- Tytuł: Molly
- Premiera festiwalowa: 11 luty 2017 (Berlin)
- Premiera VOD: 12 stycznia 2018 (Polska)
- Reżyseria: Colinda Bongers, Thijs Meuwese
- Scenariusz: Thijs Meuwese
- Zobacz zwiastun >>
Fabuła / Opis
Nieznana katastrofa spustoszyła świat. Nieliczni ocalali próbują przetrwać w postapokaliptycznym, brutalnym świecie i uniknąć schwytania przez siejący postrach klan bandytów. Ktokolwiek zostanie przez nich złapany, kończy na arenie brutalnych walk. Przywódca grupy stara się pojmać legendarną dziewczynę obdarzoną supermocami. Tymczasem nastoletnia wojowniczka Molly (Julia Batelaan) przygarnia osierocone dziecko i naraża życie by stanąć w jego obronie.
MOLLY (2017) – RECENZJA / OPINIA
Film „Molly” jest debiutem duetu Thijs Meuwese i Colindy Bongers, dwojga reżyserów którzy postanowili stworzyć niedrogą, niezależną produkcję postaapokaliptyczną, przepełnioną scenami walk. Jak łatwo zauważyć na poniższym zwiastunie jest to produkcja niskiej kategorii jakościowej. Określenie jej filmem klasy B byłoby nadużyciem, gdyż to produkcja w samym założeniu jeszcze niższa o jakieś dwie klasy. Nie oczekujmy zatem od filmu przepychu scenografii, czy przyzwoitej jakości efektów specjalnych.
Sam początek filmu jeszcze może się podobać. Obserwujemy w nim kilka ciekawych scen, w których główna bohaterka przemierza pustkowia, zdobywa pożywienie, walczy z napotkanymi wrogami i chowa się w bunkrze. Widzowi udziela się wówczas atmosfera odosobnienia, efektu globalnej i niewyjaśnionej katastrofy. Wydaje się, że będziemy obserwowali typowe kino drogi w postapokalistycznym klimacie. Między nami, a tytułową Molly, kształtuje się wówczas więź i sympatia, łatwo zaczynamy przejmować się losami bohaterki. To zdecydowanie najlepsza część filmu, szkoda jedynie, że tak krótka.
Im dłużej trwa produkcja, tym częściej przenosimy się z pustynno-plażowych plenerów do kilku obdrapanych pomieszczeń, w których mamy wątpliwą przyjemność obserwować mało interesujące, wewnętrzne przepychanki członków bandy. Postacie są tutaj papierowe, przerysowane, mało wiarygodne oraz kiepsko przedstawione, a także słabo zagrane. Odnosiłem wręcz wrażenie, że na niejednym festiwalu fantastycznym w Polsce cosplayerzy potrafili odstawić znacznie bardziej interesujące i wiarygodne „show”. Fatalnie też wypadło dziecko przygarnięte przez Molly, które swoje kwestie odgrywało zupełnie nienaturalnie i sprawiało wrażenie, jakby nie bardzo wiedziało, co właściwie robi na planie.
Na szczęście amatorska lub półamatorska gra nie dotyczy wszystkich aktorów. Główną postacią filmu jest piegowata, rudowłosa i pozornie zwyczajna nastolatka Molly, która zostaje zmuszona do brutalnej walki o przetrwanie. Julia Batelaan, która wciela się w postać Molly, stworzyła ciekawą i charyzmatyczną postać, będącą najjaśniejszą stroną całej produkcji. Nie miała ona łatwego zadania, gdyż nie mogła w praktyce zabłysnąć kwestiami dialogowymi. Jej gra opierała się na mimice i sprawności fizycznej. Aktorka gra zatem głównie ciałem i bierze udział w niemal wszystkich scenach walk. Wychodzi jej to naprawdę przyzwoicie, a wściekłość, jaka momentami rysuje się na jej twarzy, jest wręcz zaraźliwa.
Inną jasną stroną produkcji jest postać z cybernetycznym ramieniem, zagrana ciekawie przez inną holenderską aktorkę. Finalne starcie tej postaci z Molly jest również najciekawsze z całego natłoku walk.
Cechą charakterystyczną filmu „Molly” są właśnie walki. Bardzo liczne sceny potyczek są jednak nietypowe, gdyż bardzo chaotyczne. Brak szczegółowo zaplanowanej choreografii nadaje im jednak niespodziewanej realistyczności. Nie szukajmy tutaj wyrafinowanych stylów walki. Bijatyki przypominają podwórkowe starcia, tutaj każdy walczy w maksymalnie prosty sposób, byle tylko powalić i zabić wroga. Przyznaję, ma to swój urok.
Holendrzy, dysponując minimalnymi środkami, niestety nie zdołali zrobić filmu interesującego od strony fabularnej, który będzie w stanie wciągnąć widza. Skupiono się tylko na elementach akcji, po macoszemu traktując fabułę, a ta jest wyjątkowo prosta, przewidywalna i czasami mało logiczna. Gdyby nie liczne sceny walk, filmu po prostu nie dałoby się obejrzeć.
Fabuła nie jest godna odnotowania, podobnie jak efekty audio-wizualne i scenografia. Aktorzy poza nielicznymi wyjątkami grają na półamatorskim poziomie. Sceny walk też nie imponują, a niekiedy wręcz widać, jak aktorzy uważają, aby nie zrobić sobie krzywdy na planie. Cóż… Twórców filmu można usprawiedliwiać minimalnym budżetem jakim dysponowali, ale to nie tłumaczy wszystkiego. Zbyt wiele w tym filmie jest niedopracowane, męczą niepotrzebne dłużyzny, niewiele wnoszące sceny, zbędne wątki i rażące uproszczenia.
Film „Molly” może się sprawdzić jedynie jako zupełnie niezobowiązujące, półamatorskie kino akcji oraz jako pewna forma przerywnika w domowych obowiązkach i „zabijacz czasu”. Mimo iż film odradzam, może się on jednak spodobać części widzom. Atutami, które przemawiają za holenderską produkcją, są specyficzne, chaotyczne sceny walk, postać głównej bohaterki, kilka brudnych, bezkompromisowych i krwawych scen oraz – oczywiście – postaapokaliptyczny klimat, którego w filmach nigdy za wiele.
Zwiastun / Trailer
źródło foto: sceny z filmu „Molly”
SCIENCE FICTION 2017 – PONAD 60 FILMÓW »