Film „Power” (2020) – Supermoce w pigułce [recenzja]

  • Tytuł: Power
  • Tytuł alternatywny: Project Power
  • Premiera:

    14 sierpnia 2020 (Netflix)

  • Reżyseria: Henry Joost i Ariel Schulman

Film PROJECT Power – Fabuła / Opis

Na ulice Nowego Orleanu trafia niezwykła pigułka. Wystarczy ją połknąć, aby na krótki czas przejąć nieprzewidywalne, indywidualne supermoce. Możesz stać się niewidzialnym, kuloodpornym lub nieprzeciętnie silnym, a to tylko garstka z ogromnych możliwości i potężnej mocy dawanych przez środek w pigułce. Nastoletnia dealerka i miejscowy policjant muszą współpracować z byłym żołnierzem, aby pokonać grupę odpowiedzialną za stworzenie pigułki. Wszystko po to, by powstrzymać jej dystrybucję.

 

FILM POWER (2020) – RECENZJA / OPINIA

 

Film „Power” to przedstawiciel widowiskowego kina akcji, który teoretycznie w zamyśle miał łączyć kilka filmowych gatunków – zahaczając o science-fiction, kino superbohaterskie oraz nawet kryminał czy kino gangsterskie. Miała powstać z tego konglomeratu istna mieszanka wybuchowa, mająca dostarczyć dobrej, acz – nie oszukujmy się – niezobowiązującej rozrywki. W praktyce wyszedł film owszem widowiskowy, jednak nieangażujący, któremu ciężko przypiąć łatkę sci-fi, czy nawet superhero, o kryminale czy kinie gangsterskim nie wspominając.

Film „Project Power” to przede wszystkim bowiem kino akcji. To na akcji skupiono się tutaj najbardziej, lekceważąc lub traktując po macoszemu resztę elementów filmu. Ciężko zatem wskazać elementy science w tej produkcji, jeżeli lakonicznie wyjaśnione jest sekret działania tytułowych tabletek. Ale świetnie wyglądają – przekręcasz je, słyszysz dźwięk, świecą przez gardło po połknięciu – to wygląda cool, czego oczekiwać więcej…

Miłośnicy kina suprerbohaterskiego również mogą kręcić nosem, gdyż otrzymają efektownie wyglądające i błyskawiczne mutacje, lecz bez głębszego wydźwięku czy refleksji. Bohaterowie sprawiają wrażenie, jakby niezbyt wiedzieli w jakim długofalowym celu połykają kolejne tabletki. Czy chodzi tutaj tylko o pokonanie kolejnego przeciwnika? Gdzieś przez palce przechodzi wiarygodne ukazanie pragnienia bohaterów poczucia w sobie tej kuszącej, nadprzyrodzonej siły przez przynajmniej krótką chwilę. Co im to daje od strony mentalnej? Jak zmienia to wewnętrznie bohaterów i jak wpływa na ich motywację oraz jak i w jakim celu chcieliby to wykorzystać w dłuższym okresie? To wszystko zostało pominięte przez scenarzystę. Podobnie zresztą jak czynniki wpływające na motywacje wszystkich bohaterów. Wiele fabularnych elementów, które mogłyby rozbudować fabułę i zwiększyć zainteresowanie widza tym, co dzieje się na ekranie niestety albo pominięto, albo tylko liźnięto.

Jeżeli mowa o najważniejszym aspekcie tego film – czyli samej akcji, niestety jest to akcja jedynie niskooktanowa. Gdy brakuje dobrego scenariusza, gdy ciężko widzowi jest „wejść” w przedstawione postacie i gdy nie wiadomo komu i dlaczego mamy kibicować – akcja nie angażuje, tak jak powinna. W efekcie przez większość seansu miałem wrażenie oglądania rozgrywki komputerowej, rozgrywanej nie przeze mnie, ale przez kogoś mi obcego. Brak zaangażowania i „puste”, nieemocjonalne odbieranie kolejnych pokonanych bossów na danym levelu.

Bolą też niektóre sceny walk, które udziwniono aby (chyba) zaoszczędzić. Patrz scena z laboratoryjną komorą z pewną panią. Wokół komory rozgrywa się niemal finałowe starcie, tymczasem reżyserzy postanowili nagle przenieść punkt widzenia do komory, przez co całe napięcie uleciało i w zasadzie nic nie widzimy, co się dzieje po drugiej stronie szyby – natomiast obserwujemy problemy bohaterki, która jest zupełnie nieistotna dla fabuły…
To co jeszcze drażniło mnie niemiłosiernie w wielu scenach akcji to niestabilność kamery i migawkowy montaż, a zatem brak płynności w scenach walki. Wszystko było rwane, jakby twórcy pragnęli ukryć niedociągnięcia. Gdy ciężko zorientować się, co dzieje się podczas walki – trudno się nią zachwycać.

Słaby poziom tej produkcji szczególnie rozczarowuje, ponieważ film „Power” nie miał być zwykłym streamingowym wypełniaczem działu Nowości na Netflixie. Świadczy o tym dość wyjątkowa obsada. W filmie zobaczyliśmy bowiem m.in. Jamiego Foxxa, który wcielił się w rolę byłego żołnierza, Josepha Gordona-Levitta (policjant), a także Dominique Fishback (młoda dilerka). Finalnie najlepiej z tej trójki wypadła młodziutka Fishback, której postać została najlepiej przedstawiona i choć odrobinę była wiarygodna. Gordon-Levit nie miał żadnej możliwości, aby pokazać swój talent, co zawdzięcza scenarzyście. Najgorzej wypadł jednak Foxx, który doskonale czuje się w kinie nasączonym akcją. Tym razem jednak przeszedł obok filmu, jakby w ogólne nie wierzył w swoją postać, za co również należą się „podziękowania” dla scenarzysty, który wykreował postać w sposób powierzchowny i sztampowy.  Przypadłość ta dotyczy także niemal wszystkich postaci dalszego planu. Naprawdę nie ma komu kibicować, ani nie ma komu życzyć źle. Jest jałowo zarówno na pierwszym, jak i dalszych planach.

Za słaby scenariusz na niemal każdym polu odpowiada rumuński scenarzysta Mattson Tomlin, który współtworzy obecnie scenariusz do nowego Batmana z Robertem  Pattinsonem, co nie wróży dobrze nadchodzącemu filmowi.

Cóż, pomysł wyjściowy filmu „Power” naturalnie miał potencjał. Sam koncept filmu wyglądał ciekawie. Niestety potencjał został niewykorzystany i roztrwoniony, a tematyka potraktowana bardzo powierzchownie i naiwnie. Produkcja nadrabia trochę duże braki fabularne i prostolinijność przedstawionej historii oraz boleśnie sztampowe postacie – scenami walk i aspektami wizualnymi.  Poza nielicznymi scenami nie oszczędzano na efektach, w czym „Project Power” nie odstaje znacząco od kinowych blockbusterów. Zróżnicowane supermoce też sprzyjały efektownym wizualizacjom. Tylko dzięki efektowności udało mi się dotrwać do końca tej słabej i nieangażującej produkcji.

 

OCENA :


dr Gediman

 

 

Film Project Power – zwiastun / trailer

 

FILMY SCIFI 2020 >>

 

Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę:
[Głosów: 6 Średnia: 4.5]
Komentarze (2)
Dodaj komentarz
  • Ezrahelenom

    Totalna szmira, szkoda czasu.

  • chrumcio

    Film jakoś mi nie podszedł… sam pomysł nawet ciekawy, ale czegoś mi zabrakło w tym filmie.