Serial „The Walking Dead” – finał szóstego sezonu

Tekst jest wolny od spoilerów, których zresztą sami twórcy nie raczyli zdradzić. 

 

Serial „The Walking Dead” charakteryzuje bardzo nierówny poziom, gdzie jakość poszczególnych odcinków przypomina wyjątkowo powyginaną parabolę. Nuda i rozmowy o niczym przeplatają się ze świetnymi odcinkami; fabuła raz gna na złamanie karku, innym razem tkwi w bezruchu. Twórcy tworzą miszmasz ciekawych zwrotów akcji oraz całkowicie zmarnowanego komiksowego potencjału. W rezultacie powstaje dzieło całkiem znośne i przyjemne, jednak dające olbrzymie pole do narzekania. Po świetnych pierwszych trzech sezonach nadeszła nuda i marazm, co odcisnęło na serialu znaczące piętno. Dopiero szósty sezon wniósł powiew świeżości i potencjału. 

 

  • The Walking Dead – sezon 6, odcinek 16: „Last Day On Earth”

Finał 6 sezonu „The Walking Dead” stoi na całkiem niezłym poziomie i przez większość czasu spełnia oczekiwania widza. Negan – gwiazda wieczoru – wyszedł kapitalnie, bowiem grający go Jeffrey Dean Morgan bardzo skrupulatnie przygotował się do tej roli. Żenujące jest jednak podejście AMC do kwestii wulgaryzmów – amerykańska telewizja cechuje się absurdalną moralnością, gdzie nawet najbardziej makabryczne sceny nie budzą absolutnie żadnych kontrowersji obyczajowych, zaś nawet pojedyncze przekleństwa jawią się jako niestosowne. Komiksowa postać Negana używa wyjątkowo specyficznego i wulgarnego języka, który przywarł do tej postaci i stał się wręcz jego wizytówką. Dean Morgan naciskał AMC w tej sprawie, niestety bez rezultatu. W związku z tym widz powinien przygotować się na teksty w stylu Knapika na Polsacie – z całym szacunkiem dla Tomasza Knapika ;)

Odcinek jednak pozostawia po sobie znaczny niedosyt: producenci zakończyli go jednym z najbardziej chamskich cliffhangerów wśród seriali tego rodzaju. Głupota scenarzystów nie dość, że popsuła ikoniczną scenę przeprowadzonej przez Negana egzekucji, to uczyniła bezsensownym trwające cały sezon oczekiwanie. Ileż było wśród widzów napięcia, dyskusji i domysłów – wystarczy zajrzeć na popularne fora. Producenci pokazali im środkowy palec, kończąc finałową scenę ujęciem z pierwszej osoby i cięciem.
Tego typu jarmarczne zagrywki to po prostu żenada, absolutny brak szacunku dla widza. W rezultacie trzeba czekać jeszcze pół roku, by przekonać się o długo oczekiwanym zwrocie akcji, na który widz szykował się przez cały sezon. Serio, AMC?

Jeżeli tak ma wyglądać teraz telewizyjne show, to wojna z Neganem potrwa zapewne kolejne sześć sezonów. Przez wiele tygodni producenci robili szum i zapewniali o poruszającym i widowiskowym zakończeniu. Polecili Lincolnowi i Reedusowi udzielać patetycznych i niemalże łzawych wywiadów („najgorszy dzień zdjęciowy w życiu„, „poczułem się niedobrze jak przeczytałem scenariusz„) jedynie po to, by pozostawić widza w stanie niepewności przez następne pół roku. Zabieg taki jak cliffhanger sam w sobie nie jest niczym złym, jednak musi zostać umiejętnie wykorzystany – powinien on częściowo rozwiązać zwrot akcji i pobudzić ciekawość, nie zaś urwać się w długo oczekiwanym momencie.

Nie licząc nieszczęsnego zakończenia, sam finał szóstego sezonu TWD prezentuje się zadowalająco i dobrze spełnia swoją rolę. Miłym akcentem jest drugoplanowa rola Stevena Ogga – znanego z użyczenia głosu postaci Trevora w najnowszej części GTA. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jest to jeden z lepszych odcinków w ostatnim czasie. Standardowe jałowe rozmowy przeplatają się z budującymi napięcie scenami zaszczucia bohaterów przez „Zbawców” i ostatecznego spotkania z Neganem. Nadchodzący w październiku siódmy sezon otrzymał wyjątkowy potencjał i pozostaje nam jedynie trzymać kciuki, żeby scenarzyści poszli wreszcie po rozum do głowy.

Rublev

Źródło zdjęć:
http://www.sheknows.com/entertainment/slideshow/5237/the-walking-dead-every-major-character-killed-off-so-far/r-i-p

Zobacz także:

Ciekawy artykuł? Doceń naszą pracę:
[Głosów: 5 Średnia: 4.6]
Komentarze (0)
Dodaj komentarz