Obcy: Ziemia – recenzja odcinka 7 »Ujawnienie«
Odcinek „Emergence” (Ujawnienie) miał być punktem kulminacyjnym przed finałem serialu „Obcy: Ziemia”. Wprawdzie rozstawił figury przed finałem, ale dostarczył kolejną porcję skrótowo opowiedzianych wątków. Coraz trudniej mi szukać tu pozytywów – a nawet gdy się pojawiają, są szybko przykrywane przez niedociągnięcia scenariusza. Serial jest napisany po łebkach, niemal każdy wątek traktowany jest zbyt pobieżnie, jakby twórcy spieszyli się, by domknąć wszystko jak najszybciej, bez głębszej refleksji…
Recenzja odcinka 7 serialu „Obcy: Ziemia” – „Ujawnienie”
Największym przewrotem w całym uniwersum Aliena okazała się więź Wendy z Ksenomorfem. W odcinku siódmym Obcy chyba definitywnie przestał być drapieżnikiem doskonałym, by stać się czymś w rodzaju obronnego pupila, który zaskakująco jest posłuszny swojej nowej „pani”. Wendy urasta do pewnej formy Królowej Xenomorfów, co u ortodoksyjnych fanów musi budzić odruchowe facepalmy. Problem w tym, że nikt nie tłumaczy jak bohaterka poradziła sobie ze swoistą barierą międzygatunkową i dlaczego tak naprawdę Ksen ją słucha oraz dlaczego Wendy po bliskim śmierci starciu z dorosłym osobnikiem – nie miała nawet grama traumy i ochoczo przystąpiła do „wychowywania” nowego Ksenomorfa. Ani fabuła, ani dialogi nie dają nam żadnych solidnych podstaw pod to, co widzimy. Efekt? Nie ma w tym wiarygodności, a sam potwór zostaje spłycony do narzędzia fabularnego. Cała mitologia, budowana przez dekady skutecznie traci swoją moc. A dodatkowo przedziwnie oglądało się bestię grasującą w otoczce bujnej roślinności, dżungla – jak wiemy – jest bowiem atrybutem innego drapieżcy przybyłego z kosmosu. Może zatem przyszedł czas by to zmienić?
W odcinku „Ujawnienie” szczególnie szokująca jest decyzja Wendy o wypuszczeniu Obcego na żywych ludzi. To nie był gest wymuszony nagłą sytuacją, to była decyzja podjęta z premedytacją i wyrachowaniem, podjęta nienaturalnie łatwo i bez wahania. Czy naprawdę mentalne dziecko uwięzione w sztucznym dorosłym ciele mogłoby podjąć tak drastyczny krok? A jeśli tak – to czy nie oznacza to poważnych zaburzeń psychicznych tej postaci?
Podobne pytania można zadać o innych bohaterów – jak chociażby dziewczynie, która jeszcze niedawno „wierzyła” w swoją ciążę, a teraz sieje śmierć bez najmniejszego zawahania. Wydaje się kompletnie niestabilna, a jej zachowania pasują bardziej do taniego horroru niż do spójnej opowieści w uniwersum „Obcego”.
Trzeba jednak oddać, że sam ten odcinek serialu „Obcy: Ziemia” prowadzi narrację bez większych przestojów. Chaos na wyspie, próba ucieczki Wendy, Hermita i Nibs, a także wejście sił Yutani – to wszystko spina się w jeden ciąg wydarzeń, który eskaluje i utrzymuje tempo. Scena rodzącego się Chestburstera, rozegrana na plaży w świetle dnia, to jeden z najmocniejszych momentów odcinka – brutalny, a jednocześnie chłodno zdystansowany. Na plus wyróżnia się także Kirsch, który nareszcie przeszedł z trybu robienia min i sugestywnego spojrzenia do czynu. Zamiast blokować ewakuację, zaskakująco działa wbrew oczekiwaniom, co czyni go postacią mniej przewidywalną i wzmacnia polityczno-kroporacyjny wymiar całej historii. Wreszcie, warto podkreślić, że odcinek trzyma dość dobre tempo – tym razem przyśnięcie nam nie grozi i dzieje się sporo.
„Emergence” pełni też funkcję typowego półfinału „Alien: Earth” – to przede wszystkim ustawianie figur przed końcówką sezonu. Dla niektórych widzów może to być zaleta, bo fabuła wreszcie zmierza do wyraźnego punktu kulminacyjnego, ale ja odebrałem to jako zbyt mało treści „na teraz”. Brakuje mi „mięsa” narracyjnego, które mogłoby ten odcinek wynieść ponad rolę zwykłego przystanku w drodze do finału. Do tego dochodzą nielogiczne decyzje bohaterów, rodem z najtańszego horroru – chociażby próba ukrycia ofiary Facehuggera pod łóżkiem… To nie tylko wywołuje irytację, ale też podcina wiarygodność całej sytuacji. Tak samo działa bezradność systemów bezpieczeństwa na wyspie – wszystko dzieje się zbyt łatwo i traci na wiarygodności. I wreszcie – mimo że wiele się działo w odcinku, to wiele wątków albo wciąż stoi w miejscu lub posuwa się tylko lekko do przodu, a część postaci pozostaje ledwie zarysami, albo ginie, zanim dostanie szansę na rozwinięcie. To sprawia, że trudno angażować się emocjonalnie w to, co oglądam, bo serial wciąż nie daje mi solidnych fundamentów pod więź z bohaterami.
Odcinek „Ujawnienie” stara się nadrabiać efektownymi scenami i podkręceniem akcji, ale dla mnie to już nie działa. Fundamenty są zbyt kruche, decyzje bohaterów zbyt absurdalne, a fabuła zbyt chaotyczna, żeby realnie się tym przejmować. Zamiast napięcia i dramaturgii dostaję festiwal dziur, skrótów i niekonsekwencji. Szczerze mówiąc – chciałbym, aby ten serial jak najszybciej się skończył. Jeśli finał zdoła to wszystko poskładać w spójną wizję i udowodni, że całość miała naprawdę głębszy sens, wtedy przyznam, że się myliłem. Ale obecnie w to nie wierzę. Może jeszcze będę się mylił. Najważniejsze, że w finale chwilowo zapomniane OKO może wrócić do łask i dostanie nowe, ludzkie ciało. Nawet mam idealnego kandydata, ale zobaczymy…
Dla mnie 5/10 lepszy od Przymierze, Romulus na plus Krish, Morrow, Ms Yutani, Rashidi którego ośmieszyli w 8 epizodzie ale nadal żyje więc może powróci w sezonie 2 jeśli tego nie skopią głupotami o słabych głupich mężczyznach co jest zarazą w przemyśle filmowym i serialowym. Są naiwni mężczyźni Joe, Arthur bo Disney, Hollywood 21 wieku któremu daleko do lat osiemdziesiątych i filmów typu Alien, Aliens, Predator 1, 2. Oko z mackami którego inteligencja kończy się na uciecze bo mając nosiciela atakuje obcego bez broni i gryzie :)
Jest sporo głupot typu jeden Obcy jako prymitywny zabijaka któremu daleko do Obcych z Aliens tylko biega i morduję chociaż są jaja więc mógł porywać ludzi na nosicieli, super szybko morduje kilku uzbrojonych żołnierzy ale pojawia się Wendy i jakimś nożykiem obcina mu głowę :) Kolejny Obcy jako sługa Wendy która robi za Goddess czy Królową do tego moce kontrolowanie komputerów, androidów :). Nibs która wariuje więc w sezonie 2 raczej nadają się na tych złych niż tych dobrych bo daleko im do Ellen Ripley, Vas czy z komiksów, książek, gier Amandy Ripley, Zuli, Machiko. Ms Yutani ze swoją korporacją może WY PMC, Combat Androids, może Marines jako ci dobrzy Morrow który zorientowałby się że za śmiercią jego rodziny stała rodzina Yutani bo najwięcej skorzystali na tym, Rashidi vs złe kobiety Wendy, Yutani
Czas akcji serialu wyprzedza ten z filmu „Obcy: Przebudzenie”. Bardzo nie lubię, w nowych odsłonach dawnych hitów tego, iż współcześniakom się wydaje, że wiedzą coś wiecej i lepiej od swoch utalentowanych poprzedników – tym sposobem wytwarzają oni, za pomocą swoich dziełek, jawne sprzeczności w uniwersach. Okazuje się potem, iż bohaterowie genialnych pierwowzorów, osadzni w późniejszych czasach, nie wiedzą o czymś co wcześniej było znane i oczywiste. Dla starych fanów sagi było rzeczą niepodważalną, iż ksenomorfa nie można wytresować – teraz jakieś smarki będą twierdzić inaczej, bo widzieli to w serialu „Jak wytresować ksena: Ziemia”. Kolejna rzecz to język obcych. Było wiele przesłanek, iż ksenomorfy się pomiędzy sobą komunikowali (obcy 2 i 4) – jestem w stanie przyjąć, że jakiś super komputer w głowie syntetyka byłby w stanie roszyfrować kosmiczny język ksenomorfa, ale nie powinno to być jednoznaczne z totalnym władaniem obcym przy jego użyciu. To, że jesteśmy w stanie zrozumiec język wroga nie oznacza, że stanie się on nam nagle całkowicie posłuszny. Nawiązując do „przebudzenia” już sam klon Ripley obśmiał możliwość tresury obcych (i okazało się to prawdą) – nawet takich ze sporą domieszką ludzkiego DNA. I właśnie to było fascynujące, że ksenomorf wymykał się ludzkim normom i nie można go było ujarzmić, czy też przerobić na domowego pupila. Obcy nie był też głupią i bezmyślną maszyną do nagłego masowego zabijania – zabijał, gdy musiał, ale raczej starał się wpierw pozyskać żywiciela. Pojedynczy obcy był ostrożny – czatował, planował i podkradał się w ciemnościach zakamarków. Zachowanie i strategia zmieniała się na bardziej otwartą oraz frontalną w masie roju – podobnie bywa u szarańczy.
Produkt dla nowego pokolenia, pozdro.
Jestem po ostatnim odcinku. Odczułem głęboką ulgę, że serial już się skończył i nie będę oglądał dalszych odcinków. Naprawdę zły serial. Profanacja tego uniwersum przez Disneya. Dobra recenzja.