Książka „Artemis” – Andy Weir (Recenzja)

  • Tytuł: Artemis
  • Autor: Andy Weir
  • Premiera: 22 listopada 2017
  • Wydawnictwo: AKURAT
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Liczba stron: 414
  • Cena w dniu premiery: 34,90 zł

 

ANDY WEIR „ARTEMIS” – RECENZJA

 

Andy Weir – o tym autorze usłyszał cały świat za sprawą debiutanckiego Marsjanina, który z miejsca zdobył serca czytelników i doczekał się adaptacji filmowej, a ta otrzymała aż siedem nominacji do Oscara. Całkiem spory sukces jak na debiutanta.
O ile „Marsjanin” złapał wszystkich z zaskoczenia, o tyle teraz wszyscy bacznie obserwują twórczość Andy’ego Weira, którego druga powieść pt. „Artemis” właśnie debiutuje w księgarniach.

Akcja nowego dzieła sympatycznego Amerykanina rozgrywa się na skolonizowanym przez ludzi fragmencie księżyca – nowoczesnym mieście Artemis, w którym ludzie toczą życie pod olbrzymimi kopułami. Jest to miejsce, które nie ma w pełni uregulowanego prawa, a mieszkańcy posługują się namiastką waluty – gitami (kojarzycie żetony, którymi płaci się na festiwalach muzycznych?). Artemis utrzymuje się głównie z turystyki (a tak przynajmniej się wydaje), a mieszkańcy potrafią być zarówno obrzydliwie bogaci, jak i biedni.

Główna bohaterka – Jasmine „Jazz” Bashara, należy do tej drugiej grupy, ale jej marzeniem jest dorobić się dużych pieniędzy. To dwudziestosześcioletnia, nadal lekko zbuntowana dziewczyna, która ledwo wiąże koniec z końcem pod niemal każdym względem swojego życia. Poznajemy ją w momencie, w którym oblewa egzamin na członka Gildii Eksploratorów, z ramienia której mogłaby oprowadzać turystów po powierzchni księżyca. Na co dzień, Jazz jest doręczycielką przesyłek, a to praca która nie zbliży jej szybko do wymarzonej fortuny. W tajemnicy jednak, zajmuje się przemytem.
Jedną z osób, które wiedzą o nielegalnych zajęciach Jazz, jest miliarder Trond Landvik, korzystający z jej usług. To właśnie Landvik składa bohaterce propozycję nie do odrzucenia. Za okrągły milion gitów dziewczyna miałaby wziąć udział w akcji mającej na celu sabotaż potentata dostarczającego miastu tlen. Okazuje się jednak, że sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana, gdyż udział w niej mają niebezpieczni ludzie, a wszystko to z powodu przełomowej technologii.

Czy brzmi to oryginalnie? Niespecjalnie, i już na wstępie chciałbym zaznaczyć, że to nie unikatowa fabuła, czy zaskakująca intryga są największymi atutami dzieła Andy’ego Weira. „Artemis” to nie jest jedna z tych powieści, która zaskoczy nas zwrotami akcji i kompletnie nieprzewidywalnym zakończeniem. Wręcz przeciwnie, im bliżej końca, tym łatwiej przyjdzie nam przewidzieć wydarzenia z następnych stron książki i momentami trudno nie odnieść wrażenia, że myśli autora krążyły już wokół ewentualnej hollywoodzkiej adaptacji filmowej (która zaiste powstanie). Zapewniam jednak, że mimo to, czytelnik nie będzie mógł się od „Artemis” oderwać. Zaraz wyjaśnię dlaczego.

Główni bohaterowie prezentują przeróżne grupy. Mamy tu naprawdę gęstą mieszankę narodowości, ras, a także orientacji seksualnych i półek społecznych. Jazz to postać pyskata i niepokorna. Potrafi wzbudzić w czytelniku sympatię, ale też zirytować zachowaniem i tekstami rozwydrzonej małolaty. Postacie, z którymi spotyka się ona w „Artemis” są przeróżne. Czasami jednak można odnieść wrażenie, że jest ich za dużo, w wyniku czego nie każda z nich dostaje tyle miejsca na ile zasługuje. Niemniej ostatecznie je polubimy (zwłaszcza naukowca Martina Svobodę) i to znacznie bardziej niż Jazz Basharę.

Prawda jest taka, że to nie Jazz jest prawdziwą bohaterką tej książki. Jest nią miasto Artemis. Atutami powieści nie są przełomowa wizja przyszłości, ani oryginalna fabuła, ani wielowarstwowe postacie, lecz warsztat pisarski oraz duża wiedza naukowa autora. Weir wygrywa tym, że przywraca w swoich książkach równowagę między „science”, a „fiction”. I ten właśnie element sprawia, że dzieło Andy’ego czyta się z tak dużą przyjemnością.

Czytając „Artemis” nie mamy wątpliwości, że mimo odległości czasowej, żyjemy w tym samym świecie, w którym żyją mieszkańcy księżycowego miasta i wszystkie osiągnięcia technologiczne, które tam istnieją, mają swoje źródło w technologii, która otacza nas dzisiaj. Świat przedstawiony przez autora podlega tym samym zasadom fizyki i chemii, co nasz.

Weir musiał to wszystko wcielić w realia życia na księżycu i udało mu się to doskonale. Autor nie polega jednak na domysłach czytelnika, lecz cierpliwie tłumaczy procesy jakie zachodzą w Artemis i wszystkie naukowe niuanse, dzięki którym funkcjonuje ta ludzka osada. Robi to w mistrzowski sposób.
To sztuka sprawić, aby naukowe wywody były nie tylko strawne dla przeciętnego czytelnika, ale także żeby całkowicie go wciągnęły. Andy Weir podaje to wszystko w niesamowicie przystępny sposób, jednocześnie nie idąc na kompromisy i nie stara się w żaden sposób spłycić swoich opisów. Jest ich naprawdę dużo, ale autor umiejętnie przeplata je fragmentami, które popychają fabułę do przodu. Dzięki takim zabiegom, książka nie będzie nas męczyć nawet przez chwilę. Powieść utrzymuje charakterystyczny puls, w który szybko się wdrożymy.
Przygotowano nawet specjalne mapy przedstawiające obszar Artemis oraz jego okolice i umieszczono je na początku książki.

Świat „Artemis”, jest namacalny. Każde urządzenie, każdy pojazd, każde zjawisko jest w powieści przedstawione w taki sposób, abyśmy poczuli się mieszkańcami Artemis. Wiedza, którą dzieli się z nami autor pozwala zrozumieć na jakich zasadach to wszystko działa. Przez to w płynny sposób stajemy się częścią tamtego świata. Myślę, że to jeden z najważniejszych, choć zadziwiająco często traktowanych pobieżnie, elementów literatury science-fiction. Andy Weir zdecydowanie nie naciska na „fiction” przez co wiele podobnych książek przechyliło się niebezpiecznie w stronę „fantasy”.
Oprócz tego, Weir prezentuje nam bardzo interesujące kwestie ekonomiczno-społeczne i one również stanowią oś tego dzieła.

Podsumowując, książka „Artemis” nie jest powieścią, która wstrząśnie gatunkiem „science-fiction”, wprowadzając niespotykane dotąd idee i rozwiązania. Nie jest to również powieść, która zaskoczy miłośników literatury oryginalną fabułą, intrygami i zwrotami akcji. Jest to natomiast dzieło doskonale napisane i mimo pewnych braków, bardzo wciągające. Andy Weir w rewelacyjny sposób wprowadza nas w świat nauki, dzięki czemu nasza wyobraźnia pracuje na pełnych obrotach i daje nam poczucie, że naprawdę bierzemy udział w tej historii i jesteśmy częścią tego niezwykłego świata. W dzisiejszych czasach bywa, że zostajemy przez autorów zasypywani pomysłami, ale w tym wszystkim zapomina się o tym, aby powieść po prostu dobrze się czytało. „Artemis” to prosta historia, która jednak pochłonie nas całkowicie i ta opcja zdecydowanie bardziej mi odpowiada.

Dodam jeszcze, że odpowiedzialny za przekład „Artemis” Radosław Madejski, wykonał kawał doskonałej roboty!

 

OCENA:


Jonesy

 

 

Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę:
[Głosów: 10 Średnia: 4.2]
Komentarze (1)
Dodaj komentarz
  • Emilia Teofila

    Fantastyczna, dokładna recenzja. Zgadzam się z jej autorem, że książka nie jest rewolucyjna, ale wciąga jak mało co. Pomimo braku oryginalności tej lektury, jest warta polecenia każdemu, kto oczekuje dobrej rozrywki.