Film „Blade Runner 2049” – opinia na gorąco

1

Zawsze uwielbiałem impresjonistyczne malarstwo, gdyż potrafiło uchwycić w jednej ramce moment i uczucie. Dlatego też zdecydowałem się napisać w takim stylu opinię, która postara się ukazać moje świeże jeszcze emocje po obejrzeniu filmu „Blade Runner 2049”. Dużej recenzji się nie podejmę póki co, na pewno nie po jednym seansie…

Wielokrotnie powtarzałem moim redakcyjnym kolegom i koleżankom, że to film, który nie miał prawa powstać, nie miał prawa się udać. Precedensów dla takiego założenia jest w historii kinematografii aż zbyt wiele. Co się wydarzyło, że Blade Runner 2049 jest filmem tak wybitnym na tle tego, co się obecnie dzieje w kinie? Nie wiem. Naprawdę, nie mam pojęcia…
Denis Villeneuve to wspaniały reżyser, w którym pokładałem olbrzymią nadzieję przy tym projekcie, ale to nie tylko jego zasługa. Doskonały jest scenariusz napisany przez Hamptona Fanchera i Michaela Greena, a zdjęcia Rogera Deakinsa wręcz porażające, oczywiście w możliwie najlepszym znaczeniu tego słowa! Hans Zimmer, którego twórczości do tej pory nie byłem w stanie przetrawić, skomponował wraz Benjaminem Wallfischem niesamowicie klimatyczną muzykę, która jest godnym następcą legendarnego dzieła Vangelisa. Po prostu właściwi ludzie spotkali się przy właściwym projekcie, o właściwym czasie.

To co najbardziej mnie w tym filmie urzekło, to całkowity brak pośpiechu w prowadzeniu narracji. Są ludzie, którzy na „Blade Runner 2049” po prostu nie wysiedzą i chwała za to Denisowi Villeneuve. Chwała, że nie próbował zrobić filmu dla każdego, że nie bawił się w półśrodki, nie szedł na niepotrzebne kompromisy. Oczywiście, idąc pełną parą popełnia się czasami błędy i nowy „Łowca Androidów 2049” wcale się drobnych wpadek nie ustrzegł, ale jaki film ich nie ma? Powolny rytm pozwala na całkowite wchłonięcie atmosfery, oswojenie się z tym, co oraz w jaki sposób jest nam pokazane na ekranie. Powoli stajemy się częścią futurystycznej rzeczywistości „Blade Runnera 2049”, a to proces, którego nie należy popędzać.

źródło: www.imdb.com/title/tt1856101/mediaindex?ref_=tt_pv_mi_sm

Jak wypadli w tym wszystkim aktorzy? Zadziwiająco dobrze. Nawet ci, którzy narzekali na sztuczną manierę Ryana Goslinga, zgodzą się po seansie, że nie było lepszego kandydata do tej roli (w co nie wątpiłem od kiedy wyjawiono jego udział). Jared Leto? Ten facet gra swoim wyglądem oraz tym, jak wypowiada słowa i jak gestykuluje. Wielką przyjemnością było dla mnie obserwowanie jego gry, mimo że dostał bardzo trudny, wręcz ciężki materiał do wykonania.
Ana de Armas wypada lepiej niż (jak podejrzewam) wszyscy zakładaliśmy, że wypadnie. Podobnie Robin Wright i Sylvia Hoeks, których kreacje przyszywają chłodem. Na zakończenie – Harrison Ford. Naprawdę dobrze zagrana rola. W jego przypadku widać kolejny duży atut tego filmu. To sequel, który czerpie bowiem z oryginału, ale na nim nie polega.
Wątki z pierwszego „Blade Runnera” są tu kontynuowane w taki sposób, że scenariusz na nich nie żeruje. Niemal jakby pewna opowieść toczyła się z boku, nie rujnując niektórych istotnych aspektów, tak cenionych w historii przedstawionej nam w klasyku sprzed 35 lat. Więcej nie mogę powiedzieć bez zdradzania tego, czego zdradzić mi nie wolno. Scenarzyści odrobili pracę domową i przeczytali powieść „Czy Androidy śnią o elektronicznych owcach?” Phillipa K. Dicka. Perspektywa zmienia się całkowicie w stosunku do pierwszego „Blade Runnera”, jednocześnie poruszając te same kwestie, które powodowały, iż zarówno powieść, jak i film były tak interesujące.

Efekty specjalne? W końcu to film science-fiction! CGI jest bardzo nienachalne, wręcz minimalistyczne. To, co widzimy doskonale balansuje na granicy retro s/f, a bardziej współczesnego ujęcia wizji gatunku. Już o tym wspominałem wcześniej, ale wizualnie film jest prawdziwą ucztą dla oczu. To wszystko, co się tutaj wyprawia z oświetleniem oraz w jaki sposób skonstruowane są ujęcia i jak zbudowane pojedyncze sceny, buduje niewyobrażalnie wręcz doskonały poziom, którego nie widziałem w kinie od bardzo dawna.

blade runner 2049 los angelesźródło: www.imdb.com/title/tt1856101/mediaindex?ref_=tt_pv_mi_sm

Piszę dużo o formalnej stronie filmu, ale o treści naprawdę nie mogę zdradzić wiele. Jedyne co musicie wiedzieć przed seansem, to fakt, że głównym bohaterem jest Agent K i zostanie wplątany w niezwykłą intrygę, która skrzyżuje jego losy z Rickiem Deckardem. Uwierzcie mi, że to wszystko, co chcecie wiedzieć przed obejrzeniem filmu Blade Runner 2049. Każdy drobny element jest tutaj ważny i prowadzi do zakończenia, które wcale nie jest na tyle oczywiste, jak może się w trakcie film wydawać.

Co mogę dodać na zakończenie? „Blade Runner 2049” jest naprawdę wybitnym filmem sciencie-fiction. Czy stanowi on satysfakcjonującą kontynuację oryginalnego „Blade Runnera”? To już jest kwestia indywidualna. Każdy przez te lata wyobrażał sobie sequel inaczej, każdy odbierze ten obraz na swój sposób, jednak wartość tego filmu jako dzieła science-fiction nie podlega dyskusji. To nie jest film dobry tylko w elementach. Nie jest też tak, że doskonałe zdjęcia nadrabiają braki fabularne, czy też na odwrót. Tutaj wszystko stoi na bardzo wysokim poziomie i jako suma wszystkich części stanowi twór niemal doskonały. Ten film nie miał prawa powstać w dzisiejszych czasach, ale powstał.  Czy przesadzam? Być może, ale taki urok impresjonistycznego przelewania świeżych emocji.

Ode mnie cztery alienki, ale żeby uwypuklić ocenę, dorzucam też 10/10 małych bladerunnerków!
Co Wy jeszcze robicie przy komputerze? Biegiem do kina!

 

bladerunnerki

OCENA :


Jonesy

 

 

Blade Runner 2049 – Recenzja Guliego >>

 

Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę:
[Głosów: 12 Średnia: 4]
Zobacz także
1 komentarz
  1. Dont

    Ciagnie sie jak flaki z olejrm

Dodaj komentarz

Klikając "Wyślij komentarz" wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych wpisanych w formularz komentarza w celu publikacji, moderacji i udzielenia odpowiedzi na komentarz zgodnie z Regulaminem Serwisu i Polityką Prywatności.