- Tytuł: Diverge
- Premiera festiwalowa: 9 czerwca 2016 (The Art of Brooklyn Film Festival)
- Premiera online: 6 luty 2018 (iTunes)
- Scenariusz i reżyseria: James Morrison
Fabuła / Opis
Chris Towne (Ivan Sandomire) ocalał z pandemii wywołanej śmiertelnym wirusem, która pogrążyła świat w chaosie i zabrała miliony istnień. Po śmierci jego bliskich, zostaje on ogłuszony i pojmany przez tajemniczego człowieka. Gdy odzyskuje przytomność orientuje się, że znalazł się w świecie, gdzie wciąż żyje jego zmarła żona i syn. Niespodziewanie otrzymuje zatem szansę odzyskania utraconego, dawnego życia, a także możliwość powstrzymania ludzi odpowiedzialnych za chorobę…
DIVERGE (2016) – OPINIA / Krótka recenzja
Dziwny jest ten filmowy świat… Film „Diverge” miał swoją premierę jeszcze w 2016 roku, gdzie został pierwszy raz pokazany na festiwalu „The Art of Brooklyn”. Od tamtej pory przecierał się na kilkudziesięciu festiwalach na całym świecie, by ostatecznie trafić do szerszej publiczności dopiero w lutym 2018 roku, kiedy to został udostępniony na iTunes.
Siłą filmu Jamesa Morrisona jest dość dobry warsztat filmowy (w sferze zdjęć i muzyki) oraz przemyślana, dość spójna fabuła, która może zmusić widza do myślenia i zgadywania. Dobrze dobrana muzyka i ciekawe ujęcia budują interesujący, postapokaliptyczny klimat, zwłaszcza na początku trwania filmu, kiedy obserwujemy życie bohaterów na odludziu. Kilka pustynnych ujęć jest wówczas wręcz hipnotyzujących, a milczące sceny między małżonkami zapowiadają nastrojowe dzieło, w którym większą rolę odgrywa sam obraz niż kwestie dialogowe.
Nic jednak bardziej mylnego. W dalszej części trwania filmu akcja przenosi się do miasta, zbudowany wcześniej klimat szybko ulatuje, a bohaterowie zaczynają wymieniać się sztampowymi i wyjątkowo nieinteresującymi dialogami. O ile sam pomysł na prowadzenie narracji i zwroty fabularne są w założeniu dobre, o tyle półamatorska jakość ich wykonania jest sporym niewypałem tej produkcji. Ivan Sandomire, który wciela się w postać Chrisa, jest niestety słabym, pozbawionym charyzmy aktorem o wręcz drażniącej mnie aparycji. Psuje on wszystkie swoje kwestie skutecznie odzierając je z jakiejkolwiek dramaturgii. Pod koniec filmu amatorskie wyczyny Ivana działały już na mnie jak płachta na byka.
Szkoda… Szczerze żałuję, że film nie zdołał zdobyć środków na tyle dużych, aby starczyło na zatrudnienie profesjonalnego aktora do roli głównej. Dobra obsada jednak nie byłaby lekiem na całe zło, gdyż James Morrison (reżyser i scenarzysta) powinien znacznie bardziej dopracować kwestie dialogowe lub też – wiedząc, że nie jest to jego mocna strona – z premedytacją ograniczyć je do minimum i postawić na sam obraz, jak w pierwszej fazie trwania filmu. Tak się jednak nie stało, co mocno odbiło się na końcowym odbiorze całego filmu.
Mimo tych sporych zgrzytów, film „Diverge” dzięki dobremu pomysłowi na fabułę, potrafi zaciekawić i zostawić lekką rysę na widzu. Ta kameralna i nawet inteligentna produkcja, tycząca się problematyki podróży w czasie, prócz krótkiego i nienależycie rozwiniętego wątku równoległych wszechświatów, wprowadza jednak niewiele świeżego do wspomniane tematyki i niestety jest bardzo słabo zagrana. Gdybym oceniał ten film stricte jako dzieło amatorskie i fanowskie, mógłbym je Wam z przyjemnością polecić. Niestety „Diverge” spełnia się w roli produkcji profesjonalnej tylko w sferze zdjęć i muzyki, resztę aspektów filmowego rzemiosła traktując po macoszemu. Czasami sam dobry pomysł nie uratuje się bez przynajmniej przyzwoitej gry aktorskiej oraz dostatecznych dialogów…
Zwiastun / Trailer
No i proszę reżyser – wizjoner, a niektórzy kręcą nosem, że aktor mało przystojny.
Obejrzałem. Ciekawy pomysł, wykonanie też całkiem dobre. Niektóre sceny, jak na mój gust trochę zbyt rozciągnięte. Zastanawiam się tylko czy chodzi o równoległość wszechświatów czy o przemieszczanie się w czasie. A może to jedno i to samo?