Film „Jurassic World: Odrodzenie” (2025) – Gorzka recenzja

Kiedy trzy lata temu zaczynałem pisać recenzję części z podtytułem „Dominion” byłem święcie przekonany, że seria osiągnęła swój najniższy punkt i może być tylko lepiej. Kiedy dowiedziałem się, że kolejny film serii „Jurassic World: Odrodzenie” (w oryginale „Rebirth”) będzie reżyserował Gareth Edwards, nawet się ucieszyłem. Entuzjazm trochę opadł po pierwszym zwiastunie, ale gdzieś tam w serduszku nadzieja wciąż była żywa. Niestety, seans nowego filmu z uniwersum wykreowanego na kartach powieści Michaela Crichtona był nie tyle rozczarowaniem, co wręcz bolesnym doświadczeniem. Dlaczego? O tym szerzej piszę w poniższej recenzji.

  • Film Jurassic World: Odrodzenie
  • Tytuł oryginalny: Jurassic World: Rebirth
  • Premiera:
    1 lipca 2025 (kina na świecie)
    4 lipca 2025 (Polska – kina)
  • Reżyseria: Gareth Edwards

 

Film Jurassic World: Rebirth (2025) – Recenzja i Opinia na gorąco

 

Od akcji poprzedniej części upłynęło zaledwie pięć lat. Dinozaury, które w poprzedniej części radośnie hasały wśród ludzi teraz prawie całkowicie powymierały. Zostało ich tylko trochę w okolicach równika, gdzie mają w miarę komfortowe warunki do życia. W tym świecie przyszło żyć głównej bohaterce filmu, Zorze – odgrywanej przez Scarlett Johansson. Kiedyś była ona żołnierzem, teraz jest najemnikiem od „pozyskiwania” różnych trudno dostępnych rzeczy. Od przedstawiciela złej korporacji dostaje intratne zlecenie – musi pozyskać DNA trzech konkretnych gatunków, żeby chciwa korporacja mogła z ich wykorzystaniem zrobić lek na choroby serca i sprzedawać go za ogromne pieniądze bogaczom. Zora montuje więc ekipę i wyrusza w podróż, która się komplikuje…

Już sam zarys fabularny powiela schemat który widzieliśmy w „Zaginionym świecie” i „Upadłym królestwie”– ot, grupa ludzi wybiera się w miejsce zamieszkane przez dinozaury, żeby .. coś tam. W „Jurassic World: Odrodzeniu” mamy grupę wspomnianych już najemników oraz rozbitków uratowanych przez nich z katastrofy – ojca, dwie córki i towarzyszącego im chłopaka starszej z córek.
Nie będę więcej spoilerował, ale film jest stworzony pod tym względem dosłownie od linijki – nie ma w nim ani krzty oryginalności. Samo w sobie powielanie wyświechtanego schematu nie byłoby wielkim problemem – wszak w podobny sposób zrealizowany został chociażby „Obcy: Romulus”, który wyjątkowo przypadł mi do gustu. Tam wszystko było zwięzłe, bohaterów niewielu i wszyscy (no, może oprócz Navaro ;p) byli JACYŚ. W „Jurassic World: Rebirth” bohaterów mamy wielu, ale – tak po prawdzie – ich los był mi całkowicie obojętny i oprócz głównej bohaterki nie zapamiętałem nawet imion reszty. Są oni bowiem stereotypowi do bólu i po prostu nijacy. Nijacy zresztą jak i cała historia, kończąca się tak przewidywalnie i banalnie, że aż parsknąłem śmiechem na ostatniej scenie.
Nie pomaga również fakt, że w zależności od potrzeb scenariusza bohaterowie i dinozaury doznają porażenia układów wzrokowych i słuchowych. Dla równowagi napiszę jednak, że, kiedy scenariusz tak chce, to ten wzrok i słuch nagle robi się niesamowicie wyostrzony. Eh…

W kwestii aktorstwa napiszę tylko tyle, że film ciągnie sama Scarlett, i jest ona jedyną postacią w tym filmie, w której istnienie jestem w stanie uwierzyć. Reszta to robiące sztuczny tłum manekiny, mające w określonych momentach zrobić smutną, złą lub przerażoną minę. Mimo, że w produkcji pojawia się kilka scen, które mają nadać członkom ekipy Scarlett chociaż minimum głębi, to jest to jednak tak nieporadne i żałosne, że kojarzyły mi się z akcyjniakami klasy B z lat ’80. Z taką różnicą, że tam taka „papierowa głębia” była często zabawna, natomiast w „Odrodzeniu” po prostu smuci.

Negatywnie zaskoczył mnie poziom CGI, który jest niewiarygodnie wręcz niski. Są bowiem momenty, w których sceny nagrywane w studio przy użyciu „zielonego ekranu” wyglądają jak w trzecim (chyba) „Ant-Manie”. Tra-ge-dia. Dodatkowo, z jakiegoś powodu, projekty niektórych dinozaurów są gorsze niż w stareńkiej serii dokumentalnej „Wędrówki z Dinozaurami”. Ja rozumiem, że był to dokument, który starał się oddać te zwierzęta realistycznie, a JW to seria sci-fi, ale… No nie. Po prostu nie!
Goryczy dodaje również projekt… bo ja wiem… Jakiegoś dinozaura mutanta, który wygląda jak otyła królowa Ksenomorfów z głową delfina butlonosego…

W kwestii dźwięku nie zapamiętałem nic – oprócz tego, że od czasu do czasu w tle przygrywał znany i lubiany motyw muzyczny serii. Czyli było po prostu przyzwoicie.

Naprawdę, jestem zszokowany tym, jak bardzo słabo wyszło „Odrodzenie”. Przecież reżyser, Gareth Edwards, rozumie i lubi gatunek science-fcition. Dostarczył nam genialną interpretację “Godzilli” (2014), całkiem przyzwoitego „Łotra 1” (2016), ciekawą klimatycznie „Strefę X” (2010) czy ostatnio również przyzwoitego „Twórcę” (2023). To jest reżyser który potrafi robić filmy, ma smykałkę do łączenia epickości z intymnymi chwilami bohaterów. Nie mam pojęcia dlaczego tym razem stworzył taki filmowy koszmarek. „Dominiom” było filmem słabym, ale przynajmniej miało bohaterów, z którymi udało nam się zżyć przez lata. W nowej części JW nie ma po prostu nic…
Odradzam wizytę w kinie. Nawet w ramach opłacanego jakiegoś kinowego abonamentu kiedy wejście jest „za darmo”…

 

OCENA :

1/4 – Po prostu nie

Harap

 

 

Zapowiedź filmu Jurassic World Rebirth (2025)

Drugi trailer zaprezentowano 20 maja 2025 roku:

Pierwszy przedstawiamy poniżej:

 

Recenzja Jurassic Word: Dominion >>

Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę:
[Głosów: 4 Średnia: 5]
Komentarze (6)
Dodaj komentarz
  • rafal

    Dobry film , proponuje obejrzeć jeszcze raz ale zapomnieć o ty ze to Jurassic World. Ten film nie ma nic wspólnego z tamtymi poza 3 scenami .
    1 – w Nowym Jorku był dinozaur
    2 Cos tam gadali ze sa dinozaury i sie nimi ludzie znudzili .
    3 Na łodzi dziewczynka cos tam sugerowała ze mogą pływać jakieś stwory których ona nie lubi.
    Tak czy siak to na siłę dodane wstawki które maja łączyć ten film z innymi częściami ale jak dla mnie to samodzielna produkcja i nic nie ma wspólnego z Jurassic World poza marketingiem .

  • khamoon

    Moim zdaniem ten film wcale nie był tak zły, jak to internetowi recenzenci rysują. Do oryginalnego Jurassic Park oczywiście się nie umywa kompletnie, ale jest zdecydowanie lepszy, niż poprzednie dwie części. Znowu powrót do korzeni, egzotyczna wyspa, walka o przetrwanie. Dinozaury były całkiem fajne, wreszcie bardziej poprawne naukowo Spinozaury. Takie odmóżdżające efektowne widowisko bez wielkiego polotu, ale dostarczające rozrywki i może nawet warte zobaczenia na dużym ekranie. Mój syn natomiast (lat 11, wielki fan dinozaurów) był zachwycony.

  • mackar

    Non stop to samo-nawet dinosy te same-przecież było tych gadów od pierona a oni pokazują wciąż te same

  • chrumcio

    Fajnie by było jak by tam jakiś trybik zatrybił :)

  • chrumcio

    ” takich jak chociażby hybrydy czy mutacje dinozaurów” czyli nie wiele się zmieniło od poprzednich części :( nie nazwał bym tego jakoś specjalnie powiewem świeżości. Oczywiście obejrzeć obejrzę… tak jak poprzednie części. Obejrzane raz i styknie :)

    Ja tam czekam aż z tego filmu zrobią Postapo :)

    • Dr Gediman

      Wygląda na to, że teraz z mutacjami mocniej pojadą po bandzie,
      ale tak – film najpewniej na raz i wystarczy. Zobaczymy, może coś tutaj fajnie 'zatrybi’.
      Postapo – też chętnie bym zobaczył :)