Gra „The Callisto Protocol” (2022) – Recenzja
- Gra The Callisto Protocol
- Developer: Striking Distance Studios
- Wydawca: Krafton
- Gatunek: Horror/Sci-Fi/Akcja
- Premiera: 02.12.2022
- Platformy: Sony Playstation 4/5, Xbox One X/S, Xbox Series X/S, PC
- Trailer
Na samym początku przyznam się, że napalałem się na grę „The Callisto Protocol”, jak przysłowiowy szczerbaty na suchary. Uwielbiam serię Dead Space nieodżałowanych Visceral Games – nawet trzecia część, mimo, iż oceniana zdecydowanie niżej niż poprzednicy, znalazła miejsce w moim małym, czarnym serduszku. Toteż od pierwszej zapowiedzi byłem niesamowicie zaintrygowany recenzowanym tytułem, i nawet plotka, że historia miałaby rozgrywać się w uniwersum PUBG mnie nie zniechęciła. Oczywiście, grę kupiłem w przedsprzedaży, bo za twórców Dead Space dałbym sobie obciąć rękę.
I co? I, cytując klasyka, nie miałbym dziś ręki. Dlaczego? O tym w niniejszej recenzji.
Gra The Callisto Protocol – Recenzja / Opinia
W grze „The Callisto Protocol” wcielamy się w Jacoba Lee, kogoś na kształty kosmicznego kuriera. Poznajemy go w chwili, w której kosmiczni piraci napadają jego statek, aby ukraść przewożony nim cenny ładunek medyczny. Wywiązuje się między nimi krótka walka, która kończy się katastrofą statku na jednym z księżyców Jowisza, Kallisto. Pech chce, że znajduje się tam więzienie, do którego trafia protagonista. Dlaczego napadnięty trafia do więzienia o wyjątkowo ostrym rygorze, bez jakiejkolwiek możliwości wytłumaczenia się czy potwierdzenia swojej tożsamości? To wyjaśnia się dopiero pod koniec gry, ale mimo wszystko, brak logiki na samym początku jest trochę słabym rozwiązaniem.
Sekwencja serwowana graczom, już po osadzeniu animowanej przez nas postaci w więzieniu, wydała mi się dziwnie znajoma. Trafiamy bowiem w jakieś miejsce, jest chwila względnego spokoju, po czym nagle świat zaczyna się walić. Kiedy wpełzłem do pierwszego szybu wentylacyjnego już wiedziałem skąd ów początek znam – toż to ‘Dead Space 2’ we własnej osobie. Ja rozumiem, że to ci sami twórcy i w ogóle, ale takie deja vu wzbudza we mnie mieszane odczucia. Tym bardziej, że w kolejnych etapach ucieczki z zakładu ‘Black Iron’ dosłownie co dwa kroki natykałem się na sceny żywcem przeniesione z trylogii ‘DS’. O fabule mogę powiedzieć tylko tyle, że jest – nie zainteresowała mnie ani historia Jacoba, ani spotykanych po drodze postaci. Ot, generyczne sci-fi jakich w grach spotkałem już setki. I, co warto podkreślić, to nie jest horror. Gra nie straszy ani trochę. Jest klimatyczna, mroczna i ciężka, ale nie straszna. Spory minus.
Niewątpliwym plusem gry „The Callisto Protocol” jest natomiast niesamowita oprawa graficzna. Prawdopodobnie to najlepsze użycie czwartej wersji silnika ‘Unreal’ jakie widziałem w grach. Modele, tekstury, animacje, mimika postaci, stróżki potu ściekające po czole, projekty mutantów, oświetlenie, cieniowanie – wszystko zachwyca. Mimo, że ogrywałem tytuł na moim skromnym Xbox Series S, to i tak wyglądał niesamowicie, zrobił na mnie znacznie większe wrażenie niż ‘God of War Ragnarok’, którego ukończyłem kilka dni wcześniej.

Również wydajność „The Callisto Protocol” na ‘małym xboksie’ była całkiem przyzwoita – rzadko zdarzały się większe spadki animacji, cały czas było dość stabilne 30 klatek. Dodatkowo, dzięki zastosowanym filtrom, na 65’ TV ciężko mi było zauważyć, że gra była renderowana w rozdzielczości znacznie niższej niż natywne dla ekranu 4K. Oprawa to zdecydowanie najjaśniejszy punkt recenzowanej przeze mnie produkcji, chociaż z tego co czytałem – na PC wydajność często uniemożliwia rozgrywkę, a wersja na XSX jest pozbawiona technologii RT. Obie przypadłości mają poprawić łatki, jednak póki co problemy nadal występują. Wersja na PS5 jest od nich wolna.
Również w dziedzinie dźwięku wszystko jest jak powinno. Po samym dźwięku jesteśmy w stanie dość precyzyjnie umiejscowić przeciwników. Broń brzmi dobrze, tak samo jak wszelkie efekty dźwiękowe towarzyszące walce czy eksploracji. Szczególnie fajny jest dźwięk dobywania podstawowej broni- czegoś na kształt elektrycznej pałki – jej aktywacja bardzo przypomina odgłosy wydawane przez miecz świetlny, także zdarzało mi się biegać i specjalnie wyciągać oraz chować broń dla zabawy.
Znacznie gorzej jest niestety z mechaniką rozgrywki. Twórcy „The Callisto Protocol” zdecydowali się skierować walkę z broni dystansowej na białą, i, w moim odczuciu, totalnie nie mieli pojęcia w temacie. Jest bowiem niesamowicie chaotycznie, a co gorsza przeciwnicy potrafią pojawić się za plecami. Łącząc to z dość wysoką wrażliwością naszej postaci (śmierć po średnio 3-4 uderzeniach), dość topornym systemem uników, i, niekiedy niedomagającym systemem kolizji, otrzymujemy mały koszmarek. Mamy co prawda możliwości uniku i bloku, ale unik jednego ataku może wystawić nas na atak drugiego wroga, a blokowanie i tak odbiera punkty zdrowia.
Broń dystansowa jest bardzo słaba. Oczywiście, możemy nasz sprzęt ulepszać, jednak przez całą, trwającą 13 godzin rozgrywkę udało mi się zgromadzić ilość kredytów pozwalającą na pełne ulepszenie tylko trzech z nich. Zaznaczam, że nie unikałem walki i starałem się wytłuc jak najwięcej mutantów, bo to właśnie kredyty wypadające z zabijanych wrogów stanowią główne źródło ‘utrzymania’. Od czasu do czasu znajdujemy też artefakty które możemy sprzedać. Nic nie stoi na przeszkodzie sprzedawania broni i amunicji, ale ceny ich sprzedaży są niewspółmierne do zakupu (apteczka przy sprzedaży kosztuje 100 kredytów, ale już, gdy chcemy ją kupić, to musimy wysupłać z kieszeni ich 500). Niestety, co było dla mnie sporym zaskoczeniem – nie mamy możliwości ulepszania kombinezonu – ot, mamy to, co przygotowali dla nas twórcy (a przygotowali niewiele…) i musimy się z tego cieszyć.

Dodatkowo, problem uzbrojenia w „The Callisto Protocol” pogłębia jego znikoma różnorodność. Jedynym ciekawym narzędziem jest rękawica kinetyczna, która działa podobnie jak gravity gun z ‘Half- Life 2’. Jeśli chcemy szybko zakończyć potyczkę to łapiemy wroga i wyrzucamy go za barierkę lub nabijamy na elementy otoczenia. Niestety, baterie do rękawicy wyczerpują się bardzo szybko i kilka razy zdarzyło mi się nie zdążyć rzucić przeciwnikiem, ponieważ bateria w rękawicy padła bezpośrednio po jego uniesieniu. Sama zmiana baterii i leczenie są bardzo problematyczne. Po pierwsze te czynności trwają niesamowicie długo i atak wroga, bądź próba poruszenia się przerywa w/w akcje. Druga rzecz to fakt, że jakiś spec od interfejsu błysnął intelektem przy używaniu ekwipunku i w grze za wszelkiej maści akcje odpowiada przycisk ‘A’. Czyli rozsądnym byłoby założenie, że wybierając przedmiot na ekranie ekwipunku wolę jego wykorzystania również potwierdzimy przyciskiem ‘A’, prawda? Otóż nie, na ekranie ekwipunku – ‘A’ służy do wyrzucenia przedmiotu. Chyba nie muszę cytować potoku rynsztokowego języka, który wydobywał się z moich ust w sytuacji, kiedy chciałem szybko załadować baterię do rękawicy, a zamiast tego wyrzucałem ją na podłogę…
Żeby ciągle nie jechać po produkcji wspomnę, że ciekawy jest koncept sklepu – wszystkie przedmioty i ulepszenia broni pozyskujemy z drukarki 3D, dzięki czemu proces dokładania ulepszonych części wygląda bardzo efektowanie.
Niestety, gra „The Callisto Protocol” okazała się dla mnie ogromnym wręcz rozczarowaniem. Miał być duchowy następca ‘Dead Space’, a wyszedł ‘Dead Space 2’, który zrobił trzy kroki w tył i jeden w przód. Rzadko jest tak, że żałuję wydanych na daną produkcję pieniędzy, a niestety, w tym przypadku tak właśnie jest. Blisko trzysta polskich złotych to kwota zdecydowanie nieadekwatna do zawartości. Jeśli ktoś bardzo chce zapoznać się z pierwszym dziełem ‘Striking Distance Studios’, to lepiej niech zaczeka na obniżkę – taka, powiedzmy, stówka, byłaby uczciwą kwotą. Rozwiązania przyjęte przez deweloperów są o tyle dziwne, że w dużej części to weterani branży którzy wiedzą co działa a co nie. Szkoda, naprawdę wielka szkoda.
Dokładniej – słabe 2/4.
Można sprawdzić, ale na pewno nie za cenę premierową.
Gra The Callisto Protocol – Trailer
