„Memory: The Origins of Alien” to dokument Alexadra O. Philippe, o polskim tytule „Wspomnienia: Geneza Obcego”, na temat filmu „Alien” Ridleya Scotta. Reżyser ma na koncie już kilka mniej lub bardziej interesujących dzieł tego typu, w tym „The People vs George Lucas” i „Doc Of The Dead”. Spodziewałem się dostać niezależny, dobrze zrealizowany i wnikliwy dokument na temat ojców Obcego, ale to co w rzeczywistości zobaczyłem kompletnie mnie rozłożyło. Dawno nie czułem się tak rozczarowany. Więcej szczegółów w poniższej recenzji.
MEMORY THE ORIGINS OF ALIEN – RECENZJA / OPINIA
(zwiastun filmu na końcu artykułu)
Gdy na początku roku zapowiadano film dokumentalny „Memory The Origins Of Alien”, jawił się jako opowieść, której nigdy nie opowiedziano. O tym jak naprawdę powstał Alien. O tym, że nie tylko Ridley Scott był odpowiedzialny za to, jak ukształtowało się to monstrum, ani tylko H.R. Giger, ale często kompletnie pomijany i zapominany Dan O’Bannon, który był absolutnie kluczową postacią w tym procesie. Niestety, nic w związku z „Memory” nie jest takie proste i oczywiste.
Specjalnie przejrzałem newsy sprzed kilku miesięcy, aby upewnić się, że niczego sobie nie wymyśliłem. To co wtedy można było przeczytać, sugerowało film, który opisałem powyżej. Czym jednak okazał się dokument? Wszystkim i niczym.
Produkcja zaczyna się przedstawieniem narodzin greckich furii, nakręconym bardzo w stylu Ósmego Pasażera Nostromo. Od samego początku twórcy nie biorą jeńców, nie wiadomo, o co chodzi i dlaczego w ogóle ten „Teatr Telewizji” otwiera film o Obcym. Nagle wszystko gaśnie i przechodzimy do czegoś, co wygląda jak fragment standardowego dokumentu o kulisach powstania jakiegoś filmu. Ten przeskok jest bardzo dziwny, drastyczny i mocno alarmujący – mamy tutaj bowiem do czynienia z dziełem specyficznym.
Dokument zaczyna się naprawdę obiecująco. Film „Wspomnienia: Geneza Obcego” trwa półtorej godziny i jego pierwsze pół rzeczywiście trzyma się Dana O’Bannona. Dowiadujemy się więcej o samym twórcy, o jego młodości, pierwszych scenariuszach, które powoli doprowadziły go do napisania „Obcego”. Pokazane jest dokładnie to, co wcześniejsze dokumenty z jakiegoś powodu ograniczały do minimum. Wypowiada się nawet żona Dana, pokazuje jego szkice, wczesne wersje scenariusza. Jest dobrze.
Z czasem jednak całość zaczyna się rozmywać, a wypowiadać zaczynają się osoby, których obecność w tym filmie od razu budzi zastanowienie. Zapamiętajcie Williama Linna, bo to on jest głównym bohaterem tego filmu. Linn jest doktorem zajmującym się mitologią. Co on tu robi? Dlaczego się wypowiada? To jest pytanie, które będziecie sobie zadawali co chwilę i to w stosunku do coraz większej ilości ‘ekspertów’ pojawiających się na ekranie.
Po trzydziestu minutach filmu temat O’Bannona zostaje po prostu urwany i zaczyna się stawianie ołtarza Ridleyowi Scottowi, jeszcze bardziej niż dotychczas przypisując mu cudze zasługi. Z oczywistych względów zarówno O’Bannon jak i H.R. Giger pojawiają się tutaj w formie materiałów archiwalnych (świeży wywiad przeprowadzono z żoną Gigera), ale brak udziału reżysera filmu (którego tak się tu gloryfikuje) trochę mnie zdziwił. Przy napisach końcowych, nie byłem już jednak w ogóle tym zaskoczony. Scott zapewne starał się dystansować od tego, co wyprawiali twórcy „Memory: The Origins Of Alien”.
Cieszy natomiast, że twórcy nie zapomnieli o malarzu, Francisie Baconie. Jednocześnie dosyć sporemu fragmentowi, który jest mu poświęcony, nadano nieco dziwną funkcję. Omawiając inspiracje, które kryją się za jego dziełem pt. Ukrzyżowanie (które stanowiło główne źródło inspiracji dla powstania Chestburstera), automatycznie przyporządkowuje się je samemu Obcemu, co jest już sporą nadinterpretacją. To nie pierwszy i nie ostatni raz kiedy omawiany dokument próbuję nam robić wodę z mózgu.
Sporo miejsca w „Memory” poświęca się filmoznawczemu rozbiciu inspiracji (faktycznych lub rzekomych) dla Alien. Porównania piętrzą się i piętrzą. Z początku nawiązania są wskazywane w horrorach i innych dziełach science-fiction, ale z biegiem filmu analiza wyławia z Obcego podobieństwa do takich obrazów jak „Czas apokalipsy”, „MASH”, „Deer Hunter”, czy nawet „Manhattan” Woody’ego Allena. Jest tego tak dużo, że widz zaczyna się w końcu zastanawiać, czy to wszystko jest potrzebne?
Twórcy „Memory” silą się aby pokazać, że „Alien” to metafora czasów, w których powstał, że widać w nim napięcie społeczne i bieżące wydarzenia. Ale to dopiero początek, bo przecież są jeszcze greckie furie…
Tak właśnie wygląda „Memory: The Origins Of Alien”. Wywiady z ludźmi, którzy faktycznie brali udział w produkcji filmu, przeplatane są wypowiedziami znawców różnych dziedzin. Paradoksem jest, że części z tych osób nie było nawet na świecie kiedy „Obcy” zawitał na ekrany. To wszystko tworzy 'narrację’, która kompletnie nie trzyma się kupy.
Z jednej strony mamy rzeczowe wypowiedzi znanych fanom osobistości takich jak Ron Shusett, Ivor Powell, Roger Christian, czy Terry Rawlings. Z drugiej, pojawiają osoby takie jak wspomniany William Linn, które z całkowitym przekonaniem opowiadają o tym, jak to źródło filmu leży w greckiej mitologii. Mamy też feministkę, która z uśmiechem na ustach sugeruje, że twórcy filmu podświadomie stworzyli dzieło, które uwypukla patriarchalne ciemięstwo. Wypowiada się też krótko miła pani dyrektor Centrum Grecystyki poruszając temat starożytnej Grecji… ale nie konotacji „Obcego” z tym tematem. Tak naprawdę w ogóle nie wspomina ona o filmie. Zastanawiam się, czy ona w ogóle wiedziała w czym bierze udział?
Niestety nie zmyślam tego wszystkiego i uwierzcie mi, gdyby to wszystko miało sens, dałoby się potraktować to poważnie. Ale po prostu się nie da.
„Wspomnienia: Geneza Obcego” przypomina filmową wersję pracy dyplomowej studenta, za wszelką ceną próbującego przeforsować tezę, której nie jest w stanie poprzeć racjonalnymi podstawami. Taki student wrzuca losowe cytaty z mniej lub bardziej wiarygodnych źródeł i te cytaty pozornie stanowią uzasadnienie przyjętych założeń, ale kiedy się im przyjrzymy dokładnie, to zobaczymy, że to zapchajdziury. Zazwyczaj jednak, pracę dyplomową charakteryzuje skupienie na meritum. „Memory” skacze od jednego do drugiego zagadnienia praktycznie przez cały czas jego trwania. Nie ma absolutnie żadnego uporządkowania w tym filmie.
Fragmenty wyrwanych z kontekstu wypowiedzi ludzi bezpośrednio zaangażowanych w stworzenie filmu „Alien”, są często dorzucane jako dopełnienie bełkotu ekspertów i w efekcie można ulec wrażeniu, że oni sami to wszystko potwierdzają, ale tak nie jest.
Tom Skerritt i Veronica Cartwright występują tu w charakterze ozdób. Nie mówią niczego, co nie było już setki razy powiedziane i nie ma to absolutnie nic wspólnego ze śmiałymi teoriami wygłaszanymi przez ludzi, których zobaczycie tu pierwszy i ostatni raz.
Oczywiście nie jestem ślepy na to, że film „Alien” to wyjątkowe pole dla interpretacji, analizy i odczytywania wielu interesujących metafor (sam udział Gigera otwiera temu drzwi). Jednak sugerowanie, że wszystko to, o czym mówi się w „Memory”, to świadome działanie twórców – jest zwyczajnie niedorzeczne i nie ma żadnego potwierdzenia w faktach. Nikt z osób odpowiedzialnych za kultowy film o tym nie mówi. To są spekulacje snute przez ludzi, którzy nie mają nic wspólnego z powstawaniem tego dzieła. Niektórym trudno jest zaakceptować to, że „Obcy: ósmy pasażer Nostromo” jest horrorem science-fiction o potworze z kosmosu – po prostu.
Czytając pół roku temu zapowiedzi na temat „Memory” myślałem, że czeka mnie rzetelnie zrealizowany film o genezie „Obcego”. W zamian dostałem akademickie rozważania, których absolutnie nie kupuję. Nie podanych w tak niechlujnej formie. Co mam zrobić z tymi wszystkimi próbami wcielenia postaci Obcego do mitologii? Z rozważaniami na temat Asha, który zignorował rozkaz Ripley i wpuścił załogę z nieprzytomnym Kane’em, bo jest … mizoginem? Co począć z tymi wszystkimi porównaniami do innych filmów? Nic, bo wszystko to podano na poziomie luźnej dyskusji, prowadzonej przez studentów podczas wykładu.
Jeżeli „Wspomnienia: Geneza Obcego” jest dokumentem o powstawaniu Obcego i jego formie embrionalnej, to na tym powinien się skupić reżyser, Alexandre O. Philippe. Tymczasem on dorzuca nam cały wór kompletnie niepasujących do siebie elementów. Czy dowiemy się w takim razie czegoś ciekawego o kręceniu samego „Ósmego pasażera”? Nie. Są tu jedynie strzępy informacji, brakuje wzmianek o wielu kluczowych dla całokształtu osobach.
A może jest to dokument na temat nieszczęsnych teorii? Jest ich tu bez liku, ale co nam po nich skoro absolutnie nic z tych rozważań nie wynika. Film dokumentalny musi być o czymś. Jeżeli coś stara się być o wszystkim, to w efekcie jest o niczym. Z takim właśnie produktem mamy do czynienia. Niepełnym, chaotyczny i niespójnym. Trochę jakby Philippe miał pewną ilość losowego materiału i starał się zmontować z tego cokolwiek.
Gdzieś w internecie mignęła mi opinia, że „Memory: The Origins Of Alien” to rzecz na poziomie filmu youtubera. Niestety to prawda.
Jeżeli chcecie zobaczyć ciekawy dokument na temat filmu „Alien”, to odsyłam do materiałów zamieszczonych na dvd/blu-ray z tym filmem, oczywiście jeśli jeszcze ich nie widzieliście. Hardcorowi fani Obcego mogą rzucić okiem na pierwsze 30 minut nowego dokumentu. Jest tam trochę interesujących informacji, o których mogliście nie wiedzieć oraz parę szkiców i zdjęć, których mogliście do tej pory nie widzieć. Przede wszystkim, poświęca się w końcu więcej uwagi Danowi O’Bannonowi. W pozostałym zakresie, odradzam. Oglądacie na własne życzenie.
PS. Czy tylko mnie obchody 40-lecia „Obcego” wydają się bardzo słabe?
PS.2 Omawianego dokumentu (na moment pisania recenzji) praktycznie nie da się obejrzeć w Polsce w pełni legalny sposób. Brak polskiego wydania DVD, brak dostępności na streamingach. Osoby pragnące zapoznać się z filmem na pewno jednak znajdą na to sposób, odwołuję się do Waszej pomysłowości i desperacji.
Wybrańcy z Wrocławia i okolic będą mieli natomiast możliwość obejrzenia filmu na jednym z dwóch planowanych seansów w ramach festiwalu „American Film Festival”, który odbędzie się na początku listopada 2019 roku. Bilety możecie zakupić na oficjalnej stronie festiwalu.
Odnośnie legalnych ścieżek dostępu, to odradzany dokument będzie wyświetlany niedługo w ramach Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Jednak dzięki tej recenzji bez żalu go ominę. Dzięki za tak merytoryczną opinię! :)
PS. Co do samego WFF to w programie znalazłem dwa filmy SF – „Vivarium” z Eisenbergiem i Poots oraz polski film „Jestem REN” (tytuł roboczy „Panacea”). Plus w krótkich metrażach „Personel Ugago”. Może któryś z nich faktycznie zaskoczy.