Film „Niech się stanie” (Come True, 2020) – koszmary na jawie? [recenzja]
- Tytuł: Niech się stanie
- Tytuł oryginalny: Come True
- Premiera:
30 sierpnia 2020 (Kanda – Fantasia International Film Festival)
1 grudnia 2020 (Polska – Splat! Film Fest online)
12 marca 2021 (USA) - Reżyseria: Anthony Scott Burns
- Zwiastun ⇓
Film „COME TRUE” (2020) – Fabuła / Opis
Napięta sytuacja w domu zmusza 18-letnią Sarę (Julia Sarah Stone) do unikania tego miejsca za wszelką cenę. Wkrótce decyduje się odpowiedzieć na ogłoszenie, w którym szukani są ochotnicy do eksperymentalnego programu badania snu. Nareszcie bohaterka uzyskała potrzebną przestrzeń do odpoczynku, a dodatkowo możliwość uporania się z dręczącymi ją niepokojącymi snami. Sarah stopniowo zacznie jednak uświadamiać sobie istotę badań, które będą wiązać się z koszmarnym zagłębieniem się w głąb jej umysłu…
FILM „NIECH SIĘ STANIE” (2020) – RECENZJA / OPINIA
Lubię współczesne kanadyjskie kino science-fiction m.in. za kameralną formę, spokojny sposób prowadzenia narracji i przede wszystkim za dobre pomysły, które zasłaniają ewentualne braki w formie (niech za przykład posłuży interesujący „Promień” z 2017 roku).
Jednak film „Come True” nie tylko jest lepiej wykonany, ale i znacznie bardziej przekonująco zagrany niż wspomniany wyżej tytuł.
Film w reżyserii Scotta Burna to dość mroczne dzieło z pogranicza horroru i sci-fi, który dotyka intymnej sfery każdego człowieka – snów. Tematyka po części poruszana już m.in. w „Incepcji” czy niedawnej „Komie” (tutaj pomysł roztrwoniony), ale w „Niech się stanie” twórcy podeszli do tematu w zdecydowanie bardziej kameralny i mniej efektowny sposób, a mimo to całość bardziej niepokoi niż oba wspomniane tytuły razem wzięte i to nie tylko zasługa podejmowania tematu koszmarów sennych.
Inspiracją dla powstania filmu „Come True” było wiele przypadków osób doświadczających paraliżu sennego, bezsenności czy też współdzielenia sennych wizji w postaci wyczuwania obecności jakiejś osoby/istoty skrywającej się w cieniu.
Nie przytoczę teraz źródła, ale swego czasu natknąłem się na opis amerykańskich badań, podczas których poprzez pobudzanie elektrodami precyzyjnie dobranych partii mózgu, naukowcom udało się u części badanych uzyskać opisany wyżej stan wyraźnego odczuwania czyjejś obecności. Możliwe, że twórcy również nieco inspirowali się tymi badaniami, gdyż filmowym naukowcom udaje się wzmocnić doznania senne badanych, prześladowanych przez istotę/istoty w postaci tajemniczych cieni.
W filmie „Niech się stanie” należy wyróżnić bardzo dobry występ młodziutkiej Julii Sary Stone, która w swojej grze przemyciła sporo cierpienia i wewnętrznego bólu, znacznie wzmacniając emocjonalny przekaz produkcji i czyniąc go osobistym, niemal jak autobiografia.
Najmocniejszą stroną tego kameralnego filmu jest jednak hipnotyzująca atmosfera, tworzona m.in. poprzez estetyzm i zmysłowość obrazu. Ogromną rolę odgrywa tutaj doskonale dobrana paleta barw i skrupulatnie przemyślane kadrowanie. Smaczku dodają dość niepokojące senne sekwencje, krótkie, ale bardzo mroczne, odrealnione, niczym faktycznie wyjęte z czyich sennych wizji.
Całe tło rozgrywania się wydarzeń, rodem z lat 70-tych i 80-tych poprzedniego wieku, wzbogaca obraz sentymentalnym przekazem i dodatkowo odrealnia odbieraną rzeczywistość, jakbym miał do czynienia z dalekim wspomnieniem, bez detali, które teraz staram sobie przypomnieć. W kreowaniu specyficznej atmosfery niewiarygodnie istotna jest ambientowa muzyka z wyraźnymi motywami retrowave, wykonana przez Pilotpriest oraz Electric Youth.
W filmie nie zabrakło scen mocno ujmujących, gdzie atmosferę można jeść pełnymi łyżkami!
Film „Niech się stanie” to inteligentny thriller i jedna z tych produkcji, od której nie można się oderwać podczas seansu. Z dużą łatwością złapałem klimat i brnąłem w głąb fabuły, pochłaniając kolejne elementy tej nietypowej układanki i będąc niezmiernie ciekaw kolejnych zwrotów akcji. Trhiller trzyma mocno uwagę widza i niejednokrotnie ten uścisk zaciska. W tym elemencie film wypada wręcz bardzo dobrze zwłaszcza gdzieś do 2/3 czasu trwania. Im więcej jednak już wiemy, tym napięcie zaczyna się za mocno rozpraszać, a zaproponowane rozwiązania stają się może nadmiernie banalne (tutaj wiele zależy od indywidualnego odbioru). W końcowym akcie wielu z Was może poczuć rozczarowanie niezbyt oryginalnym rozwiązaniem dla bardzo dobrze rokującego, tajemniczego pomysłu.
W moim przypadku końcówka nie zmieniła ogólnie bardzo dobrego odbioru tej produkcji. To absolutnie film warty poświęcenie na niego czasu. Niejednokrotnie Was zaskoczy i wielokrotnie zahipnotyzuje atmosferą. Po napisach końcowych będziecie również mieli o czym myśleć, gdyż „Come True” nie podaje wszystkiego na tacy i pozostawia wiele do interpretacji przez widza.
W tym roku film zaliczył kilka festiwalowych pokazów, osobiście obejrzałem go w ramach Spat! Film Fest. Szersza dystrybucja przewidziana jest na marzec 2021 roku, kiedy to film będą mogli obejrzeć widzowie w USA. Na razie nie ma informacji kiedy i w jakiej formie produkcja trafi do szerszego grona odbiorców w Polsce.
Trailer / Zwiastun

No ja też. Może poza kolarstwem