Film „Zanim znikniemy” (2017) – recenzja
Film „Zanim znikniemy” jest bez wątpienia bardzo oryginalnym i świeżym podejściem do kina science fiction z aspektem kosmicznej inwazji, zgrabnie łączącym elementy kina psychologicznego, obyczajowego oraz akcji z nienachalnym wątkiem romantycznym. Jest też dziełem niosącym inteligentne, niebanalne przesłanie o sile i znaczeniu miłości w życiu każdego człowieka. Naturalnie nie jest to film dla każdego i wymaga od widza nie tylko dużej cierpliwości (czy wręcz poświęcenia by przez niego przebrnąć), ale i świadomości specyfiki dalekowschodniego kina, a także odrębności japońskiej kultury. Zapraszam do pełnej recenzji.
- Tytuł: Zanim znikniemy
- Tytuł oryginalny: Sanpo suru shinryakusha
- Premiera VOD: 12 grudnia 2017 (Polska)
- Premiera festiwalowa: 21 maja 2017 (Festiwal w Cannes)
- Produkcja: Japonia
- Reżyseria: Kiyoshi Kurosawa
- Scenariusz: Kiyoshi Kurosawa, Sachiko Tanaka
Fabuła / Opis
Zadaniem trzech przybyszów z obcej planety, którzy pojawiają się na Ziemi, jest przygotowanie gruntu pod masową inwazję. Aby nie zostać rozpoznani, kosmici przejmują ludzkie ciała od przypadkowo napotkanym osób. Cielesna forma to jednak nie jedyna rzecz, jaką obcy odbierają nieszczęśnikom. Od ofiar pobierają oni bowiem także najróżniejsze koncepcje, stanowiące fundamenty funkcjonowania społeczeństwa, takie jak: umiejętność rozróżnienia dobra i zła, idee rodziny, własności czy wolności. Ten metodyczny rekonesans ludzkości wyrządza ogromne spustoszenie psychologiczne i duchowe w świadomości ofiar. Jeżeli chcesz przetrwać, nie pozwól IM wejść do Twojego umysłu.
ZANIM ZNIKNIEMY (2017) – RECENZJA / OPINIA
Japończycy pokusili się o własną interpretację inwazji obcych na Ziemię. Mając ograniczone możliwości finansowe z premedytacją pominęli spektakularność efektów specjalnych, czy nawet elementy wartkiej akcji, by skupić się głównie na warstwie fabularnej, z naciskiem na sferę psychologiczną. Brzmi intrygująco, ale czy naprawdę jest tak w rzeczywistości?
Muszę przyznać, że pomysł twórców jest bardzo świeży i stanowi najjaśniejszą stronę tej japońskiej produkcji. Mimo iż możemy się tylko domyślać w jakim celu obcy sondują umysły przypadkowych ludzi, koncepcja odbierania nam pojedynczych składowych świadczącym o naszym jestestwie – jest zarazem interesująca, jak i przerażająca.
Kim stalibyśmy się, gdybyśmy nagle zatracili pojęcie wolności, odpowiedzialności lub własności czy też pracy? Czy bylibyśmy wówczas tymi samymi osobami, czy też może nasz umysł, pozbawiony jednego z filarów osobowości i społecznej przynależności, rozpadłby się niczym domek z kart, a my popadlibyśmy w obłęd? Twórcy filmu skupiają się na kilku postaciach, by ukazać efekty owej umysłowej kradzieży dokonywanej przez obcych i trzeba przyznać, że w kilku przypadkach wyszło im to interesująco oraz zaskakująco. Niestety niektóre efekty pobrania dokonywanego przez kosmitów zostały nadmiernie uproszczone i niepotrzebnie obrócone w pastisz.
Tak, elementów humorystycznych nie zabrakło w produkcji Kurosawy, ale pełniły one tylko rolę epizodyczną. Najważniejsze, że nie przytłoczyły one zarówno całego filmu, jak i jego głównego, bardzo mądrego i bynajmniej nie banalnego przesłania o sile oraz znaczeniu miłości w naszym życiu, a także o tym, jak to fundamentalne uczucie nas definiuje i w jaki sposób determinuje nasze działania. Wszystko to udało się dokonać bez nachalnego i przesłodzonego romansu. Brawo!

Film „Zanim znikniemy”, podobnie jak „Arrival” traktuje kontakt z obcymi, zaledwie jako pretekst do opowiedzenia więcej o nas samych. Oczywiście powyższe porównanie jest tylko umowne, gdyż film Kurosawy ma inną powagę i zupełnie odmienny styl niż produkcja Denisa Villeneuve’a.
Skoro o stylu mowa, pora zwrócić uwagę na największy mankament filmu. Film „Zanim znikniemy” to specyficzny melanż dalekowschodniej odmienności w stylu filmowego rzemiosła oraz specyfiki odbiorcy, do jakiej jest on kierowany. Europejski widz, zwłaszcza ten, który jest mocno przyzwyczajony do utartych hollywoodzkich schematów, może mieć ogromny problem, aby przebrnąć przez film Kurosawy. Narracja, zwłaszcza w pierwszej połowie trwania filmu, prowadzona jest wyjątkowo ślamazarnie i aż za spokojnie, a początkowe wątki fabularne nie są ukazane na tyle interesująco, aby mocno przykuć uwagę widza. Osobiście miałem spory problem, aby nie zasnąć w pierwszej fazie filmu, a mniej więcej w jego połowie Morfeusz miał mnie w garści i tylko siłą woli przetrwałem ten kryzys. Nie zdziwiłbym się, gdyby wielu z Was zakończyło w tym momencie seans lub zaczęło przeskakiwać, by zobaczyć samą końcówkę.
W drugiej połowie trwania filmu jest jednak ciekawiej. Nie tylko widz przyzwyczai się już do odmienności wschodniego kina i do specyfiki ukazywania ekspresji przez aktorów, ale i sama akcja filmu przyspiesza, a wątki zaczynają stopniowo przeskakiwać z kameralnych na bardziej globalne. Pojawia się motyw ściganych i goniących, upływającego czasu i prób powstrzymania misji kosmitów. Możemy nawet zobaczyć kilka scen walk w typowo wschodnim stylu (niemniej nie są one zbyt porywające), parę strzelanin, a także finałowych starć z torpedującym dronem.

Twórcom należy się plus nie tylko za samą końcówkę, która była dobrym podsumowaniem głównego przekazu filmu i elementem zgrabnie domykającym spójność fabuły, ale także za fakt, iż nie zdecydowali się pokazać nam prawdziwego oblicza obcych, zostawiając ten element naszym domysłom. Coś co w Hollywood jest obecnie nie do pomyślenia.
Film „Zanim znikniemy” jest bez wątpienia bardzo oryginalnym i świeżym podejściem do kina science fiction z aspektem kosmicznej inwazji, zgrabnie łączącym elementy kina psychologicznego, obyczajowego oraz akcji z nienachalnym wątkiem romantycznym. Jest też dziełem niosącym inteligentne, niebanalne przesłanie o sile i znaczeniu miłości w życiu każdego człowieka. Naturalnie nie jest to film dla każdego i wymaga od widza nie tylko dużej cierpliwości (czy wręcz poświęcenia by przez niego przebrnąć), ale i świadomości specyfiki dalekowschodniego kina, a także odrębności japońskiej kultury. Osobiście w odbiorze filmu bardzo pomogła mi wizyta w Kraju Kwitnącej Wiśni, jaką miałem okazję przeżyć kilka lat temu.
Zwiastun / Trailer
źródło foto: theplaylist.net/cannes-first-teaser-kiyoshi-kurosawas-alien-invasion-movie-vanish-20170413/
oraz kadry z filmu „Zanim znikniemy”
Wszystkie Najlepsze filmy SciFi 2017 »
