Film „Kong: Wyspa Czaszki” – Zwięzła recenzja

 

  • premiera: 10 marca 2017 (Polska); 8 marca 2017 (świat)
  • tytuł: Kong: Wyspa Czaszki
  • tytuł oryginalny: Kong: Skull Island
  • reżyseria: Jordan Vogt-Roberts
  • scenariusz: John Gatins, Max Borenstein, Dan Gilroy, Derek Connolly

Fabuła / opis:

Dzięki pierwszym zdjęciom wykonanych z orbity udaje się odkryć wyspę, o której krążyły dotychczas zaledwie legendy. Na nowy ląd udaje się ekipa naukowców w eskorcie doświadczonych żołnierzy. Wyspa Czaszki okazuje się zamieszkała przez mitycznego Konga i wiele innych potężnych i niebezpiecznych stworzeń. Misja badawcza zamienia się w walkę o przetrwanie…

 

Zwięzła recenzja:

Zanim pojawi się u nas pełna recenzja – zamieszczamy kilka akapitów na temat filmu, napisanych zaraz po wyjściu z kina:

„Kong: Wyspa Czaszki” to film, który nie ma zapędów na kino egzystencjalne, nie udaje produkcji z ukrytym dnem czy głębokim przesłaniem. To kino czystej akcji z domieszką przygody i elementami grozy, gdzie główną rolę odgrywają potężne potwory.

Jak film wypada patrząc na niego całościowo?
Niestety dość przeciętnie. Pełna od schematów fabuła nie jest wyjątkowo wciągająca i niezbyt udanie napędza akcję. Brakuje wyraźnego akcentu przewodniego, jest nader jałowo. Osobiście oczekiwałem znacznie większej  dramaturgii. Na pewno nie pomagają wyjątkowo czarno-białe postacie, stworzone wg typowo blockbusterowego przepisu i rzucające co chwilę gagami, które w większości nie są zbyt udane.

Wiele z postaci sprawia wrażenie wciśniętych na siłę, na czele z Jamesem Conradem, granym przez Toma Hiddlestona, który w filmie pojawił się tylko po to, aby pokazać twarz. Aktor niestety zagrał jałowo i bez ekspresji, ale też scenarzyści nie popisali się rozpisując tą postać. Lepiej prezentuje się Brie Larson, jako pani pacyfistka, fotograf Weaver. Z całej obsady więcej niż przyzwoicie wypada jedynie Samuel L. Jackson, wcielający się w niestety mocno stereotypowy czarny charakter – żołnierza, potrafiącego żyć tylko wojną i nie słuchającego głosu rozsądku. Reszta postaci to typowe mięso armatnie. Ciężko się tutaj z kimkolwiek utożsamiać, czy przejmować się losem któregokolwiek z bohaterów.

Otoczkę science potraktowano wyjątkowo marginalnie, z dużym naciskiem na pseudonaukę. Kolejne wątki fabularne, teoretycznie oparte o logikę i wiedzę naukową, wołają o pomstę do nieba i lepiej tutaj nie próbować kwestionować pracy scenarzystów, a skupić się na czystej akcji i okazałych krajobrazach.

Czy zatem nie warto iść do kina?
Nic bardziej mylnego. „Kong” jest jednym z tych filmów, który warto obejrzeć zwłaszcza na dużym ekranie, gdyż ewentualny domowy seans może nie oddać jego audiowizualnych zalet. Solą produkcji są bowiem doskonale dopracowane potwory i sceny walk z ich udziałem. O ile Kong prezentuje się należycie dostojnie oraz „zaledwie” zgodnie z oczekiwaniami, o tyle potężne jaszczury (skull crawlers) już absolutnie zachwycają i budzą namacalną grozę.

Plus należy się twórcom za podkład dźwiękowy, muzykę oraz imponujące lokacje i wiele wybornych kadrów, stworzonych z plastycznym wyczuciem. Na uwagę zasługuje liźnięcie klimatu wojny w Wietnamie. Mamy bowiem dżunglę, szczyptę Sajgonu, sylwetki żołnierzy z bronią na ramieniu oraz eskadry legendarnych helikopterów, lecących w szyku na tle zachodzącego słońca i w dodatku przy akompaniamencie „Paranoid” Black Sabbath… Wspaniale! Szkoda tylko, iż podobnych scen nie było znacznie więcej.

Próba umieszczenia nowego Konga w hierarchii pozostałych filmów tej serii, może okazać się nader karkołomna i mocno zależna od subiektywnych gustów każdego widza. Film „Kong: Wyspa Czaszki” jest diametralnie inny niż np. poprzednie dzieło Petera Jacksona z 2005 roku, ma inne zalety oraz wady. Osobiście bardziej skłonny  byłbym uznać dzieło Jacksona za jakościowo lepsze, gdyż tamten film dostarczył mi więcej emocji niż „Skull Island” oraz miał wyraźne przesłanie, czego w filmie Vogt-Robertsa zabrakło.

Fani postaci Konga i lekkiego, efektownego audiowizualnie kina rozrywkowego bez zobowiązań, powinni być usatysfakcjonowani wizytą w kinie na filmie „Kong: Wyspa Czaszki”.
Osoby oczekujące od produkcji konkretnego przesłania i czegoś więcej aniżeli tylko akcji, raczej będą mocno rozczarowane seansem.

OCENA :


Dr. Gediman

 

Trailer / Zwiastun


Zobacz także:

Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę:
[Głosów: 7 Średnia: 5]
Komentarze (2)
Dodaj komentarz
  • Andrew 9

    Jak dla mnie film słaby , gra aktorów również, brak suspensu , King Kong Petera Jackson’a zdecydowanie lepszy.

    • Dr. Gediman

      Właśnie dzisiaj odświeżyłem sobie Konga Jacksona i muszę się zgodzić. Różnica jakościowa w scenariuszu, w grze aktorskiej, w rozpisaniu postaci, jak i samym sensie filmu i jego przesłaniu – jest kolosalna na korzyść produkcji z 2005 roku. Obecny Kong to w tych elementach inna liga. Natomiast jak ktoś szuka czystej akcji powinien przychylniej patrzeć na „Skull Island”.