Film „Transformers: Przebudzenie bestii” – Maksymalizacja tak na 40% [Recenzja]

Jak przystało na przedstawiciela pokolenia millenialsów, sobotnie i niedzielne poranki końcówki XX w. spędzałem oglądając na Polsacie serial „Beast Wars”, traktujący o walce dwóch frakcji transformersów przybierających zwierzęce kształty – prawych Maximali i niecnych Predaconów. Kiedy ponad dwie dekady później zobaczyłem pierwszy zwiastun filmu, w którym „zwierzoboty” miały się pojawić, serce zabiło mi mocniej. Dodatkowym zastrzykiem optymizmu był fakt, że za reżyserię ani scenariusz nie odpowiadał Michael Bay. W związku z powyższym w dzień premiery filmu „Transformers: Przebudzenie bestii” bezpośrednio z pracy pognałem do kina, aby jeszcze raz zobaczyć miniguny Rhinoxa w akcji. Czy dostałem to, na co liczyłem? O tym w dalszej części recenzji.

 

  • Film Transformers: Przebudzenie bestii
  • Tytuł oryginalny: Transformers: Rise of the Beasts
  • Premiera:
    06.06.2023 (świat)
    09.06.2023 (Polska)
  • Reżyseria: Steven Caple Jr

 

Film Transformers: Przebudzenie bestii (2023) – Recenzja / Opinia

 

Zacznę niestandardowo, bo od kwestii technicznych.
Nie ma się co oszukiwać, że idąc na film „Transformers: Rise of the Beasts”, który przedstawia walki gigantycznych robotów, oczekiwałem oszałamiających wizualiów. Czy dostałem to, na co liczyłem? Trochę tak. Jakość CGI jest zdecydowanie lepsza niż w przypadku kilku ostatnich filmów ze stajni Marvela. Na palcach jednej ręki emerytowanego drwala można policzyć sceny ze słabszą jakością. Również do designu obywateli Cybertronu (i innych zamieszkanych przez zmieniające się roboty planet) nie bardzo można się przyczepić. Sceny akcji są zrealizowane bardzo przyzwoicie, chociaż od czasu do czasu zdarzało się jakieś ‘chrupnięcie’ animacji.

Z drugiej jednak strony samo zobrazowanie transformacji złożonością nie dorasta do pięt temu z pierwszej części sagi mającej premierę w 2007 roku. Niestety, muszę tu wspomnieć o tym, co zawiodło mnie najbardziej – w scenach walki oglądamy albo ludzi, albo Optimusa Prime, albo Optimusa Primal. Reszta postaci Autobotów, Maximali i Terrorconów (niestety, Predaconów nie uświadczymy tu w ogóle) robi tylko i wyłącznie za tło. W scenie finałowej rozgrywki potraktowano ich po macoszemu, dając każdemu z nich jakieś 5-15 sekund czasu ekranowego. W związku z tym minigun (tylko jeden) Rhinoxa mignął na ekranie tak szybko, że gdybym mrugnął w złym momencie to w ogóle bym go nie zauważył.

Film „Transformers: Przebudzenie bestii” dobrze wypada pod względem dźwięku i nie tutaj żadnych zastrzeżeń. W kwestii muzyki – rap z pierwszej połowy lat ’90 raczej nie jest do końca w moich klimatach, ale kiedy rozmawialiśmy o filmie ze znajomym, który zna się na tym gatunku, wydał on pełną aprobatę utworom wykorzystanym w recenzowanej produkcji. Wszystkie symfoniczne, mające podkreślać patos, motywy także się sprawdzają.

Dobrze – to, co najlepsze w filmie, już omówiłem.

Czas przejść do tej mniej pozytywnej części – fabuły.
Głównym bohaterem filmu „Transformers: Rise of the Beasts” jest bezrobotny chłopak z biednego osiedla – Noah Diaz. Mieszka z matką i ciepiącym na bliżej niesprecyzowane schorzenie młodszym bratem. Kris, bo tak mu na imię, potrzebuje kosztownego leczenia, w związku z czym, po nieudanej rozmowie kwalifikacyjnej Noah podejmuje się zlecenia od zaprzyjaźnionego dilera samochodów używanych – ma ukraść stojące na parkingu od dłuższego czasu Porsche 911. Oczywiście, próba przywłaszczenia sobie rzeczonego auta kończy się fiaskiem, bo okazuje się ono robotem z kosmosu.

W międzyczasie poznajemy pracującą w muzeum drugą bohaterkę pierwszoplanową – Elenę Wallace, która badając dziwną egipską rzeźbę odkrywa ukryty w niej pewien kryształ.

I na tym zakończę opis fabuły, która wydaje się być kopią historii opowiedzianej we wspomnianym już filmie Baya, z kilkoma drobnymi zmianami. Nie jest to jakiś ogromny problem w tego typu produkcji, niemniej jednak pojawia się w filmie kilka informacji, które nigdy później nie są wykorzystane. Ot, chociażby na samym początku kilka osób wspomina o tym, że Noah jest świetnym elektronikiem. Tylko nie rozumiem po co, skoro przez resztę filmu nigdy z tych swoich wybitnych zdolności nie korzysta. Braku logiki czy sekwencji przyczynowo – skutkowych czepiać się nie zamierzam, bo chyba nikt tego po „Transformers” się nie spodziewa. W kilku słowach – w kontekście fabuły film „Transformers: Przebudzenie bestii” jest znośny i oglądalny.

Odnosząc się do aktorstwa w „Transformers: Rise of the Beasts”, to zarówno Anthony Ramos w roli Noah, jak i Dominique Fishback sprawdzają się w swoich rolach, ale trochę brakuje chemii między ich bohaterami. Trochę razi natomiast Dean Scott Vasquez w roli Krisa. Widząc wielkiego robota z kosmosu odgrywana przez niego postać zachowuje się, jakby zobaczyła taksówkarza albo dostawcę pizzy, a nie przedstawiciela obcej cywilizacji. Rozumiem, że to dziecięcy aktor i ma przed sobą jeszcze mnóstwo czasu na szlifowanie umiejętności, ale zestawiając jego występ ze świetną rolą młodszej od niego o 3 lata Nell Fischer w Evil Dead Rise wypada bardzo blado.

Pora wydać werdykt.

Z jednej strony film „Transformers: Przebudzenie bestii” dostarczył znacznie mniej niż się spodziewałem – Maximali potraktowano po macoszemu, Predaconów nie było w ogóle, fabuła to kalka innych filmów z tego cyklu. Jednak z drugiej strony CGI w kontekście kilku ostatnich produkcji, w których ta technika była mocno eksploatowana, wygląda naprawdę nieźle, dźwięk i muzyka jest niczego sobie, role głównych bohaterów są przyzwoite, a film jest, jak na obecne standardy, dość krótki – niecałe dwie godziny. Wreszcie, po blisko dwóch dekadach, mogłem znów usłyszeć ikoniczne „Maximale, Maksymalizacja!!!”, nawet jeśli ta maksymalizacja była tak na mocne 40%. Na pewno jest to produkcja gorsza niż „Bumblebee”, ale też lepsza niż dowolna część cyklu nakręcona po 2007 roku.

W skali AlienHive stawiam 2 z minusem na 4. Film można zobaczyć – nie uraduje, ale i nie skrzywdzi.

OCENA :

dokładniej 1,75/4
Harap

 

 

Zwiastun / Trailer

 

Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę:
[Głosów: 6 Średnia: 4.7]
Komentarze (3)
Dodaj komentarz
  • Nomad

    Nie powinni już dalej ciągnąć tej serii, staje się ona niczym tania kreskówka.

  • chrumcio

    Dżizes… toż to nie wypał jest, główny bohater jakiś nieudolny, fabuła chyba pisana po grzybkach halucynkach.
    Jedynie co w tym filmie jest ciekawego to że pokazali pierwsze spotkanie Autobotów z Animalsami :P

  • chrumcio

    Na początek, jeszcze nie oglądałem. Poczekam aż puszczą na jakimś kanale VOD
    Nie liczę i nie liczyłem że ten film będzie dobry… Z części na część Transformersy były coraz gorsze i na raz. Więc nie oczekuję po tym filmie cudów, a obejrzę go tylko z sentymentu. Gdyby nie to to już dawno bym te serie odpuścił :)