonujących scen ataków, zasadzek i polowań. Tak więc przerobienie demonicznych welociraptorów w tresowane psy gończe zdaje się odbierać im całą aurę śmiertelnego niebezpieczeństwa, jaką zawsze ze sobą niosły. Jednak realizacja tego pomysłu wyszła filmowcom całkiem nieźle – dość przekonujące sceny powolnego procesu uczenia tych w końcu wyjątkowo inteligentnych zwierząt zostały ukazane stosunkowo realistycznie. Zwłaszcza, że nie pozbawiono tych drapieżników wolnej woli i tresura ich okazała się być nie do końca skutecznym zabiegiem, niosącym ze sobą kilka zwrotów akcji.
Jestem nawet skłonny zmienić nastawienie do tego pomysłu, gdyż został on ukazany w sposób ciekawy i w większości stronił od naiwnych czy przesadzonych wątków. Niestety końcowe sceny popsuły nieco ów motyw, gdzie ukazana więź człowieka z raptorem zakończyła się w sposób melodramatyczny i – przynajmniej moim zdaniem – dość infantylny oraz nieco żenujący, aczkolwiek porównując to do motywów rodem z „Lassie wróć” byłbym chyba zbyt surowy.

Filmowi trzeba jednak przyznać, że w wielu scenach – między innymi w tych nieco przerysowanych – czuć klimat książkowego Parku Jurajskiego. Wiele motywów zdaje się być bezpośrednio zaczerpniętych z książek Crichtona – ujeżdżanie przez dzieci małych triceratopsów, sceny w „ptaszarni” (pojawiające się również w trzecim filmie), pogoń z udziałem welociraptorów i motocyklisty, kanibalistyczne zachowania niektórych dinozaurów, zmiana koloru skóry czy też ogólny wyraz pewnych sekwencji. Pojawiają się również nawiązania do pierwszej części filmu, jednak dość toporne i zbyt jasne – zagubione w buszu dzieciaki, atak dużego dinozaura na pojazd dla turystów, oględziny wraku owego pojazdu czy też niemal przekalkowane sceny finałowej jatki. Niemniej jednak od czasu do czasu robiło się ciekawie. 

Ludzka część fabuły jest dosyć zgodna z dotychczasowym „stylem”. Mamy wyróżnioną grupkę bohaterów, których głównym zadaniem jest nie dać się zjeść i przy okazji przeżyć kilka mniej lub bardziej emocjonujących przygód. Gra aktorska oraz sylwetki głównych postaci w zasadzie nie budzą zastrzeżeń, w niektórych przypadkach wyszły nawet ciekawie. Na szczególną uwagę zasługuje postać Owena Grady’ego – sympatycznego i dobrze wpisującego się w film tresera raptorów.
Jak w każdym filmie, scenariusz nie jest wolny od pewnej ilości niedomówień, absurdów czy przewidywalnych oraz stereotypowych rozegrań, w dodatku pod koniec jak zwykle akcja zanadto przyśpiesza. Kulminacyjny moment następuje niespodziewanie, poprzedzony nagle rozkręconą akcją, zakłócając stopniowo budowaną linię wydarzeń. Dodatkowo brakuje epilogu podsumowującego te wszystkie wydarzenia. W rezultacie druga połowa filmu ma dość chaotyczny przebieg, w przeciwieństwie do całkiem nieźle rozegranej pierwszej. Mimo wszystko nie przeszkadza to w przyjemnym oglądaniu. 

Nie obyło się bez stereotypowych wątków. W każdej części „Parku” musi być obowiązkowo minimum jeden niesforny dzieciak, za którym trzeba się uganiać po buszu. Jak w każdej amerykańskiej produkcji, musi być też zły wojskowy, który wymarzy sobie stworzenie biologicznej broni. I nie będzie to zbyt duży spoiler, jeśli powiem, że spotka go los łatwy do przewidzenia.

Modernizacja Parku była nieunikniona, skoro akcja rozgrywa się w 2015 roku. To co mnie natomiast irytuje to wszędobylskie iPhony, których bohaterowie używają bez opamiętania. To już chyba maniera w nowoczesnych filmach i serialach, że człowiek nie może się obejść bez tego płaskiego przedmiotu i bez niego ma problemy z normalnym funkcjonowaniem. Nawet podczas odwiedzin w najbardziej niesamowitym miejscu na świecie, pełnym najbardziej niesamowitych żywych atrakcji, dzieciaki wolą siedzieć z nosem w telefonie niż podziwiać cuda. Wpisuje się to oczywiście w wizerunek Parku na miarę XXI wieku, gdzie na każdym kroku można napotkać się na futurystyczne hologramy i najnowsze osiągnięcia techniki, co kontrastuje z kameralnymi klimatami trzech wcześniejszych filmów.

Spośród bohaterów z poprzednich części, w „Jurassic World” pojawiają się jedynie dwie postacie. Pierwsza to genetyk Henry Wu, bohater pierwszej książki i jej ekranizacji. Drugą natomiast jest nie kto inny, jak stara samica tyranozaura. Filmowy T. rex to ten sam osobnik, który w 1993 roku przedarł się przez elektryczny płot i skonsumował pechowego prawnika. Umieszczenie w najnowszym filmie gwiazdy sprzed dwóch dekad to najmilszy w mojej opinii akcent, jakim uraczyli nas producenci. Jednak w filmie nie padło ani jedno słowo o historii tego osobnika, przez co przeciętny widz nie jest świadom losów tej poczciwej staruszki i jedynie stare blizny na jej szyi zdradzają tożsamość tego osobnika. Muszę też przyznać, że finałowe sceny mimo całej swojej trywialności i wielu absurdów… miały w sobie coś, co jednak wzbudzało uczucie w sercu miłośnika tej serii. 

Film „Jurassic World” jest pod bardzo wieloma względami podobny do czwartej części „Obcego”. Oba te filmy wywołały wyjątkowo mieszane odczucia, zawierały podobne koncepcje i popełniły podobne błędy. Można je lubić, można zaliczać do kanonu poprzednich filmów, jednak zawsze będą one od nich jakościowo i wizualnie odstawać. Zapewniają dobrą rozrywkę i nawet mają swoje zalety, jednak nigdy nie będą dorównywać oryginałowi. Film ten pod wieloma względami przewyższa jednak drugą oraz trzecią część i jak na próbę reaktywowania serii udało mu się osiągnąć pewien sukces. Mimo to, dla zapalonych fanów „Jurassic Park” może on być źródłem wielu mieszanych odczuć. Nowy film odstaje wizualnie od reszty, zawiera odmienne koncepcje oraz brakuje mu magii. Nie jest złym filmem, jednak zbyt blisko mu do blockbustera, by zadowolił widza o wysokich wymaganiach.

OCENA: 6/10

jurassic-world-tyrannosaurus-rex

 

 

DODATEK – BŁĘDY PALEONTOLOGICZNE W SERII „JURASSIC PARK”

 

  • Welociraptor 

Dinozaur ten został przedstawiony jako zdecydowanie większy od swojego prawdziwego odpowiednika. Mający bowiem wzrost człowieka i około 3 do 4 metrów długości filmowy Welociraptor przypomina bowiem wyrośniętego Deinonycha bądź też odkrytego w trakcie kręcenia filmu Utahraptora, zaś w rzeczywistości sięgałby człowiekowi do pasa. Twórcy filmu są jednak częściowo usprawiedliwieni – Michael Crichton pisząc książkę posłużył się nieaktualną już teorią naukową, jakoby Deinonych był na tyle blisko spokrewniony z Welociraptorem, że byłby wręcz jego odmianą. Dlatego też opisał swojego raptora jako dwumetrowego drapieżnika o cechach Deinonycha. W książce padło nawet stwierdzenie, że „obecnie przeważa pogląd, że Deinonych to też Welociraptor”. Twórcy filmu poszli zaś śladem pisarza, ponieważ raptor wielkości indyka prędzej by rozśmieszył widzów niż przestraszył. Pozostaje jednak kolejny błąd – filmowe raptory mają giętkie ogony, podczas gdy w rzeczywistości dinozaury z rodzaju dromeozaurów miały ogony sztywne niczym kij od szczotki. Kwestia inteligencji tych zwierząt również została wyolbrzymiona, chociaż rzeczywiście dromeozaury mogły być inteligentniejsze od większości zwierząt.

  • Dilofozaur

Drugi najbardziej kontrowersyjny dinozaur w serii. Crichton wyposażył to zwierzę w jad – wychodząc z założenia, że ma zbyt delikatne szczęki by polować bezpośrednio, zaś filmowcy dodatkowo dorzucili jeszcze skórną kryzę niczym u agamy. W rzeczywistości tylko jeden gatunek dinozaura (Sinornitozaur) jest podejrzewany o posiadanie gruczołów jadowych. Mimo tego jadowitość zdaje się być powszechniejsza u gadów niż dotychczas sądzono – do niedawna znane były tylko dwie jadowite jaszczurki (Heloderma arizońska i meksykańska), zaś odkryte u warana z Komodo prymitywne gruczoły jadowe sugerują, że nawet 130 gatunków jaszczurek może posiadać jad. Tak więc ta zdolność filmowego Dilofozaura nie jest aż tak dziwaczna jak by się mogło wydawać. Jednak w rzeczywistości był on znacznie większy niż w filmie, miał bowiem około 6 metrów (oczywiście mógł to być młodociany osobnik). Nie był to jedyny jadowity dinozaur w książkach Crichtona – Prokompsognat w powieści posiadał jad usypiający ofiary, czego nie posiadał występujący w ekranizacji Kompsognat.

  • Brachiozaur 

Filmowy Brachiozaur w jednej ze scen staje na tylnych kończynach – w rzeczywistości nie byłby w stanie ze względu na budowę bioder i różnicę długości między przednimi i tylnymi kończynami. Zauropody z rodzaju diplodoków rzeczywiście mogły stawać w ten sposób, jednak Brachiozaur się do nich nie zalicza. Dodatkowo w jednej ze scen wyraźnie przeżuwa liście, zamiast połykać je w całości.

  • Tyranozaur

W rzeczywistości Tyranozaur nie byłby w stanie dogonić samochodu terenowego ani biec z prędkością 50/km na godzinę. Twórcy pomylili się również w zachowaniach rodzicielskich T. rex’a – obecnie przeważa pogląd, że samce nie brały udziału w opiece nad potomstwem. Niektóre źródła sugerują również, że pisklęta Tyranozaura mogły posiadać szczątkowe, puchowe upierzenie.

  • Spinozaur

„Żagiel” na plecach Spinozaura z pewnością połamałby się podczas filmowej walki z Tyranozaurem. Najprawdopodobniej dinozaur ten poruszał się zarówno na dwóch, jak i na czterech kończynach – najnowsze odkrycia sugerują, że mógł mieć znacznie krótsze tylne kończyny niż dotychczas sądzono i swoją sylwetką przypominał wręcz krokodyla. Natomiast zgodnie z prawdą został on ukazany podczas żerowania w rzece.

  • Pteranodon

W trzeciej części ten latający gad (pterozaury nie są dinozaurami!) posiada dziób pełen zębów. W rzeczywistości wcale ich nie miał, o czym mówi sama jego grecka nazwa: „ptera-no-don”, co można przetłumaczyć jako „bezzębny lotnik” a w dosłownym tłumaczeniu – „skrzydło bez zębów”. Ponadto Pteranodon żywił się niemal wyłącznie rybami i jest mało prawdopodobne, by urozmaicał dietę stworzeniami takimi jak ludzie.

  • Pachycefalozaur 

Pogląd o używaniu głowy niczym tarana jest obecnie uważany za błędny. Najprawdopodobniej Pachycefalozaury używały swych pancernych czaszek do uderzania przeciwnika bokiem głowy, nie zaś frontalnie niczym kozioł. 

  • Mamenchizaur 

W rzeczywistości dinozaur ten trzymał szyję bardziej poziomo, ponieważ w przeciwnym razie do jego głowy docierałoby za mało krwi. Prawdopodobnie posiadał również szereg małych kostnych wyrostków wzdłuż kręgosłupa, podobnie jak inne spokrewnione z nim diplodoki.

  • Mozazaur

Ten morski gad dorastał do 17 metrów długości, zaś w filmie sprawia wrażenie co najmniej o połowę większego.

 

Rublev

  • Trailer / zwiastun

 

źródła foto:
http://www.scified.com/site/jurassicworld/enjoy-hd-screenshots-of-the-new-jurassic-world-tv-spot
http://moviepilot.com
http://www.cinemablend.com/new/See-Terrifying-Concept-Art-From-Jurassic-Park-4-Never-Happened-33467.html

http://www.jurassicworldnews.com/

 

Polecamy:

Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę:
[Głosów: 4 Średnia: 5]
Zobacz także
2 komentarze
  1. Green

    Moim zdaniem, chociaż zgadzam się właściwie ze wszystkimi zarzutami z recenzji, tej iteracji JP i tak znacznie bliżej do genialnej jedynki, niż wszystkim pozostałym częściom. Chociaż oczywiście film jest od jedynki nieporównanie słabszy. To jest zupełnie inna półka. Taka tylko uwaga co do wszędobylskich iphonów etc. Również mi to początkowo przeszkadzało, ale potem uświadomiłem sobie, że film, podobnie jak jedynka, problematyzuje nasz stosunek do przyrody i rozrywki i jest wobec maszych masowych zwyczajów krytyczny (jakkolwiek niedorzecznie by to nie brzmiało w blockbusterze).

  2. Khaosth

    Świetna recenzja! Mam dokładnie takie same odczucia. Z jednej strony hybryda nie wygląda źle, wątek tresury wypadł lepiej niż myślałem, jest sporo nawiązań do poprzednich części, ale ta fabuła jest sklejona idiotycznym wątkiem wojskowego, w całym natłoku szybkich i efekciarskich scen nie ma na czym na dłużej oka zawiesić, a CGI – choć dopracowane – jakoś razi sztucznością bardziej niż którakolwiek kukła z poprzednich części (choćby jajo widoczne na początku z komputerowym śluzem i źrenicą). Mnie do tego nie przekonał żaden z bohaterów historii – wszyscy wpasowywali się tak idealnie w stereotypowe klisze, że niczyje losy mnie nie obchodziły. Seans był szybki, przyjemny, ale wrażeń dostarczył mniej od którejkolwiek z poprzednich części.

    Jeszcze małe uzupełnienie względem błędów paleontologicznych:
    Jakiś czas temu na National Geographic widziałem dokument o spinozaurze pt. „Bestia”. Dzięki szczątkom opisanym w 2014 przez Nizara Ibrahima obecnie Spinozaur uznawany jest za drapieżnika zdecydowanie lepiej przystosowanego do życia w wodzie, niż na lądzie. Nieco szerzej o tym także w tym artykule: http://news.nationalgeographic.com/news/2014/09/140911-spinosaurus-fossil-discovery-dinosaur-science/

Dodaj komentarz

Klikając "Wyślij komentarz" wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych wpisanych w formularz komentarza w celu publikacji, moderacji i udzielenia odpowiedzi na komentarz zgodnie z Regulaminem Serwisu i Polityką Prywatności.