Film „65” (2023) – Adam Driver vs. Dinozaury. Co mogło pójść źle? [Recenzja]

6

Uwielbiam dinozaury od dziecka i od pierwszej książki, którą samodzielnie przeczytałem. Toteż chłonę każdy obraz, w którym te wspaniałe zwierzęta się pojawiają. Dlatego, gdy zobaczyłem zwiastun recenzowanej produkcji niesamowicie się podekscytowałem. Film „65” ma przecież wszystkie składniki potrzebne, aby porwać widzów – statki kosmiczne, broń energetyczną i oczywiście dinozaury! Co może pójść źle, prawda? Prawda? Okazuje się, że całkiem sporo, i w poniższej recenzji nie omieszkam napisać dlaczego.

 

  • Film: „65”
  • Premiera:
    02.03.2023 (świat)
    17.03.2023 (Polska – kina)
  • Reżyseria: Scott Beck, Bryan Woods
  • Zwiastun

 

Film 65 (2023) – Recenzja / Opinia

 

Idąc do kina na film „65” byłem świadom że to produkcja z niższej półki i nie spodziewałem się cudów – ot, trochę akcji, znośnego CGI, i fabuły, która jako tako by to wszystko spajała.

Skoro mowa o fabule, to jest jej jednak tutaj niewiele – mamy bowiem niejakiego Milesa, o którym, z krótkiego wstępu dowiadujemy się, że ma żonę i poważnie chorą córkę. Ze względu na to ostatnie główny bohater, odgrywany przez Adama Drivera, decyduje się na emigrację zarobkową gdzieś w kosmos, aby zarobić na leczenie swojej pierworodnej.

Tutaj dopadła mnie pewna refleksja odnośnie świata przedstawionego – wspomniana rodzina mieszka na jakiejś niesprecyzowanej planecie, ale używają ziemskich określeń upływu czasu i skali metrycznej. Niby nie jest to coś szczególnie znaczącego, ale skoro używają znanych nam miar, to czemu silono się na jakieś fikuśne pismo, zamiast zwykłego alfabetu łacińskiego? Zaburza to trochę spójność świata.

Kontynuując jednak wątek fabuły – w trakcie lotu odłamki asteroidy uderzają w statek przewożący grupę ludzi w komorach hibernacyjnych, pilotowany przez Milesa, co powoduje znaczne uszkodzenia. W ich wyniku pojazd rozbija się na nieznanej planecie. Dodajmy – planecie nieznanej bohaterom, ponieważ widz na początku dostaje starą, dobrą planszę wyjaśniającą, że tym tajemniczym światem jest nasza Ziemia sprzed 65 milionów lat. Z katastrofy wychodzi cało oczywiście Miles, i, jak okazuje się dziewczynka o imieniu Koa.
Żeby nieco utrudnić sytuację, Koa nie zna języka, w którym mówi postać odgrywana przez Drivera, więc do i tak już słabej sytuacji rozbitków, dochodzą też problemy z komunikacją.
Para bohaterów podejmuje starania zmierzające do opuszczenia planety za pomocą kapsuły ratunkowej, która szczęśliwie nie została zniszczona w momencie zderzenia, ale spadła nietknięta w pobliskich górach.

Nie napiszę nic więcej, żeby nie spojlerować, ale fabularnie film „65” jest pozszywany z wielu mniej lub bardziej popularnych produkcji sci-fi. Sam znalazłem tutaj nawiązania lub zapożyczenia takich produkcji jak „Aliens”, „Alien Covenant” i „The Last of Us”, a pewnie jest tu jeszcze z tuzin innych dzieł kultury, z których scenarzyści czerpali swoje inspiracje. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby zrobili to z chociaż odrobiną finezji, a nie tylko podkolorowali znane schematy.

W kwestii gry aktorskiej tak naprawdę niewiele można powiedzieć. Adam Driver jest świetnym aktorem, co udowodnił już wielokrotnie. Starał się on wycisnąć z postaci Milesa ile tylko mógł, ale, jak mawia przysłowie „z piasku bicza nie ukręcisz”.
Wcielająca się w Koę, Ariana Greenblatt, ma do roboty jeszcze mniej, bo nawet nie musi wypowiadać kwestii, a jeśli już to robi, to albo gaworzy sobie w jakimś niezrozumiałym języku, albo powtarza po Driverze słowa w języku, którego nie rozumie. O pozostałych aktorkach wcielających się w żonę i córkę Milesa nie ma sensu nawet wspominać, bo mają dosłownie jakieś 3 minuty czasu ekranowego.
Napiszę tylko tyle, że główni aktorzy wyciskają maksimum z tych płaskich, jednowymiarowych bohaterów, w jakich przyszło im się wcielić.

 

Kwestia techniczna filmu „65” to z kolei element, do którego nie mogę się przyczepić. Scenerie są naprawdę ładne, zarówno te rzeczywiste jak i wygenerowane przez komputer. CGI jest na poziomie zdecydowanie przewyższającym ostatnie wybryki Marvela, które widziałem – czyli niesławnego „Morbiusa” i koszmarną pod tym (i w zasadzie wszystkimi innymi też) kontynuację „Czarnej Pantery”.
Dinozaury są wyrenderowane ładnie, poruszają się naturalnie i wyglądają jak z produkcji wysokobudżetowych. Doskwierać tylko może ich design – nie wyglądają ani tak, jak przyzwyczaiła mnie do tego seria „Park Jurajski”, ani tak, jak w produkcjach popularnonaukowych. Niektóre gatunki można rozpoznać, jak raptory czy allozaury (w końcu welociraptory nie są deinonychami, za co należy się ogromny plus), ale niektórych zidentyfikować nie byłem w stanie. Kostiumy, broń czy wnętrza statków wyglądają też niczego sobie. Jedyny poważniejszy zarzut jaki mam do wizualiów to niska jasność obrazu, ale może to być też spowodowane zmęczonym rzutnikiem, ponieważ w kinie, do którego chodzę, nie pierwszy raz się z tym spotykam.

Za udźwiękowienie odpowiada Sony, więc pod tym względem też niczego nie można produkcji zarzucić – las brzmi jak las, dinozaury wydają z siebie ciekawe dźwięki, do jakości i słyszalności dialogów też zastrzeżeń nie mam. Muzyka… jakaś jest, ale nie zapadł mi w pamięć żaden przewijający się przez film motyw. Ot, po prostu przyzwoicie robi za tło.

 

Film„65” okazał się dla mnie ostatecznie sporym zawodem.
Mimo, iż produkcja ta broni się technicznie, to zawodzi jednak pod każdym innym względem. Fabularnie za dużo kopiuje nie starając się wprowadzić minimalnych przynajmniej innowacji. Akcji, na którą bardzo liczyłem jest niewiele. Logiki wydarzeń, a raczej jej kompletnego braku, czepiać się nie będę, bo to tylko niskobudżetowe sci-fi. Jednak nawet biorąc pod uwagę długość produkcji (93 minuty) to udało jej się mnie momentami zanudzić. Aktorsko w zasadzie nie da się filmu ocenić, bo bohaterowie są tak papierowi, że odtwórcy nie mieli za wiele do odgrywania. Nie jest to obraz całkowicie zły, jest po prostu miałki i nijaki.

Czy warto iść na niego do kina?
Jeśli ktoś korzysta z jakiegoś abonamentu kinowego i ma wolne 90 minut, których nie ma jak inaczej spożytkować, to można. Ale żeby specjalnie rezerwować sobie ten czas i kupować bilety – zdecydowanie nie warto.

 

OCENA :


Harap

 

 

Zwiastun / Trailer filmu „65” (2023)

 

Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę:
[Głosów: 16 Średnia: 4.1]
Zobacz także
6 komentarze
  1. luoker

    Trochę klimat lady itp nie pasuje mi do tropikalnego klimatu , który wtedy panował . Przede wszystkim nie było w tej epoce trawy.

  2. chrumcio

    To jest dobry przykład jak można zmarnować potencjał na w miarę dobry film, a tak wyszło nie wiadomo co…

  3. Adam

    Dobry tekst , podoba mi się 👍👏
    Mam nadzieję, że to nie sztuczna inteligencja 😉
    Co do filmu to zacząłem go nawet oglądać na jakimś tam portalu ale przerwałem po 15 minutach. Dużo tego badziewia powstaje 😀 Wszyscy chcą zarobić 🤣

  4. Iwona

    I tak obejrzę, raz że lubię sci-fi i dinozaury, a dwa, że lubię Adama Drivera. Strasznie jadą po tym filmie, sądzę, że się wymadrzaja, a dla widza będzie spoko. Fikuśne pismo? A jakie pismo mają Arabowie lub Chińczycy? A są z tej samej planety

    1. Krzysztof

      Niestety nie chodzi o wymądrzanie się, poszedłem na film by gdzieś przeczekać spektakl na który odwiozłem córkę i to był stracony czas. Na plus był fakt że w kinie było ciepło i można by było się zdrzemnąć. Film nie posiada żadnej fabuły, nie wynika z niego nic i nie mówię o jakiś wartościach które miałby przekazywać. Chodzi że w płytkiej warstwie samej fabuły został nakręcony bez żadnego celu i pomysłu. Był niczym żart bez puenty.

    2. Jan

      Ten film jest tak słaby że aż nudny

Dodaj komentarz

Klikając "Wyślij komentarz" wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych wpisanych w formularz komentarza w celu publikacji, moderacji i udzielenia odpowiedzi na komentarz zgodnie z Regulaminem Serwisu i Polityką Prywatności.