Film „Logan” (2017) – Recenzja
Trendsetterzy rodem z Marvel Studios powinni przyhamować swoje monopolistyczne zapędy, bowiem niedoceniana konkurencja w postaci Fox Studios po raz kolejny pokazała pazur. W zasadzie sześć… I to z niezniszczalnego metalu. Film „Logan” to jedna z najciekawszych produkcji prezentujących koloryt i dynamikę świata komiksu o superbohaterach, który ma różne oblicza.
Twórcom filmu udało się uniknąć popadania w zbędną sztampę, przy zachowaniu dość dużego poziomu różnorodności scen i bohaterów, z jednoczesnym utrzymaniem poważnego charakteru całości, z mocnym naciskiem na podsumowanie pewnej epoki. Zapraszam do pełnej recenzji!
- tytuł: Logan
- tytuł roboczy: Wolverine 3
- premiera: 3 marca 2017 (Polska); 1 marca 2017 (świat)
- reżyseria: James Mangold
- scenariusz: David James Kelly, Michael Green, James Mangold
Fabuła / Opis
Przenosimy się do niedalekiej przyszłości, gdzie spora część X-Menów odeszła, a reszta powoli staje się zaledwie wspomnieniem. Logan stopniowo zatraca swoje możliwości regeneracji ciała, a profesor Charles Xavier zmaga się z Alzheimerem.
W życiu starzejących się X-Menów pojawia się młoda Laura Kinney, klon i damski odpowiednik Wolverina. Popularny Rosomak będzie musiał zaryzykować wszystko, aby spróbować uratować ostatnią nadzieję na przetrwanie mutantów – grupę dzieci, którym udało się zbiec z laboratorium.
Recenzja filmu „Logan”
Tempora mutantur et nos mutamur in illis.
Czasy się zmieniają, a my zmieniamy się wraz z nimi.
X-Men – kto ich nie zna? Kolorowy świat mutantów o nadnaturalnych mocach, którzy pobłogosławili nasze życia setkami komiksów, jak również licznymi filmami wypuszczanymi przez Fox Studios na przestrzeni prawie dwóch dekad. Seria ta wyrobiła sobie niesamowicie silną markę. Do panteonu filmów o profesorze Xavierze i spółce dołączył kolejny, trzeci z kolei film o postaci Wolverine’a, wdzięcznie zatytułowany „Logan”.
Twórca „The Wolverine” sprzed paru lat powrócił w naprawdę wielkim stylu. Od dłuższego czasu liczyłem na zupełnie nowy film o przygodach samotnego X-Mena, więc w pełni zaspokojono mój głód tym niezwykle sycącym daniem. Film „Logan” to zamknięcie etapu, ponieważ w obrazie tym,odtwórca głównej roli – Hugh Jackman, żegna się z widzem, po raz ostatni wcielając się w postać Wolverine’a.
Reżyser James Mangold obdarzył świat ciekawym dziełem, w którym chłód miesza się z ciepłem, a emocje indywidualnego, jak i zbiorowego odbiorcy przed ekranem, tańczą w takt muzyki wygrywanej przez losy tytułowego bohatera. Twórcy filmu znaleźli sposób jak nie zanudzać odbiorcy, serwując dla odmiany coś innego, jednak oscylując wokół komiksowych klimatów.
źródło: collider.com/logan-ending-explained/
Obecny natłok komiksowych produkcji sprawił, że całość stała się dość homogeniczna. Większość tytułów, gdy zestawimy je razem, zdaje się bowiem nie tryskać zbytnio indywidualizmem, choć powinny być to tylko pozory, skoro każdy z osobna tworzy przecież odrębną historię. Powtarza się tutaj masa stosowanych od lat patentów. Z tymi tematami jest jednak dla fanów trochę jak z ulubioną czekoladą – niby ciągle to samo, ale smakuje praktycznie zawsze.
W czasach, kiedy w branży ekranizacji komiksowych zdecydowanie skręcono w kierunku masówki dla całych rodzin, należy szczególnie docenić wejście do kin „Logana”. Film podoba mi się nie tylko dlatego, że jestem miłośnikiem ekranizacji komiksowych. Moim zdaniem film wygrał bowiem walkę z wszechobecnym kierowaniem filmów do każdego możliwego odbiorcy (niskie kategorie wiekowe), co przekłada się na pewne spłycanie niektórych elementów komiksowego i filmowego medium.
W ramach kategorii R, Mangold w „Loganie” szczodrze podrzuca wygłodniałym fanom brutalnych scen akcji kolejne kawały krwistego mięsa. Trzeba przyznać, że apetyt rośnie już po pierwszej ze scen, gdzie Wolverine, styrany życiem i ułomnościami swojego niemłodego już organizmu, stara się odeprzeć atak rednecków. Oczywiście wychodzi z tej potyczki zwycięsko, ale nie bez szwanku. To już nie ten Wolverine co kiedyś.
Dalsze, bardzo sprawnie nakręcone sceny akcji i walk również są w stanie sprostać wygórowanym oczekiwaniom miłośników juchy w komiksowym stylu. Na Logana czyhają bowiem Reavers, oddział cybernetycznie zmodyfikowanych żołdaków na usługach korporacji Transigen, a także ktoś jeszcze, czego jednak nie będę zdradzał.
Film ten ma niezaprzeczalną historyczną wartość. Upłynęło aż 17 lat odkąd Hugh Jackman rozpoczął swoją aktorską przygodę z postacią Wolverine’a i światem mutantów. Oznajmiając światu podczas Comic Conu, że „Logan” będzie jego ostatnim występem w tej roli, przyśpieszył tylko moment, który musiał nastąpić – nic nie trwa wiecznie.
Seans filmu uświadomił mi, że nie mogłem sobie wymarzyć lepszego pożegnania z tą postacią.
Doszło również do mnie, że musiałem czekać aż tyle lat na naprawdę porządny film o Rosomaku. Wcześniejsze próby przeniesienia Wolverine’a na płaszczyznę solowych filmów były przecież albo wielkim nieporozumieniem („X-Men Origins: Wolverine”), albo zaledwie dobrym, ale nie do końca udanym przedsięwzięciem („The Wolverine”). Warto nadmienić także, że „Logan” to udane spięcie klamrą przygód X-Menów, których w tym filmie ostała się zaledwie garstka.
źródło: catholicphilly.com/2017/03/us-world-news/culture/movie-review-logan/
Na przestrzeni lat wielokrotnie mieliśmy okazję widzieć wzloty i upadki rozmaitych aktorów. Wielokrotnie niektórzy z nich pojawiali się jako ciekawi „zapełniacze” w erze swojej zwyżkowej popularności, po czym przemijali szybciej niż ślad po lekkim uszczypnięciu. Niewielu natomiast potrafi utrzymać się w czubie od lat w taki sposób, w jaki czyni to Hugh Jackman. Trzeba przyznać jedno: ten człowiek urodził się, być grać postać Wolverine’a. Podobnie jest z partnerującym mu na ekranie Patrickiem Stewartem, którego obecność dodaje bonusowych punktów do niesamowitości obrazu.
Czy jest coś lepszego od duetu Wolverine-Xavier? Jest – duet Wolverine-Xavier, który krwawi, starzeje się, ulega słabościom własnego ciała i mutacji, przeklina i próbuje pogodzić się z nieugiętym losem.
Hugh Jackman i Patrick Stewart dzięki rolom w serii „X-Men” stali się z miejsca bohaterami komiksowo-filmowej młodości wielu miłośników tego gatunku. To głównie dzięki nim X-Men przedostali się do zbiorowej świadomości widzów z całego świata. Nie oszukujmy się – patrząc wstecz lwia część fanów tych filmów oczekiwała w nich pojawienia się trzech postaci: Xaviera/Profesora X, Magneto oraz przede wszystkim Wolverine’a. Reszta obsady, mimo kolorytu ich postaci, zwykle zdawała się być dodatkiem.
Inny, być może najważniejszy powód przemawiający za wyjątkowością tego trio, to również indywidualne odczucia i wspomnienia z nim związane. Wszystkie trzy postaci mają tragiczną przeszłość i każda z nich obrała własną ścieżkę, choć na szczęście dla świata, drogi Xaviera i Logana spotkały się w szkole w Westchester.
Obserwowanie ich na ekranie to czysta przyjemność. W „Loganie” zadbano, by pokazać trudy i znoje, jakie przeszli oni przez te wszystkie lata wspólnej walki i zwykłego życia, co podkreślono przerzuceniem akcji do przyszłości (2029 rok).
Mamy tu Logana i Xaviera, którzy zestarzeli się i już im nie w głowie ratowanie świata od zagrożeń typu Magneto i Apocalypse. Logan walczy z własnym ciałem, które zaczęło szwankować z uwagi na umieszczony w nim stop adamantium. Ten najtwardszy metal na świecie zatruwa mu ciało i stopniowo odbiera szczególną cechę, czyniącą z niego tak skutecznego wojownika. Jego ciało zdobi mapa blizn i ran.
źródło: www.imdb.com/title/tt3315342/?ref_=nv_sr_1
W ciężkiej sytuacji jest również Xavier. Niegdyś rześki przywódca X-Men, prowadzący szkołę dla „uzdolnionych”, teraz będący starym kaleką, któremu kontakt z rzeczywistością uniemożliwia demencja oraz powracające ataki związane z jego telepatycznymi umiejętnościami. W związku z nimi stał się on zagrożeniem dla otoczenia.
Logan, chcąc chronić innych, postanowił zająć się profesorem, przewożąc go na odludzie, gdzie miał wyczekiwać swojego końca. Los faszerowanego farmakologią Xaviera w pełni zależy od jego byłego ucznia, a ten próbuje przeżyć, stymulując się alkoholem i pracując jako szofer limuzyny.
Takie przedstawienie kultowych postaci stanowi zaprzeczenie ich wcześniejszego wizerunku bohaterów zdolnych ratować świat od zagład i wrogich sił.
Aktorski duet uzupełnia również kilka innych osób. Mamy więc brytyjskiego aktora Stephena Merchanta, który gra Calibana. Jest to mutant-albinos, który ma nie po drodze z promieniowaniem słonecznym (jego skóra doznaje natychmiast poparzeń). Jego zdolnością jest wykrywanie innych mutantów. To kolejna ciekawa postać ze smutną przyszłością i teraźniejszością, dobrze oddana grą aktorską Stephena.
źródło: collider.com/logan-ending-explained/#images
Mamy również nową postać w świecie X-Men: X-23. Mutantka, grana przez młodą (bo 11-letnią) Dafne Keen, jest żeńskim klonem Wolverine’a, „wyprodukowanym” przez złowrogą korporację Transigen z DNA naszego bohatera. Przyznam, że obsadzenie bardzo młodej aktorki w tej roli okazało się to strzałem w dziesiątkę.
Dafne odegrała milczącą, dziką mutantkę prawidłowo, a zarówno sceny akcji z jej udziałem, jak i spokojniejsze momenty, pokazują jej kunszt i rokują dobrze na przyszłość. Dość powiedzieć, że jest jednym z jaśniejszych punktów tego filmu. W morderczym duecie z Loganem stanowią siłę wręcz nie do powstrzymania. Podczas oglądania poszczególnych scen akcji, nie sposób nie podziwiać Logana i X-23 za niebywałą lekkość z jaką posługują się swoimi fizycznymi atutami.
Oczywiście jak są bohaterowie, to muszą być również i przeciwnicy. Tutaj mamy złowieszczą korporacje Transigen, reprezentowaną przez doktora Zandera Rice (Richard E. Grant) oraz grupę Reavers, cybernetycznych najemników polujących na mutantów, którymi przewodzi Donald Pierce (Boyd Hoybrook).
Jeśli chodzi o obu, to zdecydowanie bardziej do gustu przypadł mi złoczyńca grany przez Hoybrooka – aktora znanego najbardziej z popularnego serialu „Narcos”, po którym zyskał więcej atencji i angażów w świecie seriali i filmów. Jego Donald Pierce to poprawnie zagrany kawał bydlaka, który za wszelką cenę chce dopaść swoją zwierzynę.
Co do postaci doktora z Transigenu, przebywał na ekranie zbyt krótko, abym mógł jakkolwiek związać się z jego osobą.
Mamy również trzeciego nemesis, jednak opisanie go tu byłoby spoilerem dla osób, które nie obejrzały jeszcze filmu.
źródło: www.imdb.com/title/tt3315342/?ref_=nv_sr_1
Wspominani w filmie bardzo zdawkowo X-Meni są zaledwie pretekstem do ukazania najpotężniejszej siły na świecie – przemijania. Właśnie takie filmy chcę oglądać. Jeśli trzeba i jeśli jest to powodowane fabułą – bohaterowie klną i krwawią. Jeśli jest to konieczne – podejmują trudne decyzje, włącznie z zabijaniem.
Jak widać po tej produkcji, sygnowane kategorią R ekranizacje komiksowe wciąż mają sporo do powiedzenia. Zostało to zweryfikowane i potwierdzone przez, świetny moim zdaniem, film „Watchmen”, który mógł wyjść tylko w kategorii kierowanej do dojrzałego widza.
Kategoria R również w „Loganie” jest nie bez znaczenia. W końcu film o facecie, który ma metalowe szpony i robi z nich użytek wobec oprychów, nie może obyć się bez krwi i brutalności.
Loganowi filtrowanemu przez lata kategorią PG-13, odjęło nieco punktów popularności u fanów. Ponadto dla niektórych grzebanie w zdawałoby się dawno zakończonym temacie, jakim jest swoista dekonstrukcja superbohatera, pewnie nie ma najmniejszego sensu.
Na szczęście są wciąż ludzie, którzy sądzą, że komiksiarze (i nie tylko oni) potrzebują powrotu do lat 80-tych. Dla tych, którzy nie załapali się na to całe szaleństwo filmowej brutalności mojej ulubionej dekady ubiegłego wieku, film „Logan” jest idealną okazją do zapoznania się z klimatem tamtych czasów.
Niektórzy zapewne odzwyczaili się już od tego typu produkcji dawno temu. Jednak ci, którzy wciąż mają niepohamowany apetyt na starą dobrą kategorię R, w dodatku w komiksowych szatach (i to samego Marvela!) będą w pełni usatysfakcjonowani nowym „Wolverinem”. Dla wyjadaczy to świetna okazja do przeżycia tamtego szału na nowo po długich latach posuchy.
źródło: collider.com/logan-ending-explained/#images
Uzasadniona fabularnie brutalność oraz ponury i dojrzały klimat, w którym poza paroma momentami próżno szukać wesołości i lekkości znanej ze świata Avengers, składają się na niepowtarzalny, oryginalny film, który zdecydowanie nie jest skierowany do młodszego odbiorcy.
Film ten pojawił się w momencie, kiedy cała szuflada mroczniejszych i intensywniejszych odmian komiksów (w tym przypadku spod znaku superbohaterów) od dawna prosi się o rewitalizację i swoisty powrót do podstaw.
Współczesny świat filmów o komiksowych superbohaterach (bądź antybohaterach) potrzebuje równie bezpretensjonalnych, a zarazem inteligentnych i wciągających filmów, jak „Logan”, zrobionych z polotem, bez niepotrzebnego epatowania krwią, wulgaryzmami czy brutalnością. To idealna odtrutka na współczesne czasy zdominowane przez ilość. Całość, poza paroma elementami, ogląda się wręcz jak niekomiksową pozycję.
Ponadto, poza wątkiem mutantów, mamy też silne elementy sci-fi. Film osadzono bowiem w 2029 roku, by pokazać nam dystopijną przyszłość – świat, gdzie korporacje mają pełny wpływ na to, co jemy, gdzie drogi przemierzają w pełni zautomatyzowane ciężarówki bez kierowców, a cybernetycznie wzmocnieni ludzie oraz eksperymenty na zwykłych przedstawicielach populacji oraz mutantach są na porządku dziennym. Poza tymi elementami, to świat taki, jak nasz, co dodaje obrazowi wiarygodności.
źródło: www.imdb.com/title/tt3315342/?ref_=nv_sr_1
Trzecia odsłona serii „Wolverine” to produkcja wielokrotnego użytku, bowiem można wracać do niego wiele razy bez obawy, że nam się sprzykrzy.
Owszem, są rzeczy, które mogę zarzucić temu filmowi. Momentami spodziewać należy się kilku dłużyzn, jednak podyktowane są one fabułą i konwencją filmu drogi.
Niektórzy mogą również wypomnieć mu przesadną brutalność – i rzeczywiście, czerwona posoka leje się tu litrami na lewo i prawo, a różne części ciała szybko tracą kontakt z resztą oponentów tytułowego mutanta.
Mimo to, oglądając ten film nie starajcie się nawet doszukiwać wad tam, gdzie ich nie ma. Mangold i spółka starali się jak tylko mogli, by nie dać nawet nikomu takiej możliwości. Ewentualne minusy filmu są do wybaczenia, szczególnie gdy zostaną skonfrontowane z dobrze zrealizowaną całością.
Bez cienia wątpliwości mogę powiedzieć, że „Logan” to jeden z najlepszych filmów z gatunku ekranizacji komiksowych/superhero, na jakim położyłem oczy; bogaty we wiele niezbędnych temu gatunkowi składników, stojący ramię w ramię z perełkami pokroju „Batman”, „Batman Begins”, „Watchmen”, czy jedną z nowszych produkcji – „Deadpoolem”.
Nie ma co ukrywać, że dla osób zafascynowanych komiksem, szczególnie amerykańskim, z naciskiem na etykietkę „superhero”, komiksy o X-Men to pozycja ważna. Film puszcza oko w stronę samych komiksów o X-Men, bowiem Laura/X-23 miała ich trochę w swoim posiadaniu. Same historie zawarte na papierowych stronach są sarkastycznie i dość gorzko komentowane przez sportretowanego w nich Logana. On odżegnuje się jednak od ich historii, przebiegu i kolorowego trykociarstwa.
źródło: www.imdb.com/title/tt3315342/?ref_=nv_sr_1
Trendsetterzy rodem z Marvel Studios powinni przyhamować swoje monopolistyczne zapędy, bowiem niedoceniana konkurencja w postaci Fox Studios po raz kolejny pokazała pazur. W zasadzie sześć… I to z niezniszczalnego metalu. Moim zdaniem film „Logan” to jedna z najciekawszych produkcji prezentujących koloryt i dynamikę świata komiksu o superbohaterach, który ma różne oblicza.
Mogło być kiczowato, a wyszło bardzo dobrze. Twórcom filmu udało się uniknąć popadania w zbędną sztampę, przy zachowaniu dość dużego poziomu różnorodności scen i bohaterów, z jednoczesnym utrzymaniem poważnego charakteru całości, z mocnym naciskiem na podsumowanie pewnej epoki.
Jak już wspomniałem, „Loganowi” nie można odmówić sporej wartości historycznej, czy wręcz edukacyjnej (myślę, że niejeden widz sięgnie teraz po komiksy „Old Man Logan”, „Wolverine: Origins”, czy też „Weapon X”), oraz funkcji niezwykle ciekawego dodatku do głównego dania, jakim jest cała główna seria o X-Men.
Otrzymaliśmy film, który mogę szczerze polecić każdemu, nie tylko miłośnikom komiksów. Mamy tu nie tylko znajome akcenty i klimaty, ale także sporo nowego dla osób, które żyją z postaciami ze świata X-Men już od lat. Dla nich kontakt z tym filmem będzie niczym spotkanie ze znajomą osobą, widzianą stosunkowo niedawno. Dodajmy, że będzie to w pełni udane i emocjonujące spotkanie.
Z tego miejsca chciałbym również podziękować osobom, które przyczyniły się do jego powstania, z samym Hugh Jackmanem na czele. To była nie lada podróż. Dziękuję.
Recenzję dedykuję pamięci Mausera
Templar
„Logan” 2017 – Zwiastun / Trailer
Zobacz także:
- Pozostałe filmy Superhero z premierą w 2017 roku >>
- Filmy SF 2017 roku >>
- Recenzja filmu „Death Race 2050” >>
- Wszystkie recenzje filmów Superheros >>

Fajna recka, utrzymana w poważniejszym tonie (jak na Ciebie Templar). Ale też film ma poważniejszy rys. Zdecydowanie zgadzam się, że Logan to ciekawa odmiana od standardowych produkcji tego typu. Filmy o superbohaterach powinny ewoluować. Marvel pokazał coś bardzo dobrego, ale w tej chwili mam wrażenie, że powiela schematy.
DC pokazało jak robić mroczniejsze, ale nadal epickie w skali filmy w postaci BvS i SS. Inną drogę jaką moga iść filmy o superbohaterach wskazał Fox w Deadpoolu. Autoironia, metalevel itp. Jeszcze inną możliwość wskazał Logan.
Zaciekawiło mnie Twoje porównanie Logana to produkcji z lat 80tych. Z początku nie odniosłem takiego wrażenia. bardzo dużo siedzę w klimatach retro ala lata 80te (muzyka, film itp) i przyzwyczaiłem się do dosłownych odniesień w postaci muzyki czy stylistyki filmu jak w Drive czy nawet akcji, która dzieje się w dekadzie 80.
Logan naśladuje te wzorce w subtelniejszy sposób. To film absolutnie współczesny, ale po zastanowieniu się, rzeczywiście przypomina filmy akcji z lat 80tych.
Logan jest trochę przyziemny i kameralny, wszystko dzieje się w ludzkiej skali. Jest trochę poważniejszy i bardziej mroczny niż inne produkcje o superbohaterach. Oczywistym elementem kojarzącym się z latami 80tymi jest tez przemoc. Przywodzi mi na myśl takie filmy jak Dzika Furia, Terminator, Universal Soldier – zdecydowanie trąci tu klimatem rodem z VHS.