Miłość wszystko wybaczy – Opinia o filmie „Obcy: Przymierze”


Wszystkie recenzje „Alien: Covenant”:

 

 

Miłość wszystko wybaczy – opinia o filmie „Alien: Covenant”

Uwaga, tekst może zawierać lekkie spoilery

Kiedy pięć lat temu do kin wchodził „Prometeusz” zapowiadany jako prequel „Obcego”, z wielką ekscytacją zasiadłam w fotelu czekając na spotkanie z ukochanym Xenomorphem. Czekałam, czekałam… i się nie doczekałam. Rozczarowanie i niesmak po seansie był tak wielki, że dopiero po roku powróciłam do tej produkcji. Niestety czas nie wpłynął na mój odbiór i „Prometeusz” został przeze mnie definitywnie wyparty z uniwersum Obcego. Takie nastawienie sprawiło, że mogłam skoncentrować się na aspektach, których nie dostrzegłam na wielkim ekranie, a właściwie poprzez frustrację nie chciałam ich dostrzec ;).
Tamtego dnia zakochałam się, tak dobrze przeczytaliście: ZAKOCHAŁAM SIĘ! Ale nie w filmie, tylko w androidzie imieniem David. Niestety mam słabość do Sztucznej Inteligencji, wcześniej moim faworytem był przeuroczy Bishop ;).

Podczas kolejnego starcia z Prometeuszem znalazłam sposób na jego lekkostrawny odbiór, po prostu przewijałam absurdalne sceny i delektowałam się pięknymi zdjęciami, niesamowitymi hologramami, a przede wszystkim kreacją Michaela Fassbendera.

Latka leciały, a na horyzoncie pojawił się Prometeusz 2. Bacznie śledziłam jego losy i z niepokojem czytałam obietnice Ridleya Scotta, jakoby tym razem miał nam pokazać Xenomorpha. Jak wiemy scenariusz drugiej części mocno ewoluował, zmieniono tytuł na „Alien: Covenant”, a w sieci ukazała się tak duża dawka spoilerów, że na długo przed premierą można było bez problemu wydedukować fabułę. Miałam wrażenie, że Scott chciał udowodnić nam, iż to będzie film o Obcym z Obcym w roli głównej. Nie wiem jak Wy, ale ja mu nie uwierzyłam i do kina szłam bez większych oczekiwań. Zdradzę Wam jednak, że moje serducho biło mocniej z innego powodu, cieszyło się na ponowne spotkanie z Davidem i przynajmniej w tej kwestii zostałam zaspokojona ;).

 

„Gorzej niż w Prometeuszu być nie może”

– tak powiadają zagorzali fani Obcego. Czy aby na pewno? Na szczęście nie było, ale w „Przymierzu” powielone zostały niestety te same błędy.

 

Chciałabym w tym miejscu najmocniej przeprosić widzów z najbliżej sąsiadujących foteli za moje parsknięcia, śmieszki i komentarze. Wybaczcie, ale nie potrafiłam się powstrzymać. Film, który miał straszyć, po prostu momentami był śmieszny. Widząc nieracjonalne, a wręcz idiotyczne zachowania wysoko kwalifikowanej, przeszkolonej i zapewne dokładnie wyselekcjonowanej załogi statku miałam deja vu. ‘Toćka w toćkę’ kadra Prometeusza.
Nikt mnie nie przekona, że nagłe spotkanie z obcą formą życia wywołało u nich masową chorobę wygładzającą zwoje mózgowe. Lecieli przecież na nową planetę i na takie „ewentualności” byli przygotowywani, zarówno psychicznie jak i technicznie.

Czy zastanawialiście się nad tytułem? Przyzwyczailiśmy się, że nazwa statku ma ukryte znaczenie. „Przymierze” dało nam złudzenie, że będzie nawiązywało do bliższych kontaktów z poznaną w Prometeuszu inteligentną rasą. Jakże byliśmy w błędzie. Oprócz typowych prowincjuszy, którzy ze zdziwieniem obserwujących dokowanie w zaledwie jednej scenie, to wspomnianych Inżynierów nie zobaczyliśmy. Niczego też się o nich nie dowiedzieliśmy.
Fani Prometeusza mogli być zdruzgotani. Teraz już wiedzą jak to jest być wyrolowanym przez samego Ridleya Scotta. Mało przyjemne uczucie, prawda? ;)

 

Początek filmu zapowiadał się wręcz obiecująco, piękne 30 minut z budowanym napięciem, z genialnymi zdjęciami kosmosu i statku. To jednak było do przewidzenia, w końcu to Scott.

A potem nastąpił zimny prysznic… Załoga Przymierza, pomimo powierzonej im priorytetowej dla ludzkości misji, ląduje na nieznanej planecie. Powód tak nieodpowiedzialnej decyzji? Bali się ponownie ułożyć w komorach kriogenicznych… Najwidoczniej w skutek traumy zapadli na somnifobię.

Wczujmy się jednak w role naszych bohaterów. Załóżmy że możemy mieć własne zdanie i nie musimy wykonywać poleceń szefostwa i mamy w głębokim poważaniu ludzkość. Jedyne co się liczy to pragnienie przypomnienia sobie jak pachnie las i poczucia ziemi pod stopami, w końcu jesteśmy tylko ludźmi.
Lądujemy na całkowicie obcej planecie i co robimy?
Wychodzimy na jej powierzchnię bez skafandrów zabezpieczających np. przed nieznanymi drobnoustrojami. Logiczne, przecież przez skafandry nie poczujemy zapachu lasu ;).
Czyżby znowu deja vu?

A teraz mój ulubiony fragment: zarażonego (nie wiadomo czym) wpuszczamy na pokład lądownika, mało tego, biegamy bez celu i panikujemy zanim cokolwiek się wydarzy. A nie można było zamknąć chorego w ambulatorium i obserwować go przez szybę? Ja, gdybym umierała ze strachu, pewnie bym tak zrobiła.

A teraz mam zagadkę: Ile osób może się pośliznąć w tej samej kałuży krwi?
To jedna z tych scen kiedy się śmiałam przeszkadzając innym w seansie, za co jeszcze raz przepraszam ;)

 

O Inżynierach już pisałam, zastanówcie się jednak, ile pytań przeleciało Wam przez głowę widząc ich masową mogiłę…
Jak widać na bohaterach filmu nie zrobiło to wrażenia. Panicznie wystraszyli się małych stworków, ale martwi giganci to normalny widok.
Trzeba jednak przyznać, że odwaga i odporność psychiczna resztki załogi wzrasta z każda minutą. Pomimo grasujących potworów, za niezbędną uznają kąpiel (higiena jest bardzo ważna w spotkaniach z kosmitami), czy też urządzają sobie samotne wycieczki po świątyni. Widocznie nikt im nie powiedział że w kupie siła ;). Nieracjonalność bohaterów jest na tyle porażająca, że wręcz z ulgą oglądamy jak giną jeden po drugim.

W końcówce filmu akcja wreszcie przyspiesza, dowiadujemy się, co tak naprawdę spotkało Shaw, mamy walkę androidów (szkoda że tak krótką), Daniels bawi się w Tarzana bujającego się na lianach, zaliczamy dramatyczny lot, po czym cali i zdrowi wracamy na statek… Ale czy na pewno bezpieczni? Zakończenie bardzo przewidywalne, ale to chyba najlepszy fragment w całym filmie.

Nie będę się już czepiać momentami fatalnego CGI, czy nierównemu tempa, ani dłużyzn, wywołujących mimowolnie ziewanie… Właściwie to i głupota załogi przestała mi przeszkadzać (Obcy muszą coś jeść) w momencie, gdy po raz pierwszy pojawił się David. Niezrównany Michael Fassbender nie zawiódł mnie i tym razem. Wykreowaniem postaci androidów Davida i Waltera (dwóch  odmiennych osobowości) i postawieniem ich naprzeciwko siebie pokazał prawdziwą aktorską klasę.
Fassbender, człowiek który uratował Przymierze ;)

 

Czy mimo wad filmu, czekam na jego kolejną część?
Oczywiście!

Tęsknię już za szelmowskim uśmieszkiem androida. Przede wszystkim mam jednak nadzieję, że Scott posłucha głosu fanów i wyciągnie wnioski. Może następnym razem postawi w końcu na fabułę i zaserwuje nam realne postacie, z którymi nie będziemy chcieli się żegnać zbyt szybko. Może naiwnie, ale mam również nadzieję, że po obejrzeniu trzeciej części sagi o kosmicznych przygodach pewnego androida, będę mogła dodać ją do ukochanego uniwersum Obcego.

Podobno nadzieja umiera ostatnia…

OCENA :


AlienQueen

 

 

źródło zdjęć: www.imdb.com/title/tt2316204/mediaindex?ref_=tt_ov_mi_sm

 

„Obcy: Przymierze” – zobacz także:

 

 

 

Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę:
[Głosów: 4 Średnia: 4.5]
Komentarze (5)
Dodaj komentarz
  • Mateusz

    Mnie osobiście film się bardzo podobał tak samo jak i Prometeusz. Oglądając film nie szukam błędów tylko oglądam by się zrelaksować. Gdzie nie czytam wypowiedzi fanów to wszyscy mają problem z odbiorem zachowania ekipy ,że niby tacy mądrzy a jednak głupi…Przecież nic by się nie działo gdyby wszystko było ładnie pięknie..wiadomo ,że większość zginie jakto było w każdym obcym. Także żadna nowość … Trzymałem tylko kciuki za Daniels i Teneesse’go innych od razu dawałem na straty. Autorka tej wypowiedzi ma rację co do roli Davida czy Waltera… Fassbender jest kapitalnym aktorem i jest u mnie w całej sadze na drugim miejscu jeśli chodzi o roboty :-) Na pierwszym miejscu stawiam zawsze Call (Winona Ryder) z Obcy Przebudzenie (Kocham ten film). Ash był dla mnie mało ciekawy a Bishopa grał aktor ,którego za bardzo nie lubię. Myślę ,że ze wszystkich części jakie teraz powstaną do kontynuacji Prometeusza to David zapisał się w naszych sercach najbardziej…Choć bardzo lubię aktorów z Prometeusza. Śmieszy mnie jeszcze fakt jak ludzie narzekali na Prometeusza bo nie było obcego a teraz mają obcego to narzekają ,że nie ma inżynierów hehe Dla mnie najgorsza część z całego universum to niestety Obcy 3…Co nie nakręcą teraz i czy będzie mi się podobać czy też mniej od Przymierza i Prometeusza to bankowo Obcy 3 bedzie nadal na ostatnim miejscu. Pozdrawiam

  • Jakub

    Przymierze to oczywista kontynuacja Prometeusza ,o którym sam reżyser pisał ,że jest LUŹNYM nawiązaniem do sagi Obcy. Nadzieje fanów przed obejrzeniem tej nowej trylogii na powrót do lat 80 są zatem dla mnie niezrozumiałe. Prometeusz to dzieł dla prawdziwych ,dojrzałych fanów sagi Obcy. Jeżeli ktoś tęskni za grozą , tajemnicą i brutalnością pierwszych filmów tej serii to powinien włączyć odtwarzacz a nie ruszać do kina z nadzieją ,że wsiada do wehikułu czasu. W Prometeuszu autor zadaje już zupełnie inne pytania, zmieniły się czasy , mamy 2017 a nie 1977. Kosmos nie jest już tak tejemniczy jak pod koniec epoki Gierka, nowe technologie nie doprowadziły jak na razie do naszej zagłady wręcz przeciwnie, pomagają, ułatwiają nam życie. To odróżnia reżyserów dobrych od pozostałych. Gdyby Scott zgotował nam powtórkę z Nostromo to zapewniam ,że na film wybraliby się jedynie gimnazjaliści. Uwaga spoiler..To czego zdecydowania zabrakło mi w Przymierzu to brutalne zakończenie kwestii inżynierów..Przecież to oni byli przyczyną powstania filmu Prometeusz a Przymierze miało być tego kontynuacją. Świetny David ,którego różne dziwne zachowania z Prometeusza teraz nabierają zupełnie innego znaczenia. Film wiele tłumaczy ale w dalszym ciągu czekamy na te najważniejsze odpowiedzi. Pozdrawiam dorosłych i dzieci również.

  • Premislao Klaus - Tsume

    AlieQueen ja już wiedziałem, że to Twój artykuł :D Ty kochasz tego Davida na zabój :D

    • AlienQueen

      Inaczej się nie da ;). Fassbender to mój nr.1 w rankingu ulubionych aktorów <3

  • luki

    byłem,obejrzałem i wychodzac z kina czułem się jakby mnie ktoś oszukał…chyba lepiej żeby takie dzieła jak Obcy,Terminator zostały już nie ruszone,bo wolę pamiętać i ekscytować się tymi „prawdziwymi dziełami”. Taką mamą technikę,tyle pomysłów a tu takie rozczarowanie…mierny,naciągana 2