Opisywany album „Jak powstał Obcy” autorstwa J.W. Rinzlera to jedna z najbardziej imponujących rzeczy związanych z ulubioną tematyką sagi Alien, jakie trafiły w moje ręce. Brawa i głęboki ukłon dla rodzimego wydawnictwa Vesper za wydanie tej książki na naszym rynku. Tego typu albumy to crème de la crème dla każdego geeka sci-fi oraz fana kultowego filmu Ridleya Scotta, a także ciekawa pozycja dla miłośników kinematografii, którzy pragną zajrzeć za kulisy powstania jednego z najważniejszych dzieł science fiction w historii. Rinzler, znany ze swojego niezwykle dokładnego podejścia do dokumentacji twórczego procesu, prezentuje imponujący obraz narodzin „Obcego” – od pierwszych pomysłów aż po premierę na ekranach. Album ten to fascynująca lektura, która daje głęboki wgląd w proces twórczy tej legendy science fiction. Połączenie szczegółowej dokumentacji, pasjonującego stylu i bogatej warstwy wizualnej sprawia, że książka ta jest pozycją obowiązkową nie tylko dla fanów „Obcego”, ale i dla każdego, kto interesuje się kulisami wielkiego kina. Autor stanął na wysokości zadania, dostarczając coś, co wbija w fotel (dosłownie, bo ta pozycja waży swoje).
Album Jak powstał Obcy (J.W. Rinzler, 2021 – Vesper) – Opinia / Recenzja
Trzeba podkreślić, że album „Jak powstał Obcy” tak samo nie jest zwykłą książką, tak jak nie był zwykłym filmem obraz Ridley’a Scotta. To bowiem prawdziwe dzieło i kopalnia wiedzy. Jeśli pomyślicie o pracy, jaką twórcy włożyli w ten film, nie pozostaje nic, jak tylko bić brawo. To czasy, kiedy efekty specjalne polegały głównie na dobrym pomyśle, farbie, makietach i masie wytrwałości, a nie na komputerach i wszechobecnym green screenie. Bez cyfrowych cudów, a jednak powstało coś, co do dziś wywołuje ciarki na plecach.
„Oh God… it’s moving!” – Lambert
Warto pochylić się chwilę nad sylwetką naszego fascynata i autora tego kompendium wiedzy. Urodzony w 1962 roku J.W. Rinzler był historykiem filmu i pisarzem, który ma na koncie kilkadziesiąt książek, w tym trzy bestsellery „New York Timesa” oraz jeden „London Timesa”. Znany z publikowania książek o kulisach hitów kinowych, napisał między innymi „The Making of Star Wars”, „The Complete Making of Indiana Jones” oraz najlepiej sprzedającą się powieść ilustrowaną „The Star Wars”. Rinzler napisał także powieści „Indiana Jones i tajemnica góry Synaj” oraz „All Up” o wyścigu kosmicznym. Łączny nakład jego książek przekroczył imponującą liczbę 600 tysięcy egzemplarzy. Zarabiał na życie nie tylko słowem pisanym, bowiem stworzył i wyreżyserował krótkometrażówkę „Riddle of the Black Cat”, która była wyświetlana na wielu festiwalach, w tym Montreal World Film Festival. W 2018 roku wydał „The Making of Planet of the Apes”, a w 2019 światło dzienne ujrzał omawiany tu album.
„Obcy. Ósmy pasażer Nostromo”, który stanowi treść opisywanego albumu, to jeden z kanonicznych tytułów kina science fiction – przełomowy i wizjonerski obraz, złoty cielec fanów Xenomorphów. Ten kultowy klasyk, który rozsławił nazwisko Ridleya Scotta, po dziś dzień zachwyca swoją artystyczną wizją. Klaustrofobiczny klimat, duszna i mroczna atmosfera wciągają widza w świat, który jednocześnie fascynuje i przeraża. Wywrotowy, jak na swoje czasy, udział silnej kobiecej protagonistki wniósł do narracji nowe, przełomowe spojrzenie. Dodatkowo warstwa wizualna, oparta na niepokojącej i niezwykle oryginalnej twórczości H.R. Gigera, dopełnia całość, czyniąc z „Obcego” dzieło niezapomniane. Brzmi jak idealny temat na taki właśnie album.
„You still don’t understand what you’re dealing with, do you?” – Ash
Powyższy cytat doskonale podkreśla, jak film „Alien” wyznaczył nowe standardy w science fiction i horrorze, zrywając z dotychczasowymi konwencjami. Jednocześnie nie było chyba w wieloletniej historii „Obcego” równie kompletnego dzieła, które tak szczegółowo opisuje ogrom pracy, wizjonerskie podejście Ridleya Scotta i wyzwań związanych z realizacją ambitnego projektu, jakim jest ta książka.
Już sam pomysł na kompendium wiedzy o filmie jest świetne, ale czy wykonanie nie zawiodło?
Oczywiście, że nie zawiodło. Album „Jak powstał Obcy” w mig zanurza nas po uszy w świat kreacji Scotta, a wertując strony, na każdym kroku czuć niesamowitą pasję i zaangażowanie autora. J.W. Rinzler wziął na warsztat proces powstawania filmu, podchodząc do swojego kronikarskiego zadania z niesamowitym pietyzmem, wynosząc go na zupełnie nowy poziom. Dzięki temu podejściu udało mu się opowiedzieć historię powstania w sposób wciągający, pełen detali i zakulisowych smaczków.
Autor wykonał tytaniczną pracę, a efekty są widoczne na każdej stronie. Materiałów jest tyle, że można by z nich spokojnie stworzyć osobny film lub mini-serial o powstawaniu tego dzieła.
Co znajdziemy w książce „Jak powstał Obcy”?
Na ponad 300 stronach znalazły się niepublikowane wcześniej zdjęcia, ilustracje i dokumenty z archiwów wytwórni Fox, które pozwalają spojrzeć na film oczami jego twórców. Sam papa Ridley rzuca nowe światło na proces twórczy, dzieląc się zarówno triumfami, jak i frustracjami, które towarzyszyły narodzinom tej klasyki. Trzeba przyznać, że lista zakulisowych rewelacji jest imponująca.
Wśród nich są:
- Przybycie Ridleya Scotta, młodego reżysera z wizją, który postawił wszystko na jedną kartę, by stworzyć film swojej kariery.
- Współpraca z H.R. Gigerem, wizjonerskim artystą, którego surrealistyczna wyobraźnia ożywiła ikonicznego Ksenomorfa – zapierającego dech w piersiach, przerażającego i absolutnie oryginalnego.
- Twórcze (i często niełatwe) wyzwania związane z projektowaniem Obcego i jego ewolucji w czasie produkcji.
- Odkrycie Sigourney Weaver, debiutującej aktorki, która wniosła do filmu silną, niezapomnianą postać Ellen Ripley.
- Zdjęcia wymagające nie tylko kreatywności, ale i stalowych nerwów, a także częste spięcia między reżyserem a producentami, którzy mieli zupełnie inne wyobrażenie o filmie.
- Filmowanie legendarnej sceny z chestbursterem, czyli momentu, który na zawsze zapisał się w historii kina i, jak się okazuje, odcisnął niemałe piętno na ekipie filmowej.
- Niezapomniane, przedpremierowe pokazy filmu, gdzie publiczność… wymiotowała bądź uciekała z sal kinowych z krzykiem.
A propos ostatniego punktu: podczas przedpremierowych pokazów „Obcego” zdarzały się przypadki, że część widzów miała bardzo silne reakcje fizyczne na intensywność filmu, a niektórzy z nich nawet wymiotowali. Film wywoływał u niektórych osób tak silne emocje, że nie mogli wytrzymać. Wpływ na to miała nie tylko atmosfera grozy, ale także brutalność scen, takich jak słynna scena nagłej śmierci Kane’a, granego przez Johna Hurta, gdzie odczuwalna była nie tylko fizyczna groza, ale i psychologiczny niepokój. Był to film, który wykraczał poza ówczesne standardy kina grozy, przez co nie każdy widz był przygotowany na taki poziom intensywności doznań. Jako tło do pisania tej recenzji słucham zresztą soundtracku do filmu i wcale nie dziwię się ówczesnej widowni skonfrontowanej z nieznanym…
Rinzler prowadzi nas przez każdy etap powstawania filmu, od scenariusza napisanego przez Dana O’Bannona i Ronalda Shusetta (tego pierwszego zainspirowały… przewlekłe bóle żołądka), przez kontrowersje związane z wyborem Ridleya Scotta jako reżysera, aż po pracę z legendarnymi artystami, takimi jak H.R. Giger, który stworzył ikoniczny design ksenomorfa. Książka obfituje w szczegóły, od trudnych decyzji produkcyjnych po anegdoty z planu, które ukazują napięcia i euforie związane z realizacją tak ambitnego projektu.
„We’re gonna blow up the ship. We’ll take our chances in the shuttle.” – Ripley
Autor nie tylko przedstawia chronologiczną historię produkcji, od wczesnych koncepcji aż po końcowe etapy postprodukcji, ale także szczegółowo odtwarza przebieg całej realizacji filmu, opierając się na precyzyjnym harmonogramie zdjęć oraz smacznych kąskach prosto z archiwów Foxa (notatki wewnętrzne, komunikaty prasowe i autentyczne rozmowy).
Rinzler przeprowadził również mnóstwo wywiadów, dzięki czemu mamy spojrzenie na film z różnych perspektyw; wykorzystano także dzienniki H.R. Gigera, do których w „Jak powstał Obcy” pojawia się sporo odniesień.
Jeśli chodzi o narrację i styl, Rinzler pisze z pasją i precyzją. Nie jest to jednak sucha dokumentacja faktów, ponieważ autor umiejętnie buduje napięcie, ukazując, jak wielka niepewność towarzyszyła realizacji „Obcego”. Momentami można wręcz odnieść wrażenie, że czyta się thriller, w którym każdy wybór może zadecydować o sukcesie lub porażce filmu. Rinzler nie stroni od ukazywania trudnych relacji między twórcami czy finansowych ograniczeń, które wpłynęły na finalny kształt produkcji. Wgryzając się w arkana powstawania filmu, czuć, że były momenty, gdy szło jak po grudzie. Czytając o perypetiach twórców filmu, idealnie pasowałyby tu posępne słowa Asha: „I can’t lie to you about your chances, but… you have my sympathies.”
„This place gives me the creeps.” – Parker
Jednym z największych atutów książki jest jej imponująca warstwa wizualna: liczne zdjęcia, szkice i materiały z planu filmowego, które wciągają czytelnika w fascynujący świat kulis powstawania „Obcego”. Archiwalne fotografie uchwyciły nie tylko monumentalne scenografie czy rekwizyty, ale także codzienność pracy ekipy, ich momenty skupienia i napięcia na planie. Dzięki temu możemy zobaczyć film nie tylko jako gotowy produkt, ale również jako efekt niezwykle twórczego, a czasem burzliwego procesu – krok po kroku. Niektóre z mniej znanych zdjęć czy grafik zaprezentowano wyłącznie jako miniaturki, a szkoda, bo aż proszą się o więcej przestrzeni na stronach.
Nie powiem nic odkrywczego, pisząc, że niemałe wrażenie robią koncepty H.R. Gigera (o którym napiszę więcej za moment), które prezentują pełnię geniuszu tego artysty. Co tu dużo mówić, Giger to Giger. Każdy szkic, każda biomechaniczna tekstura czy zarys Xenomorpha budzi zarówno podziw, jak i niepokój. Artysta miał niezwykły talent do przenoszenia koszmarów na papier, płótno itd., a jego projekty tchną mrocznym, jak otchłań kosmosu, pięknem, które zachwyca równie mocno, co przeraża.
Kartkowanie albumu to jednak coś więcej niż podróż przez stare archiwa. Autor książki, zręcznie operując słowem, tworzy narrację, która doskonale współgra z tymi materiałami. Opisy procesu twórczego, pełne detali i anegdot, oddają klaustrofobiczny, duszny klimat, który przenika zarówno film, jak i album. To, co widzimy na fotografiach i ilustracjach, nabiera głębszego kontekstu dzięki sugestywnemu opisowi; niemal słyszymy szepty załogi Nostromo w opustoszałych korytarzach, albo wyczuwamy napięcie na planie podczas realizacji kluczowych scen. Łącząc bogactwo wizualne i wnikliwość opowieści autora, książka „Jak powstał Obcy” staje się czymś więcej niż tylko dokumentacją. To obustronna fanowska celebracja kreatywności, która tchnęła życie w jednego z najbardziej kultowych potworów w historii filmu.
„I admire its purity. A survivor… unclouded by conscience, remorse, or delusions of morality.” – Ash
Ważną częścią albumu są tzw. Ridleygramy, czyli autorskie szkice Ridleya Scotta, których nie sposób nie podziwiać. To prawdziwa gratka dla każdego miłośnika wizualnej narracji i procesu twórczego. Te unikalne storyboardy, tworzone ręką samego reżysera, pozwalają zajrzeć do jego umysłu i zobaczyć, jak rodziła się wizualna tożsamość „Obcego”. Dla mnie, jako fana komiksu i różnorakiej kreski, są one jednym z najjaśniejszych punktów tego albumu. To niemal jak odkrycie zaginionych stron nowatorskiej powieści graficznej, która poprzedziła powstanie filmu. Z całego tego albumu wpatrywałem się w nie najdłużej, mimo że konkurencja była duża (prace Gigera, czy zdjęcia z planu).
Myślę, że nie każdy zna Ridleya Scotta z tej strony, a przecież zanim został reżyserem, pracował jako artysta i scenograf, więc Ridleygramy były naturalnym przedłużeniem jego wcześniejszych doświadczeń. Dzięki tej technice ekipa dokładnie wiedziała, jak mają wyglądać poszczególne sceny, co oszczędzało czas i minimalizowało błędy na planie.
Ridleygramy nie tylko zachwycają estetyką, ale również zdradzają niezwykłą dbałość twórcy o szczegóły. Każdy kadr jest precyzyjnie zaplanowany, a kompozycja uderza swoją dynamiką i wyczuciem przestrzeni. Jego technika rysunku była ekspresyjna i odzwierciedlała wizję ruchu oraz napięcia sceny. Nie chodziło o perfekcję detali, lecz o uchwycenie dynamiki ujęcia. Widać w nich obsesję reżysera na punkcie budowania atmosfery, gry światła i cienia oraz narracyjnej płynności. Ridleygramy były w większości monochromatyczne, z dominującą czernią, a szarości i akcenty kolorystyczne w markerach stosowano do podkreślenia atmosfery sceny, jak np. rozbłyski światła czy klaustrofobiczna ciemność.
Przygotowując swoje storyboardy, Scott używał przede wszystkim ołówków do szkicowania początkowych wersji. Często były to szybkie, dynamiczne rysunki, które następnie wykańczał tuszem, nadając im wyrazistości. Do podkreślania kluczowych elementów, takich jak światło i cień, Ridley korzystał z markerów, które pozwalały szybko nadać kompozycji głębi i dramatyzmu. Plansze te musiały być bardzo czasochłonne, biorąc pod uwagę natężenie różnych kresek, kreseczek i rastrów nakładanych z pieczołowitością godną słynnego komiksiarza Todda McFarlane’a, twórcy Spawna i założyciela Image Comics. Chętnie widziałbym album złożony z samych storyboardów reżysera. Co więcej, te szkice dają fanom unikalny wgląd w sposób, w jaki Scott wizualizował kluczowe sceny jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć.
To jednak nie tylko imponujący warsztat techniczny, ale także potężne narzędzie komunikacji. Ridleygramy odegrały kluczową rolę w zrozumieniu wizji reżysera przez ekipę filmową. Ilustrowały, jak uchwycić unikalny klimat filmu, zanim kamery w ogóle ruszyły. Dzięki nim produkcja nabrała spójności wizualnej, która stała się jednym z jej największych atutów. Dla fanów komiksów i rysunku te szkice to niemal dzieła sztuki same w sobie, a ich obecność w albumie sprawiła, że całość nabiera jeszcze większej wartości – nie tylko jako dokument kulis powstawania filmu, ale także jako świadectwo geniuszu jednego z najważniejszych reżyserów w historii kina.
„Perfect organism. Its structural perfection is matched only by its hostility.” – Ash
Namacalna groza i niepewność, które uczyniły ten film niezapomnianym doświadczeniem, stanowią o jego ponadczasowości. Oczywiście nie ma „Obcego” bez Hansa Rudolfa Gigera i jego legendarnej wizji morderczej bestii z kosmicznych czeluści, którą starają się zwalczyć nasi dzielni robotnicy z Nostromo. H.R. Giger, szwajcarski artysta i wizjoner, to postać, która na zawsze odmieniła estetykę kina science fiction. Jego mroczne, surrealistyczne dzieła, łączące biomechaniczne formy z elementami groteski, stały się fundamentem wizualnej strony „Obcego”. To właśnie Giger stworzył ikonicznego Ksenomorfa – przerażającego i jednocześnie fascynująco pięknego.
Giger, czerpiąc inspirację ze swoich surrealistycznych koszmarów i fascynacji ludzką anatomią, stworzył projekty, które były odważnie organiczne i pełne podtekstów seksualnych. W pierwotnych szkicach Ksenomorf miał nawet bardziej dosadne falliczne kształty w strukturze głowy, co celowo miało wzbudzać podświadomy niepokój u widza. Ridley Scott i Dan O’Bannon, zauroczeni tym niepokojącym erotyzmem, uznali to za idealne odzwierciedlenie pierwotnych lęków człowieka: strachu przed przemocą, seksualnością i obcością.
Projekty Szwajcara początkowo wywoływały mieszane reakcje wśród producentów. Uznawano je za zbyt kontrowersyjne i trudne do zrealizowania technicznie. Giger jednak pozostał nieugięty, dostarczając wizualne rozwiązania, które zyskały legendarny status. Z czasem jego biomechaniczne rzeźby i obrazy wpisały się w kanon kultury popularnej, a sam Xenomorph stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych monstrów w historii kina. Nie bez powodu Giger jest częstym bohaterem kart albumu „Jak powstał Obcy”. Jego wizja była kluczowa dla sukcesu filmu „Alien”. Dzięki jego śmiałym projektom powstał świat pełen piękna i grozy, który nadal inspiruje i przeraża kolejne pokolenia fanów. Wertując kartki albumu, ciekawie jest kontrastować wizję artysty z wcześniejszymi konceptami postaci obcego od innych autorów, które wypadają bardziej tradycyjnie, momentami (niezamierzenie) karykaturalnie. Interesujące są także inne warianty potwora stworzone przez Gigera, przykładowo jeden z nich posiadający oczy, o którym to Scott powiedział, że przypomina mu motocyklistę w kasku.
„We have to stick together and keep it tight. Okay?” – Parker
Opisywane w najdrobniejszych szczegółach kulisy powstawania filmu są równie fascynujące i napięte, co gotowy obraz. Album Rinzlera otwiera drzwi do świata pełnego wyzwań, twórczych konfliktów, przełomowych decyzji i pracy zespołu, który mimo różnic stworzył dzieło na miarę legendy.
Praca nad „Obcym” była niczym podróż załogi Nostromo: ciasno, gorąco, a momentami nie do wytrzymania. Ridley Scott, znany z perfekcjonizmu, nie zawsze dogadywał się z producentami, których budżetowe ograniczenia często były jak słynny czujnik ruchu: niewygodne i stale włączone. Jak się okazuje, klaustrofobia nie kończyła się na scenografii. Konflikty między ekipą a reżyserem niekiedy przeradzały się w otwarte starcia, ale to właśnie dzięki tej pasji udało się osiągnąć unikalną atmosferę filmu.
W książce „Jak powstał Obcy” znajdziemy anegdoty, które pokazują, jak na planie czasami wrzało. Jako przykład podam legendarną scenę z naszym ulubionym milusińskim (Chestburster), która wymagała od aktorów prawdziwej odwagi, bowiem nikt ich nie ostrzegł, co się zaraz wydarzy, a ich reakcje były jak najbardziej naturalne. Można śmiało powiedzieć, że każdy na planie dostał odpowiednią dawkę kosmicznego horroru, zanim jeszcze film trafił na ekrany.
„If we break quarantine, we could all die.” – Ripley
Grana przez Sigourney Weaver postać Ellen Ripley była nie tylko odważnym wyborem, ale także nowatorskim krokiem w kinie science fiction. W czasach, gdy role kobiet ograniczały się głównie do krzyczenia i czekania na ratunek, racjonalna, niezłomna i gotowa na wszystko Ripley stanęła oko w oko z zagrażającą życiu sytuacją.
Książka Rinzlera doskonale pokazuje, jak ewoluowała ta postać, początkowo pisana bez wskazania na płeć, a potem przekształcona w jedną z najbardziej kultowych bohaterek w historii kina. Sigourney Weaver, wówczas praktycznie nieznana, wniosła do roli połączenie siły i człowieczeństwa, co uczyniło Ripley zarówno inspirującą, jak i wiarygodną.
„It’s a big ship. It’s a big job.” – Dallas
Pod kątem prezencji jest to solidny kawał albumu. “Jak powstał Obcy” to opasłe tomiszcze, które nie tylko przyciąga uwagę, ale wręcz dominuje swoją obecnością. Może sprawiać problemy na standardowej półce z książkami, za to doskonale prezentuje się na stole czy w przestrzeni przeznaczonej dla kolekcjonerskich wydań. Imponujące rozmiary oraz waga książki są zarazem jej atutem, jak i pewnym utrudnieniem. Główną, a właściwie jedyną wadą tej pozycji jest właśnie jej fizyczna masywność. Przyjemność z lektury może zostać nieco zakłócona przez trudność w wygodnym trzymaniu albumu. Z pewnością nie jest to książka, którą łatwo przeczytacie w łóżku czy podczas podróży.
Zdecydowanie wymaga odpowiedniego miejsca i przestrzeni do oglądania oraz kartkowania, co może być wyzwaniem dla osób, które cenią sobie mobilność i komfort. Osobiście nie jestem fanem wydań z okładką w wersji „skrzydełka”, ponieważ nastręcza czasem problemów podczas lektury i jest podatna na zniszczenia. Preferowałbym okładkę z samym nadrukiem (swoją drogą polecam zerknąć na nadruk kryjący się pod okładką ze skrzydełkami). Mimo to, dla fanów “Obcego” i pięknie wydanych albumów, te drobne dyskomforty z pewnością nie przesłonią bogactwa treści i wizualnej uczty, którą oferuje książka.
W albumie użyto papieru kredowego wysokiej jakości, co jest standardem w przypadku wydania tego typu, aby podkreślić bogaty materiał wizualny. Zapewnia to świetną jakość reprodukcji zdjęć, ilustracji i szkiców. Dzięki temu szczegóły artystyczne, takie jak projekty H.R. Gigera czy wspomniane storyboardy reżysera, są wyraźne, a kolory zdjęć z planu filmowego oddane w sposób żywy i nasycony. Papier o tej jakości zapewnia także albumowi odpowiednią wagę i trwałość, co jest istotne, biorąc pod uwagę jego rozmiar.
„This is Ripley, last survivor of the Nostromo, signing off.” – Ripley
Autor dopieścił ten album „Jak powstał Obcy” do granic możliwości, co cenię sobie bardzo jako miłośnik detali. Chłonąłem ciekawostki jak gąbka, przyglądałem się wnikliwie szczegółowym Ridleygramom, bawiłem się w filmowego archeologa i cieszyłem się każdą stroną, która serwowała fanserwis. Dostałem w zasadzie wszystko na tacy: od kulis, przez sztukę, aż po emocje. To kolejny mocarny dodatek do mojej kolekcji, obok takich smacznych kąsków jak sprezentowany mi kiedyś na święta „Alien: The Blueprints” czy „The Art of Alien: Isolation”, który kupiłem za dobrą cenę 5 funciaków w sklepie Forbidden Planet podczas jednej z wizyt w Londynie.
W trakcie lektury albumu przemknęła mi przez głowę myśl, że tyle tu dobra, że chciałoby się poczytać coś równie jakościowego o „Aliens”. Okazuje się, że Rinzler nie zasypiał gruszek w popiele, bo w 2020 roku ukazał się podobny album zatytułowany „The Making of Aliens”. Tym samym puszczam oczko w stronę wydawnictwa Vesper, aby pokusili się o wydanie kolejnego tomiszcza, tym razem poświęconemu „Decydującemu starciu”. Wielka szkoda, że sam autor zmarł w 2021 roku (rak trzustki). Można tylko marzyć o rzeczywistości, w której stworzył dalsze odsłony cyklu „Jak powstał…”, biorąc na tapet „Alien 3”, „Alien: Resurrection” czy prequele. Rozkładanie na czynniki pierwsze filmu Davida Finchera czy „Prometeusza” byłoby dla nas, jako odbiorców, zapewne czymś niesamowitym. Ech, szkoda…
Raz na jakiś czas trafi się jakaś prawdziwa perełka ze świata geeków, którą warto, a nawet trzeba mieć w swojej kolekcji. „Jak powstał Obcy” z całą pewnością jest taką właśnie perełką. Książka Rinzlera pokazuje, jak ogromnym wyzwaniem było stworzenie filmu, który jest jednocześnie dziełem sztuki i emocjonującym rollercoasterem. Dzięki temu albumowi możemy lepiej zrozumieć, jak wiele pasji, konfliktów i geniuszu kryło się za sukcesem „Obcego”. To przepięknie wydany album, który nie tylko będzie zdobił Wasze półki, ale przede wszystkim z pasją opowie Wam wszystko, co trzeba (z nawiązką!) o bezsprzecznym arcydziele kina spod batuty Ridleya Scotta. Myślę, że lektura albumu J.W. Rinzlera uświadomi niejednemu czytelnikowi, jak ograniczona była jego dotychczasowa wiedza. Nie sądzę, żeby znalazł się jakiś miłośnik „Obcego”, który nie chciałby mieć w swoim posiadaniu tej publikacji. Imponująca szata graficzna, unikalne zdjęcia, które po raz pierwszy ujrzały światło dzienne, oraz mnóstwo ciekawostek i detali sprawiają, że to prawdziwa gratka dla fanów. Widać, że włożono w to dużo serca, hektolitry wypitej kawy i całą masę zarywanych nocy.
Jeśli kiedykolwiek chciałeś wiedzieć, jak zrodził się ten potwór (dosłownie i w przenośni), ta książka rozwikła wszystkie Twoje zagadki. Czego tu nie ma: zdjęcia, szkice, anegdoty… po prostu raj dla wszelkiej maści maniaków „Obcego”. To nie jest tylko książka, to wehikuł czasu. Wartość dla czytelnika jest olbrzymia, ponieważ książka „Jak powstał Obcy” to doskonałe źródło wiedzy zarówno dla fanów filmu, jak i dla osób interesujących się historią kina. Pozwala zrozumieć, jak wiele wysiłku, kompromisów i wizjonerstwa wymaga stworzenie dzieła, które przetrwa próbę czasu. Dzięki dokładnym badaniom Rinzlera, czytelnik może docenić każdy detal „Obcego”, który przyczynił się do jego mrocznej, hipnotyzującej atmosfery. Książka Rinzlera jest warta swojej ceny i będzie stanowić bogate źródło wiedzy i radości dla każdego miłośnika czarnego stwora z LV-426.
Tematyka „Alienów” wydała wiele interesujących tytułów i czasami ciężko to wszystko ogarnąć, nie wspominając już o finansach (wszak w zakupowym szale nikt nie usłyszy krzyku Twojego portfela). Dzieło Ridleya Scotta i spółki dało początek serii filmów (a niebawem seriali), crossoverów, książek, komiksów, gier komputerowych i planszowych oraz całego prężnie działającego rynku geekowsko-kolekcjonerskiego. Miło jest jednak cierpieć od nadmiaru xenomorphowego dobrobytu, a podobnie jak film, który ma już ładnych kilka dekad, status ten potrwa pewnie jeszcze długo. Czego Wam i sobie życzę.
GALERIA – Album Jak Powstał Obcy
Film Podglądowy
Album: „Jak powstał Obcy”
Autor: J.W. Rinzler
Wydawnictwo: Vesper
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 336
Tłumaczenie: Robert Filipowski
Format: 302 x 273 mm
Waga: 2.55 kg
Oprawa: twarda
CZAS NA KAWĘ
Gratulujemy dotarcia do końca artykułu!
Mamy nadzieję, że dostarczyliśmy Ci wartościowych informacji i ciekawych spostrzeżeń.
Tworzenie takich treści wymaga jednak czasu, wysiłku i zaangażowania.
Jeśli chcesz wesprzeć naszą pracę i pomóc nam przemierzać kosmos, możesz to zrobić na dwa sposoby:
Pomóż nam utrzymać niezależność.
Gorąco dziękujemy za każde wsparcie!
Warto dodać, że Rinzler napisał również w takiej samej formule „Making of Aliens”. Jakiś czas temu pytałem się Vesper czy są jakieś „widoki” na polskie wydanie, ale otrzymałem tylko mało konkretną odpowiedź, że wszystko zależy od sprzedaży recenzowanego tu wydawnictwa… Podejrzewam, że nie sprzedało się ono zbyt dobrze (wątpię, czy w Polsce jest rynek ogólnie na takie rzeczy), i chyba polską wersję „dwójki” trzeba sobie odpuścić. Chyba, że Wy macie możliwość podpytania się Vespera lub coś wiecie na ten temat? :-)
Też nas to interesuje, podpytamy się Vespera i damy znać jak będziemy mieli jakiś konkret.