- Tytuł: Nie otwieraj oczu
- Tytuł oryginalny: Bird Box
-
Premiera:
12 listopada 2018 (AFI Fest);
21 grudia 2018 (świat – Netflix) - Reżyseria: Susanne Bier
Film BIRD BOX (2018) – Fabuła / Opis
Pewnego dnia, w wyniku tajemniczych i niewidzialnych sił, ludzie nagle zaczynają popadać w obłęd. Dla wielu kończy się to śmiercią, gdyż desperacko dążą do popełnienia samobójstwa. W obliczu globalnej katastrofy matka musi znaleźć w sobie siłę, by uratować dzieci i znaleźć schronienie zapewniające im bezpieczeństwo. Ich niebezpieczna podróż z konieczności musi być prowadzona po omacku, z zasłoniętymi oczyma.
FILM „NIE OTWIERAJ OCZU” – RECENZJA / OPINIA
Film „Nie otwieraj oczu”, którego tytuł zmieniono w Polsce z oryginalnego „Bird Box”, to kolejny thriller science-fiction z akcją w postapokaliptycznym świecie, jaki możemy oglądać na streamingu w Netflixie. Jeszcze nie tak dawno dość głośno było o postapo „Zagłada”, dostępnym w ramach tego samego serwisu, który jednak ostatecznie dość mocno rozczarował. Czy nowa produkcja przyniosła poprawę jakości?
Jak najbardziej tak!
„Nie otwieraj oczu” niemal w każdym aspekcie filmowego rzemiosła (poza twistem fabularnym) jest pozycją lepszą niż wspomniany „Extinction”. Taki stan rzeczy nie jest zaskoczeniem, gdyż były ku przesłanki, począwszy już od znacznie lepszej obsady (m.in. Sandra Bullock, Trevante Rhodes i John Malkovich). Nowy film oparto także na dobrze odbieranej przez krytyków powieści z 2014 roku autorstwa Josha Malermana. Scenarzysta, Eric Heisserer, który m.in. maczał palce w pamiętnym „Arrival”, miał zatem solidne podwaliny pod historię. Za reżyserię odpowiadała Susanne Bier, doceniona przez krytyków m.in. za film „W lepszym świecie”.
Porównywanie nowego filmu z „Zagładą” tylko dlatego, że oba tytuły wyszły pod pieczą Netflixa, mija się jednak z celem i nie ma większego sensu. Film „Bird Box” stanowi bowiem mieszankę motywów z takich tytułów jak „Zdarzenie”, „Cargo”, „Ciche miejsce” czy „To przychodzi po zmroku” i to tym produkcjom jest znacznie bliższy. Podobnie, jak we wszystkich wspomnianych pozycjach, tak w przypadku najnowszego filmu Netflixa mamy do czynienia z grupą bohaterów zamkniętych z konieczności na niewielkiej przestrzeni, próbujących przetrwać i uciec przed śmiertelnym zagrożeniem czyhającym na zewnątrz.
W „Nie otwieraj oczu” bohaterowie ponownie zatem zostali postawieni przed ekstremalną sytuacją i zmuszeni do zredefiniowania swoich moralnych wartości. By przetrwać muszą nauczyć się funkcjonowania w zupełnie nowej rzeczywistości, gdzie bezpieczny azyl daje jedynie przestrzeń zamknięta. Bohaterowie muszę jednak pamiętać, że nic nie trwa wiecznie i prędzej czy później będą musieli skonfrontować się z własnymi lękami.
W mojej opinii ten ostatni aspekt jest najmocniejszą stroną „Bird Box”. Bohaterowie muszą walczyć z nienamacalnym zagrożeniem; z tajemniczymi istotami, które czają się w pobliżu i „zatruwają” umysł w sposób odrębny, odbierany indywidualnie przez każdą ofiarę. Podobnie jak każdy z widzów, tak każdy z bohaterów filmu inaczej wyobraża sobie obliczę zagrożenia.
Czy jest coś bardziej przerażającego niż nasze własne lęki?
Na tym właśnie bazuje nowe dzieło Susanne Bier. To czego nie widzimy i nie możemy jasno zdefiniować, ani wyjaśnić przeraża nas mocniej niż monstrum ukazane z każdej możliwej strony. O sile oddziaływania naszej wyobraźni najlepiej przekonuje pierwsza połowa tegorocznego filmu „Ciche Miejsce”, kiedy to twórcy skrzętnie unikali ukazywania pełnej postaci potwora. Niestety czar prysł w momencie pokazania istoty w pełnej swojej krasie.
W „Nie otwieraj oczu” nie popełniono tego błędu. Osoby oczekujące wyjaśnień i widowiskowej finalnej walki ze zdemaskowanymi istotami – potwornie się zawiodą. Twórcy do końca filmu nie zdejmują zasłony tajemnicy. Nie dowiemy się zatem, kim i czym są istoty siejące śmierć, jak tak naprawdę działają, jaki mają cel i skąd pochodzą. Pozostają tylko domysły i scenariusze, które widz będzie musiał ułożyć sobie w głowie samemu po seansie na podstawie zobaczonych i usłyszanych podpowiedzi.
Jak dla mnie była to wręcz doskonała decyzja filmowców, dająca impuls do przemyśleń.
Liczne niedopowiedzenia w moim odczuciu nie psują opowieści, a ją wzbogacają o indywidualny czynnik wyobraźni każdego widza.
Przez brak encyklopedycznych wyjaśnień wiele osób może kwestionować pseudonaukowy nalot na tej produkcji. Czy na pewno mamy tutaj do czynienia z science-fiction? Czy może widzimy dość standardowy horror o demonach z diabelskimi mocami? Nie da się tego wykluczyć i ponownie wszystko zależy od indywidualnego odbioru. Osobiście bliższy jestem aspektowi science, a niebezpiecznych intruzów traktuję jako przybyszów z innego świata lub wymiaru. Chociaż niewykluczone, że wyjaśnienie może być bardziej przyziemne.
Oprócz ukrywania tajemnicy i pobudzania wyobraźni widza, kolejną siłą filmu są emocje i oddziaływanie na widza. Przez cały seans przykuty byłem do fotela i w dużym napięciu odbierałem kolejne zwroty akcji. W ten film trzeba się wczuć i co ważniejsze – można to zrobić wręcz bezwolnie. Produkcja łatwo wciąga, mimo powielania oklepanych schematów. To zasługa dobrego tempa, przez cały seans praktycznie nie poczujemy spowolnień, a jeżeli już się trafią, to są bardzo krótkie. Cały czas bohaterom towarzyszy napięcie, a stan zagrożenia wylewa się z ekranu i zaraża widza.
Ogromną rolę w utrzymywaniu napięcia odgrywa obsada, która jest prawdziwą siłą napędową filmu. Sandra Bullock dźwiga dramaturgię na swoich barkach i wychodzi jej to znakomicie. W dobrym odbiorze jej postaci, twardej i zdecydowanej kobiety potrafiącej przeciwstawić się przeciwnościom, nie przeszkadza nawet jej blada twarz z niepasującymi, krwistymi rumieńcami, przez co momentami zdawała się upodabniać do Michaela Jacksona świeżo po operacji plastycznej. Aktorka po rolach w „Grawitacji” i “Demolition Man” zostawia swój kolejny wyraźny ślad na mapie sci-fi.
Pozytywnie wypadł także Trevante Rhodes, jako partner głównej bohaterki, który dobrze czuł się na dalszym planie. Zdecydowanie więcej mogliśmy oczekiwać po Johnie Malkovichu, który jednak wcielił się w głupkowatego i upartego alkoholika, co z marszu odebrało mu sporo z aktorskich możliwości. Chociaż taką postać też trzeba umieć odpowiednio zagrać.
Na szczególną uwagę zasługują dzieci – przyjemnie oglądało się najmłodszych bohaterów, którzy zahartowani przez matkę i doświadczenie, nie reagowali rozpaczliwym płaczem ani na wydarzenia czy niebezpieczeństwo, ani na podniesiony ton ich matki. Byli gotowi na wszystko, co dla części obecnych, przewrażliwionych rodziców może być wręcz szokujące.
Kolejnym akcentem na plus produkcji są bardzo dobre zdjęcia – zwłaszcza hipnotyzują leśne krajobrazy i kadry dolin wzdłuż rzeki – oraz sprawny montaż, wspierający dynamizm scen akcji i podtrzymujący dobre tempo filmu.
Nie będę Was jednak usilnie przekonywał, że „Nie otwieraj oczu” jest dziełem wybitnym, czy nawet bardzo dobrym, gdyż tak nie jest. Film dużo czerpie z tytułów wymienionych we wstępie, ocierając się o wtórność i nadmierną przewidywalność. Niestety nie wnosi on wiele świeżości w tematykę kinowej postapokalipsy.
Przez zachwalane przeze mnie niedopowiedzenia i pozostawienie wielu luk do wypełnienia widzowi, ten thriller science-fiction w klimacie postapo może przeistoczyć się w oczach wielu odbiorców w dość płytki dramat o kobiecie walczącej by ostatecznie zaakceptować swoje macierzyństwo. Już pierwsze sceny filmu kładły bowiem spory nacisk na ten element fabuły, kiedy to lekarz zarzucał bohaterce, iż bagatelizuje fakt bycia w ciąży. Gdy skupimy się jednak tylko na tym wątku, zorientujemy się, że został on potraktowany w sposób powierzchowny, nawet trywialny i ostatecznie niezadowalający.
Miałem również spore obawy o spójność w prowadzeniu narracji, gdy akcja w teraźniejszości przeplatana była wstawkami retrospektywnymi. Przez taki zabieg wiedziałem, którzy z bohaterów nie dożyją do rzecznej podróży. Ku mojemu zaskoczeniu jednak wyszło to całkiem dobrze, owe swoiste spoilery scenarzystów dało się wybaczyć, nie przeszkadzały w odbiorze kolejnych zwrotów akcji i w chłonięciu atmosfery, a cała historia w spójny sposób dotarła do końca.
Końcówka jest jednak jedną z najsłabszych stron „Bird Box”. Otrzymujemy dość trywialne zakończenie z mocnym, hollywoodzkim nalotem i niepotrzebnym, nadmiar pozytywnym, a być może nawet utopijnym przesłaniem. W końcowych scenach całe, skrzętnie budowane napięcie i dość mroczna atmosfera (po leśnych scenach) rozmyły się momentalnie we wręcz bajkowych i banalnych obrazach. Szkoda.
„Nie otwieraj oczu” nie jest filmem wybitnym. Wielu odbiorcom może przeszkadzać wtórność i przewidywalność fabularna, powierzchowność w prowadzeniu niektórych wątków oraz nie podanie na tacy odpowiedzi na pytania, które powstaną w trakcie seansu. Wszelkie wady bledną jednak, gdy wczujemy się w ten film, pozwolimy się porwać wizji twórców, zamiast co chwile negować takie czy inne zaproponowane rozwiązanie fabularne. „Bird Box” to film przede wszystkim rozrywkowy, który ma nas nieco przestraszyć, pobudzić wyobraźnie i co najważniejsze wprowadzić w stan napięcia i zagrożenia. I to udaje mu się wybornie. Muszę przyznać, że w tym roku taką ilość doznań i napięcia dostarczył mi tylko jeden film – wspomniane już w recenzji „Ciche miejsce”.
Film Bird Box (2018) – Zwiastun / Trailer
Zwróćcie proszę uwagę w jaki sposób działa „demon”, który wywołał apokalipsę pokazaną w filmie: dobrzy ludzie, gdy go zobaczą, popadają w rozpacz i popełniają samobójstwo. Źli ludzie wpadają po opętaniu w euforię i zaczynają zabijać.
Czy ktoś inny zauważył, że wszystkie negatywne postaci w filmie, które atakują głównych bohaterów, są… Białe? Twórcy filmu zdają się sugerować, że wewnątrz większości białych ludzi drzemie zło, aktywowane przez „demona” – jakby biali ludzi byli z natury źli (z drobnymi wyjątkami).
Czy zauważyliście w jak negatywnym świetle pokazana została postać zagrana przez Johna Malkovicha: biały, łysy (nawiązanie do skinheadów?) facet z bronią, który wspiera Trumpa (zwróćcie uwagę na to co mówi w markecie – oczywiste nawiązanie do hasła kampanii prezydenckiej Trumpa: MAGA). Mimo, że jest głosem rozsądku i ma świetne pomysły (nie wpuszczajmy do domu obcych – nawiązanie do „uchodźców”, bo sprowadzą problemy, racjonujmy żywność itd.), twórcy filmu stają na głowie, by zrobić z niego tchórzliwego (nie pomógł swojej żonie, schował się gdy ktoś zaczął taranować im drzwi), aroganckiego rasistę…
W tym samym czasie nie-biali bohaterowie (jeden z nich koniecznie musiał być gejem), dla kontrastu, nie mają żadnych wad: są czuli, opiekuńczy, bohaterscy itd. Odstępstwem od zasady, że biali są źli, zdaje się być główna bohaterka. Akurat jej twórcy filmu odpuścili, bo jest „silną i niezależną kobietą” (zapewne feministką). Do tego dochodzi oczywista promocja związków między-rasowych (skoro dała murzynowi to pewnie nie ma uprzedzeń rasowych).
Zauważyliście jak wygląda bezpieczna strefa, do której na koniec dociera główna bohaterka? Ilu jest tam białych? Ilu to mężczyźni?
Ten film to obrzydliwa propaganda, której celem jest demonizowanie białych mężczyzn. Dla mnie to oczywiste.
Facet co ty bierzesz za leki? w każdym filmie możesz wyszukać co tylko chcesz na upartego,doszukiwanie czegoś na siłę czego nie ma to choroba psychiczna…Kopciuszek z bajki to materialistka która chciała zemścić się na przyrodnich siostrach,i poleciała na księcia z kasą…smurfy to homoseksualiści bo 100 facetów i jedna dziewica smerfetka hehe
Dopisek redakcji: poniższy komentarz został dodany jeszcze przed umieszczeniem naszej pełnej recenzji na tej stronie. Nie mamy pojęcia do jakiej recenzji odnosi się autor komentarza.
kolejna recenzja jadąca po tym filmie. nie rozumiem dlaczego aż tak niskie oceny i te porównywanie na siłę do „Cichego miejsca”?! Twórcy raczej mieli inne zamiary nic robienie drugiej części/porownania/sequelu/prequelu czy co tam jeszcze wymyślicie?! Film trzyma w napięciu, gra aktorska Malkovicha, Bullock jak i reszty jest ok. Atmosfera strachu, zagrożenia, wcześniej wspomniana gra aktorska, montaż i dźwięk i mamy dwie godziny zabawy!!!!! Polecam każdemu. Nie jest to hit w ocenie 10/10 ale solidne 7,5/10 daję spokojnie. Produkcja zapewnia rozrywkę i o to chodzi!!!!! Pozdrawiam serdecznie