Film „Battalion” (2018) – recenzja

0

 

  • Tytuł: Battalion
  • Premiera: 9 stycznia 2018 (USA, Internet)
  • Reżyseria i scenariusz: Michael Miller

Fabuła / Opis

Inwazja Obcych staje się faktem – armia maszyn z równoległego wszechświata sieje zniszczenie na całym świecie. Ludzie starają się stawiać opór bezwzględnemu wrogowi. Na południowym Pacyfiku grupa świeżych rekrutów amerykańskich Marines zostaje wysłana na linię frontu. Wśród nich jest dwóch braci, którzy stracili rodzinę podczas ataku maszyn na Los Angeles. Pełnią oni zupełnie różną rolę. Starszy brat, Chris (Michael Thomson) jest weteranem, który ma przygotować do walki Johna (Jesse Richardson) oraz innych „żółtodziobów”.

 

BATTALION (2018) – RECENZJA / OPINIA

 

Film “Battalion” (2018) nakręcono za śmiesznie niską kwotę, zaledwie 40 tys. dolarów. O tym, że jest to „dzieło” niszowe i bardziej fanowskie niż profesjonalne możemy przekonać się już w pierwszych jego scenach, które doskonale pokazuję z czym będziemy mieli do czynienia podczas całego seansu. Paradoksalnie już pierwsza minuta filmu odkrywa jego niemal wszystkie wady. Obserwujemy bowiem najazd wrogich statków z równoległego wszechświata. Jakość wykorzystanych wówczas efektów specjalnych przypomina sceny z gier komputerowych sprzed 20 lat i nie ma w tym krzty sarkazmu, to po prostu fakt.

Cóż, o efekty można było się obawiać będąc świadomym niskiego budżetu i oglądając zwiastun filmu, zatem nie powinniśmy być zaskoczeni. Gorzej natomiast, że sekwencje inwazji brutalne poprzecinane są wstawianiem czarnych plansz z napisami, które przedstawiają twórców tej okropnej produkcji. W efekcie cała początkowa sekwencja filmu jest poszatkowana jak kapusta, brak tu pożądanej płynności przez co momentalnie pojawia się irytacja widza.

Co jeszcze gorsze – wspomniane szatkowanie nie jest tylko przypadłością samego początku filmu, lecz zaraża również całą jego resztę. Po inwazji i pierwszej scenie na plaży, cofamy się nagle o kilka miesięcy, by w zupełnie nieangażujących widza scenach, poznać bliżej naszych bohaterów. Czyli powielamy oklepany do bólu schemat z dziesiątek lub setek wcześniejszych produkcji tego typu. Między wątkami obyczajowymi co chwilę wskakujemy z powrotem na teren walk z maszynami (szatkownica dalej w użyciu).

Gdy już uda się przebrnąć przez rodzinne koneksje, akcja nareszcie spowalnia, a widz może skupić się na jednym wątku i cieszyć się chwilą bez retrospektywnych wstawek (szatkownica odłożona). Przez kilkanaście minut śledzimy zatem szkolenie tytułowego batalionu. Mimo, że twórcy trzymają się utartych stereotypów, jest to najlepsza część produkcji. Starano się tutaj budować relacje między rekrutami i jakąkolwiek dramaturgię.

Niestety, gdy batalion zostaje rzucony do walki, znów zaczyna rządzić chaos. Akcja w ciągu kilku minut potrafi przeskoczyć w różne lokacje rozstrzelone po całym globie, w których nadal śledzimy losy tych samych bohaterów. Można się w tym łatwo pogubić – co dzieje się teraz, a co jest retrospekcją? Łatwo tracimy też z oczu główny cel jaki przyświeca bohaterom – co oni właściwie chcą osiągnąć, jaka jest ich motywacja? Aby otrzymać odpowiedzi na to pytanie, musimy dotrwać do końcówki, a nie będzie to łatwe zadanie.

Film „Battalion” jest katastrofalną produkcją, która zabrała mi 90 minut życia. Została ona nie tylko źle przemyślana, ale i źle wykonana. Kuleją tutaj wszystkie elementy filmowego rzemiosła – zawodzi zarówno przewidywalny, schematyczny scenariusz, jak także papierowe, przerysowane, nieciekawe postacie, zagrane półamatorsko przez anonimowych aktorów, wymieniających się sztampowymi dialogami, oraz nawet montaż, który jest niechlujny i szarpany. Spójność fabularna została potraktowana szatkownicą niczym główka kapusty. Militarne możliwości i wygląd zmechanizowanych przedstawicieli wrogiego najeźdźcy (o motywach działania których w zasadzie nie dowiedzieliśmy się kompletnie nic) budzi wręcz uśmiech politowania. Wbrew sugerującego to zwiastunowi – nie ma w filmie wartkiej akcji i przesytu scen walk. Nie ma również nic interesującego od strony fabularnej. Problemy i dylematy bohaterów są niewiarygodne i źle przedstawione. Nawet muzyka potrafi doprowadzić widza do ścisku szczęk – przez cały czas trwania filmu bez przerwy słyszymy dwie, może trzy kompozycje, które są zapętlone. Wyobraźcie sobie, że przez 90 minut słuchacie w kółko dwóch kilkuminutowych utworów. Idzie wręcz oszaleć.

Film „Battalion” miał potencjał fabularny na zaledwie 10-15 minutowy short. Zamiast rozwlekać tą produkcję do katorżniczych 90 minut, można było skompresować całą historię do jednego kwadransa, a za zaoszczędzone pieniądze dopieścić efekty specjalne i w kilku krótkich scenach pokazać coś, co nie będzie przypominało „Pana Kleksa w kosmosie” (z całym szacunkiem do polskiej produkcji). Wydaje mi się jednak, że znacznie pożyteczniej dla świata byłoby, gdyby 40 tys. dolarów, jakie pochłonęła ta „produkcja”, przeznaczyć na cele charytatywne… Ale cóż, zyskano fundusze i zrobiono 90-minutowy film fanowski, który jednak nie zasłużył na to, aby pokazać go szerszej publiczności.

OCENA :


dr Gediman

 

 

Zwiastun / Trailer

źródło foto: screeny z filmu „Battalion”

 

FILMY SCI FI 2018 – POZOSTAŁE TYTUŁY »

Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę:
[Głosów: 8 Średnia: 4.1]
Zobacz także
Dodaj komentarz

Klikając "Wyślij komentarz" wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych wpisanych w formularz komentarza w celu publikacji, moderacji i udzielenia odpowiedzi na komentarz zgodnie z Regulaminem Serwisu i Polityką Prywatności.