Komiksy „Aliens: Newt’s Tale”
Seria komiksów „Aliens: Newt’s Tale” ma dwa oblicza. Z jednej strony jest to biały kruk dla kolekcjonerów, ponieważ nigdy nie został wznowiony, ani przedrukowany w zbiorczym wydaniu (np. w formie Omnibusa). Z drugiej strony zaś, wśród fanów i regularnych czytelników komiksów o Obcym panuje opinia, że „Newt’s Tale”nie zachwyca, ani wizualnie, ani fabularnie (mimo, że oparte jest o scenariusz do filmu „Aliens”).

- komiks „Aliens: Newt’s Tale„
- ilość zeszytów: 2
- scenariusz: Mike Richardson
- rysunek: Jim Somerville
- kolor: Gregory Wright
- tusz: Brian Garvey
- wydawnictwo: Dark Horse Comics
- data wydania: czerwiec-lipiec 1992
Na licencji Obcego powstało setki opowieści obrazkowych, z czego zaledwie niewielki procent zgodny jest z tym, co uważa się za kanon serii. Komiksy wydają się takim medium, które odwiedza fanów tylnymi drzwiami. O kolejnych zeszytach nie robi się wysokobudżetowych trailerów, a informacje o nich nie wyskakują na każdym kroku.
Zainteresowani wiedzą kiedy i jakie wydawnictwo się ukazuje. Nie ma też wybuchów zbiorowej nienawiści względem autorów, którzy pozwolili sobie na więcej przy ingerowaniu w zakorzenioną już treść filmów o Obcym, chociaż słowa krytyki są oczywiście obecne.
Jak w te realia wpisuje się komiks „Aliens: Newt’s Tale”?
W skrócie, jest to adaptacja filmu Camerona, ale opowiedziana wyłącznie z perspektywy małej Rebeccki Jorden. Pomysł interesujący, ale jak z realizacją? „Newt’s Tale” ma dwa oblicza. Z jednej strony jest to biały kruk dla kolekcjonerów, ponieważ nigdy nie został wznowiony, ani przedrukowany w zbiorczym wydaniu (np. w formie Omnibusa). Z drugiej strony zaś, wśród fanów i regularnych czytelników komiksów o Obcym panuje opinia, że „Newt’s Tale” nie zachwyca, ani wizualnie, ani fabularnie (mimo, że oparte jest o scenariusz do „Aliens”).
Żeby lepiej zrozumieć istotę tego wydawnictwa, trzeba spróbować przyjąć za punkt wyjścia mentalność tamtych czasów.
Jest początek lat 90-tych. Na ekrany wchodził właśnie „Alien 3”, adaptacja komiksowa tego filmu był wsparta „z boku” przez omawiane „Newt’s Tale”. W tamtym czasie reżyserska wersja „Aliens” Jamesa Camerona nie była powszechnie dostępna. Można było ją kupić na czarnym rynku w wersji bootlegowej (np. na kasetach zgranych z bardzo drogiego i limitowanego wydania laser disc) albo zobaczyć na tych kilku kinowych pokazach, które odbył się w 1992, głównie w USA.

Jako bazy do napisania „Newt’ Tale”, Mike Richardson użył udostępnionej mu oryginalnej wersji scenariusza. Owa wersja zawierała większość scen i dialogów usuniętych z kinowej (jedynej szeroko-dostępnej) edycji, oraz kilka ostatecznie nie sfilmowanych.
Póki co, sytuacja prezentuje się zgrabnie. Scenariusz filmu zawierał jednak pewne luki, które trzeba było wypełnić i tutaj zaczęły się schody. Głównym brakiem było przedstawienie pełnej historii ataku Obcych na Hadley’s Hope.
To, co mogło stać się asem tego komiksu, okazało się być niestety zmarnowaną szansą. Mini-seria (dwa zeszyty) ucierpiała niejako będąc produktem, który miał wesprzeć promocję trzeciej części filmu. Mimo iż wydawca (Dark Horse Comics) w kolejnych latach mógł poszczycić się tak legendarnymi tytułami jak np.: „Aliens: Labirynth” (absolutnie kultowy komiks wśród fanów), to w wypadku omawianego tu „Newt’s Tale” zabrakło pomysłu, pasji i (jak podejrzewam) czasu. Nie chcę pisać, że próbowano tu sprzedać po raz kolejny to samo, ubrane tylko w pozornie nowe szaty. Trudno jednak nie oprzeć się takiemu wrażeniu, ponieważ już w pierwszym zeszycie akcja łączy się z wydarzeniami dobrze znanymi z filmu i już do samego końca nie czekają Was żadne niespodzianki (z wyjątkiem kilku kwestii dialogowych, które nie pojawiły się w żadnej wersji filmu). Problematyczny jest również fakt, że perspektywa narracyjna konsekwentnie trzyma się tylko postaci Newt zatem na pewnym etapie całość prezentuje się trochę chaotycznie. Interesujące jest za to zakończenie, które stanowi wyraźne wprowadzenie do „Alien 3”.

Jak było więc z tym mitycznym atakiem na Hadley’s Hope?
Scena odnalezienia przez rodzinę Jordenów opuszczonego statku z oryginalnego „Alien” jest wiernie przeniesiona ze specjalnej wersji „Aliens”. To co dzieje się potem jest już nie do końca przemyślaną improwizacją autora. Prócz tego odnoszę wrażenie, że Richardson poczuł się trochę przytłoczonym swoim zadaniem ponieważ popędza wydarzenia w wyjątkowo niezgrabny i naiwny w swojej treści sposób.
Sprawnie wykorzystuje w tym celu ograniczenie wynikające ze skupienia się na perspektywie małej Newt.
Na przykład, kiedy ukryta w szybie wentylacyjnym Rebbeca jest świadkiem narodzin obcego (którego żywicielem jest jej ojciec), mdleje. A my, siłą rzeczy, mdlejemy razem z nią. Kiedy mała się budzi, okazuje się, że przespaliśmy dosyć istotny fragment wydarzeń, które doprowadziły do zagłady kolonii…
Takich „skrótów” jest w tym komiksie więcej. Oczywiście, taki był pierwotny zamysł – trzymać się historii Newt – ale autor poszedł niestety po linii najmniejszego oporu. Bardzo interesujący okres czasu między opanowaniem kolonii przez Obcych, a pojawieniem się żołnierzy (kiedy Newt musiała sama walczyć o przetrwanie) został streszczony na dwóch kartkach. Główna fala obcych zostaje „przywieziona” przez drugą ekipę kolonistów, wysłaną do opuszczonego statku. Ostatecznie stwory zostają po prostu wpuszczone do środka przez ludzi, którzy naiwnie wierzyli, że są w stanie pomóc kolegom masakrowanym po drugiej stronie wrót. Jest to standard kina s/f , więc nie będę się czepiał.
Komiksy „Aliens: Newt’s Tale” mają wiele przebłysków, ale tutaj też dochodzimy do kolejnej bariery. Nie napisałem nic o rysunkach, a przecież mowa o komiksie.
Niestety kreska Jima Somervilla jest dosyć specyficzna. Ma ona oczywiście pewien retro urok (tak się często rysowało w latach 80-tych), ale potrafi być również irytująco niedbała. Podobieństwo postaci do aktorów jest ledwo zasugerowane, czasami przypominają one karykatury. Nie twierdzę, że komiksy powinny zawsze zawierać fotorealistyczną grafikę (ala seria „Evil Dead” wydana w 2008 roku), ale choćby wspomniany wcześniej „Aliens: Labirynth” (1993-1994), mimo rysunkowej ascezy, prezentuje się znacznie lepiej.
Warto też zauważyć, że swoje dołożył odpowiedzialny za kolor Gregory Wright. „Newt’s Tale” jest momentami do bólu pstrokate. Oczywiście, pewne grono odbiorców, głównie dzieciaków, będzie z tego powodu zadowolone. Pytanie, czy jest to zasadniczo komiks dla dzieci? Chyba jednak nie.
Podsumowując – „Newt’s Tale” nie zawiera w sobie niczego na prawdę interesującego dla fanatyków (czy nawet fanów) sagi „Obcy”. Historia opisana jest w pośpiechu. Nie wiem czy wynika to z woli autorów czy z faktu, że Dark Horse narzuciło taką, a nie inna objętość tych zaledwie dwóch zeszytów serii.
Rysunki mocno się zestarzały chociaż nadal znajdą się odbiorcy, którym taki styl się spodoba.
Czy komiks jest dobrym źródłem informacji dla tych, którzy zgłębiają dzieje kolonii Hadley’s Hope? Raczej średnim. Zastosowane rozwiązania fabularne są dosyć oczywiste, całość wydaje się bardziej zarysem niż konkretną relacją tamtych wydarzeń. Tematyka nie jest potraktowana do końca poważnie i to widać.
Czy warto zatem posiadać ten komiks w kolekcji?
Tutaj zdania są podzielone. Z punktu widzenia kolekcjonera jak najbardziej warto, ponieważ (o czym już pisałem) komiks nie doczekał się ponownego wydania w żadnej formie. Jest to rarytas, ale nadal można go zdobyć śledząc aukcje na eBayu lub znaleźć na festiwalach i targach komiksów.
Jeżeli chodzi o inne kwestie, to spotkałem się w Internecie z różnymi opiniami. Wiele osób uważa, że komiks jest beznadziejny i nie warto go kupować. Inni twierdzą, że nie jest tak źle. Uważam, że najlepiej samemu sprawdzić. Nie jest to rewelacyjny komiks, ale cieszę się, że udało mi się go kupić, nie tylko ze względów kolekcjonerskich. Jeżeli ktoś ma wątpliwości zawsze może sprawdzić zawartość „Newt’s Tale” w formie cyfrowej, a nawet w formie pokazu slajdów umieszczonego na YouTubie (chociaż taką formę czytania komiksów uważam za absolutną ostateczność).
Na koniec ostrzegę tylko, aby nie dać się zmylić okładkami komiksu. Ich autorem jest bowiem John Bolton. Zawartość komiksu nie prezentuje się niestety już aż tak ładnie.
Jonesy
źródła zdjęć: fotografie oryginałów
Zobacz także:
