Film „Alien Outbreak” (2020) – recenzja
- Tytuł: Alien Outbreak
- Premiera:
11 lutego 2020 (USA)
20 lipca 2020 (DVD w wybranych krajach UE)
obecna dostępność w PL: niektóre serwisy VOD online - Reżyseria i scenariusz: Neil Rowe
- Trailer ⇓
Film „Alien Outbreak” to kolejna, po „The Recall”, niskobudżetowa produkcja, z którą zapoznałem się w ostatnim czasie. Czy znów zetknąłem się z produkcją wystawiającą widza na ciężką próbę? Odpowiedź znajdziecie w dalszej części recenzji.
Film Alien Outbreak (2020) – Recenzja / Opinia
Bohaterką filmu „Alien Outbreak” jest brytyjska policjantka, Zoe Norris. O tym, że twarda z niej sztuka, dowiadujemy się już na początku filmu, kiedy rozkłada na łopatki menela, z którym nie mogli sobie poradzić jej koledzy po fachu. Po krótkiej wymianie zdań z przełożonym, który nie pała do niej szczególną sympatią, Zoe dla odstresowania i dotrwania do końca zmiany bierze na siebie zgłoszenie o samobójstwie i rusza samotnie w patrol…
I tutaj już pojawia się pierwszy zgrzyt (przynajmniej dla mnie), mianowicie – kto normalny dla odstresowania bierze sprawę samobójstwa? I jak to możliwe, że jedyną osobą na miejscu zdarzenia (oprócz żony samobójcy) jest nasza dzielna funkcjonariuszka? Gdzie stwierdzający zgon lekarz? Gdzie prokurator? Gdyby jeszcze tego było mało – małżonka świeżo upieczonego samobójcy bierze strzelbę na oczach policjantki i strzela sobie w głowę… Zoe początkowo jest w szoku, ale już chwilę później zauważa jakieś majaczące w mroku cienie, więc jak gdyby nigdy nic bierze w gołe łapy dowód rzeczowy i sprawdza zakamarki domu poszukując tajemniczej postaci…
Cóż, prawdę mówiąc początkowe sceny wprawiły mnie w niemałe zdumienie. Takiego braku logiki w postępowaniu filmowego policjanta dawno już nie widziałem. Przez dłuższą chwilę zastanawiałem się, czy nadal chcę brnąć w ten film. Miłość do kina klasy Z ostatecznie jednak zwyciężyła.
Tak czy inaczej, nasza bohaterka postanawia być twarda. Mimo dwóch trupów na miejscu oraz wyraźnej obecności w budynku kogoś jeszcze, nadal nie wzywa wsparcia. Na to decyduje się ona dopiero wtedy, gdy natyka się na coś w stylu… hmm… mechanicznej krewetki. Niestety, jak w każdym szanującym się filmie o inwazji kosmitów zanosi się na burzę ( ;) ) i w związku z tym łączność pada. Dzielna funkcjonariuszka postanawia wrócić zatem na posterunek. Wsiada w radiowóz i udaje się w drogę, ale po drodze napotyka .. statek kosmiczny. Ten niespodziewany kontakt z obcą technologią nie robi na niej wielkiego wrażenia. Jednak opuszcza samochód i uznaje, że najlepszą metodą ukrycia się na wiejskiej dróżce jest… kucnięcie. Tak, Zoe sobie przykuca, a przelatujące na wysokości około 30 metrów UFO jej nie widzi…
Reszty wpadek nie będę przytaczał. Fabuła filmu jest jednak tak dziurawa, że Ementaler skuliłby się zawstydzony na sklepowej półce.
Niemniej jednak w „Alien Outbreak” natkniemy się na kilka ciekawych, chociaż niezbyt odkrywczych pomysłów fabularnych. Obcy w pierwszej fazie swojego ataku, zamiast korzystać z konwencjonalnych metod, rozpylają na ziemi specyficznego wirusa, który zmusza część ludzi do samobójstw. To niegłupie rozwiązanie, ponieważ w razie inwazji faktycznie mogłoby znacząco zredukować straty po wrażej stronie. Mamy również pokazanych kilka rodzajów obcych o różnych… hmm… specjalizacjach. Nie jest to często spotykany zabieg, a przynajmniej nie w filmach tego poziomu, także to posunięcie odbieram bardzo na plus.
Efekty specjalne może nie porażają jakością (CGI jest miejscami mocno kulawe), ale nadal są o niebo lepsze niż w „The Recall”.
Poziom aktorstwa jest niski i nie odbiega od standardów kina tego poziom, ale też aż tak bardzo nie boli i nie odrzuca widza. Całkiem ciekawym zabiegiem jest też umieszczenie akcji na głębokiej brytyjskiej prowincji – zwiększa to ogólne poczucie osamotnienia zarówno głównej bohaterki, jak i pojawiających się później jej kompanów.
Jedynym poważnym zarzutem w kwestiach technicznych jest jakość dźwięku – film oglądałem w oryginalnej wersji dźwiękowej, bez napisów i niestety ze względu na słabe udźwiękowienie często musiałem oglądać sceny dialogów po kilka razy, żeby zrozumieć, co tam postacie bełkoczą do siebie pod nosem.
Prawdę mówiąc, mimo kompletnego braku logiki i ciężkiej niskobudżetowości, po przełknięciu kilku początkowych głupot scenariusza i przestawieniu się w tryb kina klasy Z, to ku mojemu zaskoczeniu film nie zawiódł mnie aż tak bardzo, jak zwiastowały to niskie oceny na Filmweb czy IMDB. Nie znaczy to oczywiście, że film jest dobry, czy nawet średni w „ogólnej” klasyfikacji, ale biorąc pod uwagę inne produkcje, których koszt nie przekraczał jednorazowych zakupów w osiedlowym sklepie spod znaku płaza, naprawdę nie ma tragedii. Każdy kto lubi pozycje niższej klasy, nie powinien być zawiedziony. Dla widzów, którzy dla samej zasady unikają równie niszowych produkcji i nie odnajdują w nich żadnej przyjemności, seans „Alien Outbreak” zapewne okazałby się stratą czasu.
