- Tytuł: Robowar
- Premiera:
1988 (Włochy)
09.09.1989 (Japonia) - Produkcja: Włochy
- Reżyseria: Bruno Mattei
- Zwiastun ⇓
Gdy słyszycie, że w jakimś filmie oddział komandosów wraz z agentem CIA trafiają do południowoamerykańskiej dżungli, w której muszą stawić czoła potężnemu wrogowi jakiego jeszcze nie spotkali, to do głowy przychodzi Wam… no nie, na pewno nie przedmiot niniejszej recenzji :). Generalnie to w takiej sytuacji będziecie w naturalny sposób przywoływać obraz najpopularniejszego, zaraz obok Ksenomorfa, przedstawiciela obcej rasy – Yautja, znanego z filmu „Predator”.
Film „Robowar” to, jak można się domyślić, typowa dla włoskiego kina sci-fi z lat ’80, zrzyna, i to czasem tak sroga, że aż dziwi mnie, że jej twórcy nie trafili za kratki… Ale po kolei.
Film Robowar (1988) – Recenzja / Opinia
Generalnie fabuła filmu „Robowar” z grubsza pokrywa się z dziełem Jona McTiermana – jak pisałem we wstępie, mamy oddział komandosów, mamy agenta CIA, mamy, w późniejszej części filmu, uratowaną dziewczynę, i wreszcie mamy antagonistę, który tutaj jest nie kosmitą, a wojskowym supercyborgiem widzącym w podczerwieni. Ot, bezczelna kopia – powiedziałbym nawet, że brawurowo bezczelna, ponieważ nawet niektóre onelinery zostały przeniesione 1:1, z pamiętnym „stick around” na czele. Pojawia się również koszenie dżungli przy pomocy ołowiu, jednak znacznie mniej spektakularne niż w… hmm… inspiracji.
Aktorsko jest tak, jak można się domyślić – zarówno statyści, jak i główna obsada nie mają bladego pojęcia o grze. Jest beznadziejnie, ale… widać po tych ludziach, że musieli się świetnie bawić podczas kręcenia filmu, bo jest w tej nieudolności specyficzne ciepło. Zazwyczaj, kiedy natrafiam na koszmarne aktorstwo zaczynam się niecierpliwić, tutaj natomiast dyskomfort zaczynałem odczuwać w momentach, w których niektóre sceny wyglądały zbyt profesjonalnie – ostatnio podobnie czułem się chyba oglądając pierwsze pełnometrażowe dzieło Bartosza Wałaszka.
Technicznie, podobnie jak aktorsko, wszystko w filmie „Robowar” trzyma się na taśmę i słowo honoru. Do broni często efekty wystrzałów dodane są w postprodukcji, aktorzy trzęsą karabinami symulując odrzut, a przerażający cyborg wizualnie przypomina trochę Alfę-5 z Power Rangers po pół roku mieszkania na ulicy. Pokuszono się nawet o efekt widzenia w podczerwieni – jednak rozdzielczość w jakiej widzi główny zły filmu, to mniej więcej 48×84 znane z pamiętnej Nokii 3310. I podobnie jak we wspomnianym telefonie w monochromie – tyle że zamiast czarno-zielonym to czarno-pomarańczowym. Nawet jeśli przesadzam, to tylko odrobinę, ponieważ piksele autentycznie można policzyć na ekranie nawet nie robiąc stopklatki. Aż jest dziwne, że przemieszcza się po dżungli, nie robiąc sobie przy tym krzywdy.
W kwestii audio jest dość ciekawie – film „Robowar” nakręcono po angielsku, ale Włosi uznali, że lepiej będzie wyciąć angielski i w jego miejsce wstawić dubbing… niemiecki. Oczywiście, jak można oczekiwać po tej klasie filmu, ścieżka dźwiękowa rozjeżdża się z obrazem, więc panowie od fonii nie zawiedli :).
Mógłbym o filmie „Robowar” napisać jeszcze mnóstwo złych rzeczy, ale tak po prawdzie – skłamałbym pisząc, że źle się na nim bawiłem. Wręcz przeciwnie – zaśmiewałem się do rozpuku. I wcale nie złośliwie. To film z gatunku tak złych, aż świetnych. Dlatego jeśli ktoś z Was, drodzy czytelnicy, ma wolne 92 minuty, duży dystans do kina, a pod ręką chipsy i colę – to nie ma lepszego sposobu na wykorzystanie tego czasu. A najlepiej, jeśli obejrzycie go w gronie znajomych – wtedy wrażenia będą jeszcze lepsze.
rzetelnie 1/4,
ale humorystycznie nawet 3/4
Harap
Zwiastun / Trailer
Ten z brodą i przepaską na czole to mi nawet przypomina Chucka Norrisa z „Missing in Action”. 😁😁😁😁
WaLaszka..MISTRZA to Ty szanuj! :)
O bracie jak ja Ci dziękuję za tą recenzję!!!
Oglądałem ten film jako 5-latek w ’89 roku na wypożyczonej przez starszych braci kasecie VHS :D
Wtedy ten film zrobił na mnie takie wrażenie, że śnił mi się po nocach (Predatora obejrzałem dopiero później) i od dłuższego czasu próbowałem (bezskutecznie bo kompletnie nie pamiętałem tutyłu) gdzieś go namierzyć by z sentymentu obejrzeć jeszcze raz.
Teraz dzięki Tobie już mogę :D
Pozdrawiam
Noooo scenariuszowo coś jak wlatca pierścieni Amazona….:)
Bardzo fajna recenzja, szkoda że taka krótka:) Bez żałosnego grafomanstwa, bufonady i tępej złośliwości. Niezwykle przyjemnie mi się czyta właśnie takie recenzje – od kinofana dla kinofana, a nie pseudokrytyka dla ciemnej głupiej masy (jego zdaniem). Panowie z Filmweb i Na Ekranie powinni zrzynac od Was:)
Będzie cza luknąć :D
Zastanawiam się jaki jest sens kręcenia takich filmów? Ktoś wyłożył na to kaskę może i nie ogromną ale jednak…. oglądanie tego „tworu” musi być nie lada wyzwaniem. Ja nie podołałem takiemu wyzwaniu.
Chwytliwy tytuł, plakat, zwiastun wzbudzający skojarzenie z hollywoodzkim hitem pozwalały zarobić na nieświadomych widzach. A po latach wzbudza zainteresowanie miłośników kiczu, których jest mnóstwo.