Film „Monstrum” / „Colossal” (2017) – Recenzja

Film Monstrum (2017) – Fabuła / Opis

 

Główna bohaterka filmu Gloria (Anne Hathaway) jest alkoholiczką. Poznajemy ją, gdy traci pracę i zostaje wyrzucona z mieszkania swojego chłopaka. Postanawia zostawić swoje problemy w Nowym Jorku i wrócić do rodzinnego miasta, aby spróbować poukładać swoje życie. Tymczasem media donoszą o gigantycznym stworze, który zaatakował i niszczy Seul. Gloria stopniowo odkrywa, że jest w pewnym stopniu związana z tamtymi wydarzeniami. Musi ona szybko ustalić, dlaczego jej pozornie nieistotne istnienie, ma aż tak kolosalne znaczenie dla dalszych losów Seulu. Furtką do poznania prawdy uchyli dopiero uporanie się Glorii ze swoim demonami przeszłości.

 

  • tytuł: Monstrum
  • tytuł oryginalny: Colossal
  • premiera festiwalowa: 9 września 2016 (Toronto International Film Festival)
  • premiera kinowa: 7 kwietnia 2017 (USA)
  • reżyseria i scenariusz: Nacho Vigalondo
  • Zobacz zwiastuny >>

 

FILM COLOSSAL – RECENZJA / OPINIA

 

Zanim zacznę oceniać film „Monstrum” wspomnę o zamieszaniu, jakie powstało we wczesnej fazie jego produkcji. W jednej z pierwszych akcji promocyjnych filmu wykorzystano bowiem wizerunek gigantycznego robota Mazingera Z, który walczył z samą Godzillą. Wybuchła spora afera. Japońska wytwórnia TOHO musiała pozwać twórców z tytuły nielegalnego wykorzystania wizerunku ich kultowego potwora. Ostatecznie Godzilla nie pojawiła się w filmie.

Nie będę zapewne oryginalny, ale po obejrzeniu filmu godzillowe zapędy reżysera wydały mi się mocno przesadzone i wręcz niepotrzebne, zwłaszcza biorąc pod uwagę wielogatunkowość, jaką postanowił on nam zaserwować. Nie mogę wyzbyć się także wrażenia, iż monstrualnych rozmiarów potwór, zdobiący przedpremierowe plakaty i siejący chaos w zwiastunach, miał głównie za zadanie zwrócić uwagę sporej rzeszy publiczności na dzieło Nacho Vigalonda. „Colossal” bez krzykliwej i niestety wprowadzającej widza w błąd promocji, mogłoby przejść niezauważone przez ekrany, a tego oczywiście producenci chcieli uniknąć.

Wbrew zwiastunowym zapowiedziom i opisom podawanym przez dystrybutora, film Vigalonda nie jest zatem przeładowaną akcją komedią z potworem na pierwszym planie. Przez cały seans, ani razu się nie uśmiechnąłem. Reżyser postawił bowiem na nietypową mieszankę dramatu, filmu obyczajowego, science-fiction i monster-movie.
W założeniu film „Monstrum” jest jednak przede wszystkim dramatem, który szczególnie skupia się na przeżywanym przez główną bohaterkę załamaniu nerwowym, wywołanym pośrednio traumatycznym przeżyciem z dzieciństwa oraz alkoholizmem.

I w tym momencie zaczyna się główny problem w odbiorze tej produkcji.

W założeniu reżyser bardzo chciałby, aby widz podążał za alegorycznym przekazem i usilnie szukał dwuznaczności w niemal każdej scenie filmu, ale jednocześnie trąci myszką elementy filmowego rzemiosła, które miałyby nas popchnąć do tego ruchu.
Mocno kuleją bowiem gra aktorska (z Anne Hathaway na czele) oraz dialogi między postaciami, które nie wzmacniają napięcia, nie wzniecają u widza emocji, ani nie sugerują ukrytego przekazu i istnienia drugiego dna. Z kolei postacie przedstawione są w niezwykle płytki sposób. Relacje między nimi są aż nadto infantylne, a zwroty akcji ściśle z nimi związanymi są wręcz naiwne.
Nie wiem na ile będzie to subiektywna opinia i ilu z Was podzieli moje zdanie, ale postać Glorii jest wyjątkowo odpychająca. Hathaway chyba pierwszy raz w swojej karierze „udało się” stworzyć postać, która w żadnym stopniu nie wzbudza sympatii widza. Gloria nie ma w sobie jakichkolwiek cech, który powodowałyby, że widz chciałby jej dopingować w prywatnych zmaganiach. Czy taki był celowy zamysł reżysera i aktorki?

Film od strony warsztatu zrobiony jest bardzo przeciętnie, jakby od niechcenia przez wszystkie osoby związane z jego produkcją, zaczynając od aktorów i kompozytora ścieżki dźwiękowej, a kończąc na specach od efektów i oczywiście reżysera-scenarzystę w jednym. Przez cały seans filmu nie natrafiłem na żadną scenę, czy zwrot akcji, które byłyby elementem kulminacyjnym, przysłowiowym uderzeniem w twarz, po którym chciałbym zawołać – „zaraz, zaraz, co to było, dlaczego, jak to się stało?!”.
Gdzieś zatem zapodział się impuls dla widza, aby ten zaczął traktować „Colossal” niedosłownie i więcej niż powierzchownie.

Jak film nie wzbudza we mnie emocji, ani nie rodzi ciekawości, ciężko mi się zmusić do drążenia tematu „co autor miał na myśli”. Niestety, gdy nie będziemy próbowali doszukać się „drugiego dna”, film „Monstrum” staje się wyjątkowo przeciętną oraz przekombinowaną produkcją, cierpiącą na przerost formy nad treścią równie wielką co plakatowy potwór.

Film jednak zyskuje, gdy zaczynamy się nad nim zastanawiać (zrobiłem to jednak tylko i wyłącznie na potrzeby tej recenzji, wielu z czytelników nie będzie miało takiej motywacji). Jak już zaczniemy drążyć temat, niebezpiecznie ocierając się o nadinterpretacje i usilne tzw. „dorabianie ideologii”, to film „Colossal” staje się nawet ciekawym polem doświadczalnym dla naszej wyobraźni oraz studium problemów psychologicznych głównej bohaterki.

Dla mnie ten film nabiera sensu tylko wówczas, gdy sprowadzę wszystko, co obserwujemy w rodzinnym miasteczku Glorii oraz w Seulu, łącznie z pozostałymi postaciami, do obrazów i zdarzeń dziejących się jedynie w głowie głównej bohaterki, która zmaga się z poważnym załamaniem nerwowym i całą masą wewnętrznych problemów. Nie mówię tutaj jedynie o alkoholizmie, ale o demonach przeszłości i głęboko zakorzenionych kompleksach.

W takiej interpretacji zarówno tytułowe Monstrum, jak i postacie psychopatycznego Oscara, upośledzonego Joela i uzależnionego Gartha, nabierają głębszego, uniwersalnego znaczenia, stanowiąc mroczną cząstkę osobowości Glorii, która kryje się także w każdym z nas. W takim rozumieniu film staje się pewną formą przestrogi związanej z uzależnieniami i niebezpieczeństwami, które drzemią we wnętrzu każdego człowieka.

Można mieć jednak uzasadnione wątpliwości, czy alegoryczna forma wybrana przez reżysera była dobrym pomysłem. Czy czasem nie był to strzał w kolano? Niejednoznaczny wątek został bowiem umieszczony bez polotu, wielce naiwnie, zbyt infantylnie i niewiarygodnie, w dodatku przy akompaniamencie mdłej, pozbawionej charyzmy i mało przekonującej gry aktorskiej.
W fabule jest zbyt wiele błędów logicznych i niedopracowanych szczegółów, jak chociażby brak ewakuacji rejonów Seulu, w których notorycznie i zawsze o tej samej godzinie pojawia się potwór. Tak, wyobraźcie sobie, że za każdym razem wybucha panika, a ludzie są zaskoczeni i uciekają w popłochu. A to tylko czubek góry lodowej nielogiczności.

Z powodu wymienionych wyżej wad nie mogę Wam niestety polecić tego filmu. Niemniej ze względu na duże znaczenie subiektywnej interpretacji każdego widza, nie chcę go kategorycznie odradzać. W powyższej recenzji dostarczyłem argumentów, które pozwolą każdemu z Was zdecydować, czy definitywnie odpuścicie film, czy też dacie mu szansę i spróbujecie interpretować go po swojemu. Pole do popisu jest bowiem tutaj spore.

 

OCENA :


Dr. Gediman

 


źródło foto: www.imdb.com/title/tt4680182/mediaindex?ref_=tt_pv_mi_sm

Zwiastun / Trailer


Zobacz także:

Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę:
[Głosów: 5 Średnia: 5]
Komentarze (0)
Dodaj komentarz