Hit czy Kit? Jakie są najgorsze filmy science fiction klasy B, C… Z, które nauczyliśmy się tak nazywać? Finalny odbiór tych mocno specyficznych produkcji, zależy przede wszystkim od gustu widza. Jedni kiczu nienawidzą, a inni w tym „inno-wymiarowym” odwróceniu wartości, widzą coś w rodzaju subkultury. Czy najgorsze horrory i filmy klasy B wnoszą jakikolwiek wkład w rozwój popkultury, pozostaje kwestią dyskusyjną. Nie da się jednak zaprzeczyć ich istnieniu. Każdego roku filmowy rynek zalewa niemała fala tego typu produkcji. Skoro jest popyt, jest i podaż. Postanowiłem przybliżyć Wam najgorsze horrory z lekkim lub mocniejszym nalotem SF i przedstawić ich cechy, które niezmiennie od dekad przyciągają widzów.
Poniższe zestawienie nie jest uporządkowane, bo zajmując się tak atypowym, zamkniętym w kokonie indywidualności gatunkiem filmów, ciężko jest wyciągnąć uporządkowaną topkę. Zresztą jak sami wiecie filmy kiczowate są tematem spornym, jedni je akceptują, a drudzy nie znoszą. Uporządkowanie tak mocno subiektywnego tematu jest zwyczajnie niepraktycznie.
Na pierwszy ogień opierającego się o „mocny subiektywizm” przeglądu filmów, w których co rusz, absurd goni kolejny absurd, idzie zatem „Poultrygeist – Noc kurczęcich trucheł (2006)”.
NAJGORSZE FILMY KLASY B
NAJGORSZE HORRORY SCIENCE FICTION
Poultrygeist – Noc kurczęcich trucheł (2006)
Omawiać szeroko dzieła spod znaku wytwórni „TROMA” raczej nie będę. Nie chcę wam popsuć wrażeń z tych specyficznych obrazów zalewających wasze głodne inności i abstrakcji zmysły, jakich doświadczycie podczas oglądania filmu. Wyznacznikiem „TROMY” jest kloaczny, wstrętny i absurdalnie śmieszny humor. Nie inaczej jest w „Poultrygeist” . Dziennikarze i krytycy kultury popularnej nazwali tą produkcję jedną z najgorszych parodii filmów. Przede wszystkim jednak jego twórcom „zwisa i powiewa” czy jest on parodią czy też wręcz przeciwnie. Choć raz niczego nie kategoryzujmy, bo „Noc kurczęcich trucheł” powstała dla odmóżdżenia zaślepionych, posłusznych społeczeństwu i Państwu mas ludzkich, więc film nie powinien podlegać bardziej szczególnej ocenie pokroju: najlepszy, najgorszy. Niech ludzie przejrzą na oczy. Niech zobaczą scenę z otłuszczonym jegomościem, i nie mówiąc brzydko: zabrązowieniem przez niego wszystkich czterech ścian toalety, nie powiem czym.
Podstawowym założeniem filmu jest wywołanie u oglądającego wielu odmiennych reakcji, które i tak docelowo doprowadziłyby do zareagowania atakiem niekontrolowanego śmiechu. Produkcja opowiada o odważnym młodzieńcu, Arbim, który rozpoczyna pracę w barze American Chicken Bunker, miejscu postawionym na Starożytnym Cmentarzu Indiańskim oraz na toksycznych odpadach. Duchy Indian i chemikalia ku nieszczęściu wszystkich wstępują w kurczaki będące głównym składnikiem menu restauracji. Co będzie dalej, naprawdę sami się domyślicie. Można szczękę stracić i zbierać ją później z podłogi, jest to na tyle odmienny film od tego co widziałem w gatunku filmów klasy B, C itd., że nie wiem jaki poziom ludzkiego zdeprawowania musieli prezentować scenarzyści i reżyser „Poultrygeist – Noc kurczęcich trucheł”, aby w ogóle zaprząc mózg do pracy nad tak osobliwym dziełem. Całości specyfiki tej produkcji dopełnia fakt, iż przez jej konstrukcję przeziera forma… musicalu – ach te kwestie śpiewane, pozbawione zupełnie sensu. Jak tu nie podziwiać za to „Tromy”!
Super rekiny kontra więźniarki (2015)
Innym niż poprzednik, lecz wciąż orbitującym wokół pozycji filmów kiczowatych, dziełem, jest coś równie mocnego i psychodelicznego: „Super rekiny kontra więźniarki” z 2015 roku. Nie chciałbym, aby kiedykolwiek wydarzyło się to naprawdę, lecz cóż, przynajmniej jest to film, a opowiada on o grupie więźniarek uciekających z konwoju, który ma przetransportować je na miejsce prac społecznych w okolicach rozległych bagien. Podczas ucieczki natrafiają na bagienne, ryjące w ziemi rekiny, i tak to się wszystko zaczyna. Ociekające seksem więźniarki łączą siły z przykładnymi policjantami i innymi ludźmi, próbując zapobiec pożarciu siebie i innych przez te okrutne rekinopodobne maszkarony.
Ach, te ziemne rekiny, i te efekty specjalne tworzone chyba na „Windowsie 95” lub konsoli Atari. Wyobrażacie to sobie? Obejrzyjcie film koniecznie!
Atak krwiożerczych Donatów (2016)
Filmy kiczowate mógłbym określić jako bezguście, gustownie potraktowane przez miłośników takich filmów. Coś w tym jest, że kicz w dzisiejszych czasach urósł do rangi specyficznej kultury. Następnym filmem w moim zestawieniu jest „Atak krwiożerczych Donatów” z 2016r. Jego nazwa w tym przypadku mówi chyba zbyt wiele, zdradzając dużą część jego fabuły. Założenie produkcji, do której nie można się nie uśmiechnąć, jest następujące: w wyniku kontaktu z różnymi ziejącymi radioaktywnością substancjami, charakterystyczne pączki z dziurką po środku, tzw. Donuty ożywają i z pełną agresją zaczynają atakować ludzi. A wszystko rzecz jasna rozgrywa się na spokojnym, lekko sennym małomiasteczkowym obszarze, gdzieś na terenie Stanów Zjednocznych. To właśnie USA jest „liderem” w branży filmów niskobudżetowych, gdzie wszystko jest po prostu specyficzne. Jednym z plusów filmu jest punkt jego fabuły: kreacja zabójczych, głodnych ludzkiego mięsa pączków. Role postaci są ograniczone do stopnia rozlazłych dialogów, które nie potrafią być normalne, nawet przy prostych scenach czy sekwencjach. Dziwić może gościnny udział C.Thomasa Howella, znanego z „Autostopowicza (1986)”, czy „E.T. (1982)”. Występ aktora był niecodzienny: inny i zbyt ekspresyjny. Reżyser, Scott Wheeler, tworząc to dziwaczne widowisko wpisał się w ramy gatunku. Film za kilka lat stanie się klasykiem pokroju „Attack of the Killer Tomatoes”, o którym opowiem w następnym zestawieniu na Alienhive.pl.
Gówniany horror (2003)
Gówniany horror, to film tak osobliwy, tak dziwnie ekscentryczny, że trudno było o nim zapomnieć i sprawić, by nie znalazł miejsca na liście najbardziej kiczowatych filmów w dziejach. Fabuła produkcji nie jest ani skomplikowana, ani – co najdziwniejsze – łatwa w odbiorze. Opowiada ona o groźnym mordercy, który jakże niefortunnym trafem wlatuje do zbiornika z rozmemłaną, zbrązowiałą gęstą breją, pełną ekskrementów. Moją pierwszą i ostatnią reakcją na ten film było stwierdzenie, że opowiada on o humanoidalnym gównie atakującym ludzi, dla tego jest gównianym filmem.
Martwica Mózgu (1992)
Na tym filmie chciałbym skupić się nieco dłużej, gdyż trudno go umieścić pośród horrorów komediowych na stałe, jak i trudno go osadzić w filmach kiczowatych. „Martwica mózgu” z 1992r., w wykonaniu reżyserskim Petera Jacksona, to wyjątkowe mistrzostwo w kreacji filmu opowiadającego o… niczym, który fabularnie pokiełbaszony jest wręcz niemiłosiernie. Jednak dzięki konwencji horroru w stylu „gore”, która w „Martwicy Mózgu” aż wylewa się z ekranu, film ten zyskuje niewiarygodną moc. Kto by pomyślał, że groteska w tak specyficzny sposób podbuduje to dzieło, ba, że ona go stworzy. Perełka Jacksona z 1992r., mimo iż różna od „Evil Dead” i serialu „Ash vs Evil Dead” (2015-18), dorównuje tym produkcjom praktycznie w każdym względzie. Jak tu nie kochać filmu, który dotyczy paskudnego małpo-szczurowatego stworzenia, będące początkiem niemożebnej epidemii, w wyniku której w roku 1957 ludzie zamieniają się w coś, co potrafi z drugiego człowieka zrobić kupkę krwawiących flaków na niezliczoną ilość sposobów, jakich widz nie może się spodziewać..
Żaby (1972)
Były „Węże w Samolocie” w 2006 roku z Samuelem L. Jacksonem, równie krwiożercze „Mordercze Mrówki” z 2008 roku i wiele innych owadzio-pająkowych kinowych wariacji na temat horroru i filmu akcji. Jednak spośród całego tyglu możliwości bezguści filmowych, gdzie głównym „napędzaczem” fabuły tak wyjątkowych obrazów filmowych są zwierzęta masowo atakujące ludzi, niczym klęska żywiołowa biblijnych rozmiarów, moim oczkiem w głowie stał się film: „Żaby” z 1972 roku. Tym razem, jak na standardy kiczowatości przystało, to przyroda sama z siebie bierze sprawę w swoje ręce i staje się główną siłą, z którą pierwiastek ludzki musi się w tym filmie liczyć. Bo sama produkcja opowiada o milionerze zanieczyszczającym lokalne środowisko, czego konsekwencją takowych działań będzie zemsta przyrody, w tym w największym stopniu: żab.
Po doświadczeniu tak specyficznego widowiska, jak „Żaby”, w którym paradoksalnie rechot sympatycznych płazów, przeplatający poszczególne momenty w filmie, porażał psychologicznym przekazem, mogę stwierdzić, że film nie spełnił moich oczekiwań. Fatalnie rozpisane postacie i bezsensowne dialogi pomiędzy poszczególnymi bohaterami, w których wcielali się nawet tacy wielcy kina jak: Sam Elliott oraz Ray Milland, psują napięcie i „bagienną” atmosferę produkcji, dając wrażenie zniesmaczenia. A dlaczego zniesmaczenia i braku odczucia „kiczowatego błysku”? Ponieważ, gdyby „Żaby” lekko zmieniono, tworząc z widowiska horror komediowy, a nie prawie jak w tym przypadku „film katastroficzny”, produkcja miałaby zupełnie inny wydźwięk. Bardziej chwytała by gusta widzów.
Hubert Belon
korekta redakcyjna: dr Gediman
Martwica Mózgu to jest absolutny klasyk horroru klasy B, mało który film z tego gatunku jest od niej lepszy.