- Tytuł: Skyline 3
- Tytuły alternatywne: Skylines, Skylin3s
- Premiera:
25 października 2020 (Wielka Brytania)
18 grudnia 2020 (Internet – USA) - Reżyseria: Liam O’Donnell
Fabuła / Opis
Na Ziemi pojawia się pewna forma wirusa, która sprawia, że przyjazne hybrydy obcych ponownie zaczynają polować na ludzi. Kapitan Rose Corley (Lindsey Morgan) staje na czele oddziału elitarnych najemników podczas desperackiej misji ataku na rodzimy świat najeźdźców. Tylko w ten sposób możliwe bowiem będzie ocalenie resztek ludzkości.
Film Skyline 3 (Skylines, 2020) – ZWIĘZŁA RECENZJA / OPINIA
Film „Skyline 3”, który jest dystrybuowany pod tytułem „Skylines” (w USA „Skylin3s”), to ostatnia część dziwnej trylogii zapoczątkowanej filmem z 2010 roku. Patrząc z perspektywy czasu, pierwsza część, która spotkała się ze skrajnymi opiniami krytyków i zwykłych widzów, była wyraźnie lepsza niż katastrofalnie słaby film „Beyond Skyline”, czyli kontynuacja z 2017 roku. A jak wyszło w przypadku części trzeciej?
Za sterami filmu „Skyline 3” ponownie zasiadł Liam O’Donnell, który reżyserował część drugą. Jak mówił sam reżyser w wywiadach – nowy film miał łączyć kino akcji science fiction z elementami superbohaterskimi. Już oglądając zwiastun można było domyślić się, że główna bohaterka pozyska specjalne moce w wyniku pewnych międzygatunkowych technologiczno-biologicznych krzyżówek, które pomogą jej w walce z wrogiem i w sumie tak, też się stało. Ale ten superbohaterski wątek jest tylko dodatkiem, a nie przyćmiewa całej fabuły i nie dominuje w scenach akcji (na szczęście).
Muszę się przyznać, że do seansu najnowszej części przystąpiłem zupełnie (ale to kompletnie) bez jakichkolwiek oczekiwań, mając dobrze w pamięci fatalną część drugą, po seansie której już chyba nigdy nie pofałduję ponownie niektórych partii kory mózgowej. I muszę przyznać, że twórcy nieco mnie zaskoczyli, gdyż podeszli do tematu inaczej niż poprzednio. Być może wyciągnęli dobre wnioski z poprzednika, a być może po prostu chcieli zrobić film w inny sposób niż ostatnio i .. tak im wyszło. To jest nieważne. Ważne, że zamiast przeładowywać ekran bezsensowną kopaniną ludzi z gumowanymi kosmitami – tym razem poszli w stronę eliminowania wrogów na większą odległość niż długość klingi. Elitarny oddział rusza zatem na obcą planetę, dysponują futurystycznym sprzętem i mundurami, a tam muszą zmierzyć się z dziwnym, nieznanym dotąd przeciwnikiem. Wszystko w mrocznej otoczce, w mini kanionach o atramentowych ścianach. Jest trochę napięcia (naprawdę!) i porządnej strzelaniny, a trochę scen wzorowanych jest na kultowym – nie tylko w naszym gronie – filmie „Aliens”.
Autorzy tym razem zebrali wyraźnie większy budżet niż ostatnio – i muszę przyznać, że rozmach w efektach jest zauważalny oraz nie kończy się na zaledwie paru scenach. Zatem gumowani obcy rzadziej rzucają się w oczy niż w poprzedniej części, a większość scen z wykorzystaniem CGI prezentuje dość solidny poziom.
Ponieważ mamy znacznie mniej walki wręcz niż w „Beyond Skyline”, te które nam pokazano prezentują się całkiem przyzwoicie. Mniejsza ilość walk pozwoliła lepiej dopracować ich choreografię.
Wnikanie w sferę fabularną nie ma większego sensu, gdyż stanowi ona jedynie pretekst do pokazania rozwałki. Jest wiele stereotypowych chwytów i tanich, czy zwyczajnie głupich, rozwiązań – byle tylko coś się działo. Ale bądźmy szczerzy – kto w tej serii szuka logiki i głębokiej myśli przewodniej (?).
Gra aktorska stoi na .. akceptowalnym poziomie, da się przyswoić grę aktorów, czasami nawet uda im się przemycić więcej niż ziarnko emocji. Miło było na ekranie zobaczyć weterana Jamesa Cosmo oraz Alexandra Siddiga, którego miłośnicy sci-fi powinni doskonale pamiętać ze świetnej roli doktora Bashira w serialu „Star Trek: Stacja kosmiczna”.
Film „Skylines” oczywiście odradzam i to już z samego założenia. Nie oszukujmy się, trzecia część trylogii nie zmienia się nagle w ambitne kino. To nadal płytka (delikatnie mówiąc) rozrywka i kino bardzo niskiej klasy, zwłaszcza jeżeli chodzi o aspekt fabularno-aktorski. Czy tym razem jest „tak źle, że aż dobre”? Twórcy poprawili efekty specjalne i zadbali o solidną dawkę łatwo przyswajalnej akcji. Całkiem dobrze prezentował się również podkład muzyczny autorstwa Rama Khatabakhsha. W efekcie wyszedł film wyraźnie lepszy niż część druga, ale nadal gorszy niż pierwsza. „Skyline 3” jednak da się obejrzeć dla zabicia czasu, luźnej rozrywki, zresetowania się i pośmiania z głupot na ekranie. Grunt to bawić się tak dobrze, jak ekipa filmowa podczas tworzenia, co widzimy na zabawnych scenach z planu, przy okazji napisów końcowych.
ZWIASTUN / TRAILER
Jak był dobry film to powinno się go zostawić niedopowiedzianym a nie kręcić później na potęgę kolejne cześć, mizerne części bo inaczej nie da się tego określić .
Najlepszy tekst w Beyond skyline jest w dogrywkach „jesteś najgorszym potworem na świecie!”. W sumie podoba mi się luzik w dwójce.
Szkoda pisać, jak coś jest nie publikowane.
Sama recenzja mówi sama za siebie, pełna sprzeczności, nie wiadomo po co.
Też czekam, pierwsza część była fajna, druga już taka se… a trzecie czeka na wynik końcowy :P
szkoda czasu gniot jakich malo
Czekam. 💪