Film „Armie Marsa” (Crimson Force, 2005) – recenzja

  • Tytuł polski: Armie Marsa
  • Tytuł oryginalny: Crimson Force
  • Rok premiery: 2005
  • Reżyseria: David Flores
  • Czas trwania: 92 min.

 

Film Armie Marsa (Crimson Force, 2005) – Recenzja / Opinia

Mars od zawsze fascynował tak filmowców jak i ludzi nauki. Naukowcy interesują się nim ze względu na jego położenie w układzie słonecznym i warunki panujące na powierzchni. Dzięki temu jest to też prawdopodobnie najlepiej zbadana przez ludzkość planeta, pomijając Ziemię rzecz jasna. Natomiast twórcy szeroko pojętej kultury uczynili Marsa „domem” pierwszych obcych – nie bez powodu synonimem słowa ‘kosmita’ jest ‘marsjanin’.

Mieszankę mitów i pseudonaukowych teorii na temat Marsa wykorzystali scenarzyści filmu „Armie Marsa” – Thomas P. Vitale i Rob Mecarini. Sfilmowania ich skryptu podjął się David Flores, który wcześniej w swoim dorobku miał tylko produkcję ‘Boa kontra Pyton’, o której jakości może świadczyć już sam tytuł.

Fabularnie, o dziwo, film „Crimson Force” trzyma się kupy w kontekście podjętej konwencji. Ziemski rząd wysyła ekipę badawczą w celu wyjaśnienia dziwnej aktywności energetycznej na Czerwonej Planecie. Na miejscu okazuje się, że za emanacją energii stoi marsjańska cywilizacja. Po drodze okazuje się, że nie każdy jest tym, na kogo wygląda, królowa Marsjan kręci srogą intrygę, a członkowie załogi muszą podjąć decyzję, po której stanąć stronie … Nie chcę pisać za dużo, żeby za mocno nie spojlerować, ale naprawdę, oglądając ten film byłem zdzwiony jak bardzo spójna (jak na klasę produkcji oczywiście) jest historia w nim przedstawiona.

Niestety, znośną fabułę pogrąża realizacja. Efekty specjalne i scenografia w filmie są po prostu koszmarne. Film „Armie Marsa” wyprodukowano w 2005 roku (czyli wtedy, kiedy „Zemstę Sithów” czy, bliższe budżetowym produkcjom „Serenity”) ale w kwestii CGI ustępuje nie tylko ówczesnym filmom, ale nawet trzeciej części gry „Doom”, wydanej rok wcześniej na PC i również przedstawiającej marsjański krajobraz. Animacje komputerowe w tym filmie to totalna porażka, i nie mogę znaleźć nawet jednej rzeczy, która zasługiwałaby nawet nie na pochwałę, ale na brak zganienia.

Również wspomnianej scenografii należy poświęcić kilka zdań. Po pierwsze – zamieszkane przez Marsjan „lokale” wyglądają jak żywcem wyciągnięte z jakiegoś „Króla Skorpiona” albo innego „Conana”. Serio, nie ma w tym ani słowa przesady. Nie wiem jak to możliwe, że niesamowicie zaawansowana technologicznie cywilizacja mieszka w wydrążonych w skale ziemiankach i do walki używa laserowych dzid (sic!), a jej członkowie ubierają się w jakieś lniane piżamy. Mało tego, żyją oni w takiej ascezie, że nawet w swoich mieszkaniach nie mają nic co mogłoby sugerować, że są na wyższym stopniu zaawansowania technicznego niż ludy żyjące kilka ładnych tysięcy lat temu w dorzeczu Tygrysu i Eufratu. No nie, po prostu nie, scenografia jest nie do przyjęcia.

Wisienką na torcie w filmie „Armie Marsa” jest zabieg medyczny, przy którym dowolny zabieg cyrulika pracującego przy oblężeniu twierdzy Kłodzko to augmentacja ciała na poziomie „Deus Ex” czy innego „Hardwired”.

Ale może i to byłoby do przełknięcia, gdyby nie koszmarne aktorstwo. Założę się, że dowolny Czytelnik AlienHive wypadłby znacznie lepiej na planie „Crimson Force” niż pracujący przy filmie „aktorzy”. Emocje nimi targające są odegrane w sposób, którego nie powstydziłby się „Scary Movie”. Szczególnie królowa Marsa jest w swej przebiegłości i nikczemności tak wiarygodna jak wiedźma Scylla z teleturnieju „Hugo”. O reszcie nie ma co wspominać – byłbym w stanie uwierzyć, że to po prostu grupa ludzi, która niechcący dostała się na plan i zaczęła dla żartów parodiować pracę prawdziwych aktorów. Widziałem sporo niskobudżetowych filmów, ale tak ignorujących swoją robotę (albo pozbawionych umiejętności) ludzi widywałem bardzo rzadko.

Kilka słów podsumowania – nie wiem, czy w przypadku filmów o budżecie dwóch kajzerek i kubeczka jogurtu można mówić o zmarnowanym potencjale. Jednak fabułę tej produkcji można było wykorzystać do stworzenia może nie hitu, ale znośnej produkcji klasy „B”. Ale niestety, ze względu na technikalia wyszedł obraz klasy, w najlepszym wypadku, „D”.
Film „Armie Marsa” dostępny jest na platformie Netflix, także jeśli ktoś ma wykupioną subskrypcję i jest żądny niskobudżetowych wrażeń, może zapoznać się z recenzowanym „dziełem”. Reszcie odradzam, szkoda czasu.

OCENA :


Harap

 

 

Zwiastun / Trailer

O dziwo w przypadku tej produkcji nie udało się znaleźć jakiegokolwiek zwiastuna dostępnego online.
Zamieszczamy zatem skróconą wersję filmu z .. niemieckim dubbingiem… Na szczęście pełną wersję w oryginalnym języku można obejrzeć obecnie na Netflix.

Recenzje filmów SF >>

 

Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę:
[Głosów: 4 Średnia: 5]
Komentarze (1)
Dodaj komentarz
  • chrumcio

    Aż se obadam to cudo… widziałem masę filmów z Marsem, ale tej produkcji nie kojarzę.