Film „Pogromcy duchów. Dziedzictwo” (2021) – Recenzja

  • Tytuł polski: Pogromcy duchów. Dziedzictwo
  • Tytuł oryginalny: Ghostbusters: Afterlife
  • Premiera:
    8 października 2021 (New York Comic Con)
    18-19 litopada 2021 (świat)
  • Reżyseria: Jason Reitman
  • Zwiastun ⇓

Na wstępie recenzji chcę zaznaczyć, że chociaż lubię dwie klasyczne części „Pogromców” to jednak nie należą one do grona moich ulubionych filmowych serii, więc oceniam film „Ghostbusters: Afterlife” bez nostalgii. Czy to dobrze, czy źle – to, drogi Czytelniku, zależy już od Twojego odbioru poniżej recenzji.

 

Film Pogromcy duchów. Dziedzictwo (2021) – Recenzja / Opinia

 

Mamy do czynienia z nową częścią serii „Pogromcy duchów”, więc warto pokrótce przypomnieć o czym ta seria opowiada. Jak sama nazwa wskazuje, śledzimy w niej losy drużyny, która w latach ’80 XX wieku ratowała Nowy Jork z rąk/macek/innych kończyn duchów (i sumeryjskich bóstw/rosyjskich demonów) chwytając je za pomocą odkurzaczo-miotaczy, generujących strumień energii i zamykających schwytane zjawy w prostopadłościennych pojemnikach. Z czasem aktywność duchów się zmniejszyła, a drużyna rozeszła się próbując wiązać koniec z końcem na inne sposoby – wszak, cytując klasyka „żyć jakoś trzeba”. Celowo nie wspominam tutaj o odchyłach fabularnych w postaci dość fatalnego „Ghostbusters 3″.

Początek filmu „Pogromcy duchów. Dziedzictwo” stanowi retrospekcję tego, jak jeden z członków z drużyny sam stał się duchem. Spora farma, która po nim została, przypadła w spadku jego córce, z którą kontaktów w zasadzie nie utrzymywał. Callie, bo tak ma ona na imię, nie radzi sobie w życiu zbyt dobrze. Samotnie wychowuje dwoje dorastających dzieci (typowego amerykańskiego nastolatka Trevora i nerdowatą Phoebe). W wyniku problemów z terminową spłatą czynszu, zmuszona jest przeprowadzić się do odziedziczonej nieruchomości. Krótko po przeprowadzce Phoebe odkrywa, czym zajmował się dziadek, którego nigdy nie miała okazji poznać. Dowiaduje się też, dlaczego odciął się od przyjaciół i rodziny. Wybaczcie lakoniczny opis fabuły, ale jak już wspomniałem – nie chcę nikomu spoilerami psuć oglądania.

Zacznę od kwestii technicznych, bo są one jedną z najmocniejszych stron produkcji. Akcja filmu „Ghostbusters: Afterlife” rozgrywa się współcześnie, ale twórcy na miejsce wydarzeń bardzo sprytnie wybrali klimatyczną mieścinę gdzieś na dalekiej prowincji Stanów Zjednoczonych, i gdyby nie to, że bohaterowie kilka razy używają współczesnych telefonów to byłbym w stanie uwierzyć, że to rok 1991, a nie 2021. Nawet w szkole, do której trafia Phoebe, nauczyciel wyświetla filmy z VHS, odpowiednio to jednocześnie komentując. Bardzo podobało mi się również, że ekipa od efektów specjalnych nie poszła na łatwiznę, jak to często obecnie bywa, i nie postawiła całkowicie na CGI. W efekcie czego często na ekranie widzimy prawilne, gumowe potwory i wykonaną ze styropianu albo innego gipsu scenografię. Naprawdę, w przypadku tego konkretnego obrazu, to ogromny plus.

Jeśli chodzi o dźwięk to warto zaznaczyć, że film „Pogromcy duchów. Dziedzictwo” produkuje Sony. Jakość tutaj jest zatem na najwyższym poziomie. Dialogi i efekty dźwiękowe mają odpowiednią głośność i nie zagłuszają się wzajemnie. Jedynym zarzutem to brak w trakcie oglądania motywu przewodniego z poprzednich części, który pojawia się dopiero w trakcie napisów końcowych. A szkoda, bo jest niesamowicie chwytliwy i w zasadzie to chyba każdy, kto chociaż raz oglądał którąś z części „Ghostbusters’ byłby w stanie go zanucić.

Jeżeli chodzi o aktorstwo – również wypada naprawdę dobrze i wszyscy aktorzy trzymają wysoki poziom. Wyróżnić należy Mckenna Grace wcielająca się w Phoebe oraz Paula Rudda, odgrywający rolę jej nauczyciela/nowego chłopaka jej matki. To, że Rudd ma talent komediowy pokazał już w produkcjach Marvela, jednak tutaj jest głównym „comic reliefem” i naprawdę świetnie sprawdza się w tej roli.

Słowem podsumowania – na początku seansu miałem dość umiarkowane podejście do filmu „Pogromcy duchów. Dziedzictwo”. Fabuła jest prosta i przewidywalna. Muszę również przyznać, że na początku seansu trochę mi przeszkadzało, że do niesamowitych wydarzeń bohaterowie podchodzą jakby nie było w nich nic dziwnego. Gdy jednak przypomniałem sobie w jakim uniwersum toczy się akcja, to szybko przestałem się czepiać braku logiki w pewnych scenach – i autentycznie zacząłem się świetnie bawić. Obraz Jasona Reitmana jest z grubsza dla uniwersum „Pogromców duchów” tym, czym był VII epizod „Gwiezdnych wojen”. Jest to poniekąd powrót do starej historii z nowymi (choć nie tylko) bohaterami. I bynajmniej nie jest to zarzut, wszak i film J. J. Abramsa oglądało się (przynajmniej mi) świetnie.
Tak czy inaczej, nową część „Ghostbusters” polecam każdemu.  To masa zabawy dla dużych i małych.

 

OCENA :

Harap

 

 

Film Ghostbusters Afterlife (2021) – Zwiastun / Trailer

 

FILMY SCI-FI 2021 >>

 

 

Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę:
[Głosów: 3 Średnia: 5]
Komentarze (1)
Dodaj komentarz
  • Pawel

    Zgadzam się. Pomimo kilku łuk w logice film się świetnie ogląda i trzyma klimat jedynki i dwójki (ale na szczęście nie jest to „dzieło” jak film z 2016).